Obietnice szybkiej poprawy bezpieczeństwa w autokarach, które składa wicepremier, Marek Pol są wątpliwe. Urzędnicy dają sobie na to kilka miesięcy, może rok! Tylko policja wzmogła kontrole. My też musimy być czujni. Policjanci z katowickiej drogówki codziennie kontrolują po 20 autokarów. Przed początkiem turystycznej "czarnej serii" sprawdzali jeden lub dwa. Są zgodni: wczasowiczów i rodziców kolonistów ogarnął strach.
Bielsko-Biała:
Po siedem wycieczkowych autobusów dziennie sprawdzają policjanci bielskiej drogówki. Dzwonią nie tylko pasażerowie, ale same biura turystyczne.
- To jakaś psychoza. Ludzie żądają, abyśmy im udowodnili, że kierowcy są wypoczęci - skarży się Marek Sanetra, właściciel jednego z dużych biur podróży w Bielsku.
Ma własne autokary i kierowców, przestrzega, aby między kursami mieli przynajmniej dwa dni przerwy. - Ale nie wiem, czy wtedy odpoczywają. Przecież to dorośli ludzie i nie mogę się interesować ich wolnym czasem - mówi o kierowcach Sanetra.
Dlatego sam jest przy każdym podstawieniu autobusu. - Nie ma kursu, aby pasażerowie nie ściągali policji do sprawdzenia pojazdu i kierowców. Jak dotąd nie cofnięto mi autokaru - dodaje.
Na kilkadziesiąt autokarów sprawdzanych w ostatnich dwóch tygodniach w Bielsku i sąsiednich Czechowicach-Dziedzicach, policja cofnęła trzy autokary. Ani razu z powodu kierowcy (tzn. nietrzeźwości czy widocznych oznak zmęczenia), lecz stanu technicznego: łysych opon i nieszczelnego przewodu paliwowego.
- Nie wygląda to źle, nie mamy większych zastrzeżeń. Wzywają nas już nie tylko sami pasażerowie, czy rodzice wyjeżdżających dzieci, ale także biura podróży. To dobrze, że chcą mieć pewność - mówi komisarz Tadeusz Kruk, wiceszef bielskiej drogówki.
/naszemiasto.pl,TŚ/