Po akcji posła Rutkowskiego w Czechach w policji trwa postępowanie wyjaśniające, jak doszło do przecieku informacji. Jeden z funkcjonariuszy już został wydalony ze służby, pracę mogą stracić także inni - zapowiedział minister spraw wewnętrznych Krzysztof Janik. Według Janika, policja kilkanaście godzin wcześniej niż Rutkowski wiedziała o miejscu pobytu Dawida S.; a śledztwo było w fazie końcowej. Poseł spotkał się wczoraj w Pradze z czeskimi dziennikarzami którzy nie doinformowani przyszli na konferencję prasową. Jeden z dziennikarzy twierdził że na miejscu nie było czeskiej policji dlatego Rutkowski przedstawił dziennikarzom kasetę na której zarejestrowane były fakty. Kiedy Rutkowski opowiadał o natariuszce i o tym że przestępcy do jej żył wstrzykiwali alkohol czeska dziennikarka wybuchnęła śmiechem. Policja i miejska i państwowa była poinformowana o akcji. Rutkowski pojechał do Komendy Głównej Policji w Pradze gdzie przez cztery godziny wyjaśniał sprawę. Zostawił tam kasetę z nagraniem. Po wyjściu z Komendy poseł poinformował że w szeregach czeskiej policji zostanie przeprowadzona inspekcja mająca na celu ustalenie czy czescy policjanci działali zgodnie z prawem. Rutkowski złoży skargę do Ministerstwa Spraw Zagranicznych na ambasadora który nie pomógł Rutkowskiemu w Pradze. Poseł prosił ambasadora przez dwa dni o pomoc w wynajęciu tłumacza na konferencję prasową, ale ten był nieuchwytny. Dopiero w nocy zjawili się w komendzie przedstawiciele konsulatu którzy tłumaczyli że nic nie widzieli na temat tego że obywatel Polski prosi o jakąkolwiek pomoc.