O statusie społecznym świadczy w Polsce zawartość garażu, choć nie wszyscy chcą chwalić się swoimi motoryzacyjnymi osiągnięciami. Znany jest przypadek pewnego posła poprzedniej kadencji, który ostentacyjnie jeździł rupieciem na czterech kółkach, żeby go nikt nie posądził o szastanie publicznymi pieniędzmi. Z drugiej jednak strony nagły koniec kariery byłego prokuratora apelacyjnego z Katowic Jerzego Hopa jest przestrogą dla wszystkich posiadaczy luksusowych limuzyn. Jego BMW kuło w oczy i w tak naprawdę daleko nim nie zajechał. Historie samochodowe naszych vipów najczęściej zaczynają się od małych fiatów i trabantów.
Osobom po czterdziestce nie wypada już pokazywać się "w pewnych" samochodach. Zbyt skromna marka też źle świadczy o prominencie, czy decydencie, bo oznacza, że nie potrafił zaoszczędzić nawet na samochód. Gorzej, gdy może pochwalić się tylko autem.
Dobry na weekend
Wojewoda śląski Lechosław Jarzębski w swej karierze kierowcy zmienił już sześć aut. Zaczynał, jak większość zmotoryzowanych Polaków, od małego fiata. Jednak, gdy inni pozostali przy tej marce, wojewoda stawiał w garażu coraz to nowsze osiągnięcia techniki. Po kolei były to więc zastawa 110, polonez, jeden z volkswagenów oraz audi 100. Dziś Lechosław Jarzębski przemierza polskie drogi renaultem laguną combi. To wóz, który odpowiada usposobieniu polityka. A także, co tu dużo kryć, bardzo podoba się wnuczkowi.
Poza tym służy na wypady do Szczyrku, gdzie Jarzębscy mają domek. Obecnie wojewoda częściej korzysta ze służbowych limuzyn. Non stop upomina kierowców, by jechali wolniej. Ostatni mandat zapłacił trzy lata temu.
Wojewoda zarabia brutto maks. ok. 10 tys. zł
Renault laguna combi kosztuje 66 tys. 900 zł*
Zaczęło się od zastawy
Andrzej Gałażewski, były wicewojewoda śląski, a obecnie poseł Platformy Obywatelskiej przez półtora sezonu jeździł zastawą 750, ale po podróży do Jugosławii auto rozleciało się i trzeba je było sprzedać. Transakcja zakończyła się sukcesem, czym późniejszy parlamentarzysta dał dowód, że potrafi wyjść cało z niejednej opresji. Z sympatią poseł wspomina swój motorowy epizod. Był on jednak krótki. Nastąpiła po nim długa era fiata. Najpierw był fiat duży, potem uno, a następnie punto. W 1999 roku poseł postanowił przestać eksperymentować i przestawił się na toyotę. Ma toyotę avensis i oczywiście nie narzeka.
Dochód miesięczny posła wynosi brutto ok. 9 tys. zł
Toyota avensis kosztuje 63 tys. 700 zł*
Ster oddał córce
Komendant Wojewódzki Policji generał Mieczysław Kluk dwa lata temu przekonał się do forda focusa, auta, które uchodzi za modne. Wcześniej wraz ze swą córką był współwłaścicielem forda K. Największym sentymentem komendant darzy swoje pierwsze cudo na czterech kółkach - trabanta combi, niegdyś przedmiot westchnień wielu Polaków. Na długi czas w garażu Kluków zagościła też skoda favorit, oceniana jako solidne auto. Komendant ze skruchą przyznaje, że niekiedy jedzie zbyt szybko. Ba, parę razy zatrzymali go policjanci. Tym, którzy go nie rozpoznają, nie przyznaje się, że jest szefem garnizonu, grzecznie przeprasza i prosi o najmniejszy wymiar mandatowej kary.
Komendant Wojewódzki Policji zarabia brutto ponad 7 tys. zł
Ford focus kosztuje 43 tys. 900 zł*
Wozi go żona
Kazimierz Kutz, wicemarszałek Senatu, ma to szczęście, że całe życie jest autami wożony przez żonę. Pani Ilona Kutz ma jednak czym go wozić - toyota avensis, wprawdzie nie pierwszej nowości - spełnia wymagania oczekującego komfortu reżysera. Na Śląsku w rolę szofera Kutza wciela się radna UW z Katowic Krystyna Klaczkowska, szefowa jego biura, która obwozi go swym dwuletnim renaultem meganem. Niektórzy "to się mają dobrze". Poza tym Kutz nie ma prawa jazdy. Wicemarszałek Senatu zarabia miesięcznie brutto ok. 10 tys. zł
Toyota avensis kosztuje 63. tys. 700 zł*

Lubi dobre auta
Agnieszka Pasternak, posłanka SLD, jedna z najmłodszych w Sejmie przyznaje, że lubi dobre i bezpieczne auta. Choć pierwszym rodzinnym samochodem była syrenka, to zdaniem pani poseł z powodzeniem mieści się w tej konkurencji. Była duża w środku i miała biegi przy kierownicy, co cieszyło mamę, głównego użytkownika. Po stażu w rodzinie Pasternaków dwóch małych fiatów przyszedł czas na firmowe okazy. Pani Agnieszka jest posłanką drugą kadencję i zmieniła dwa auta. Po volkswagenie polo kupiła sobie toyotę corollę, z której jest bardzo zadowolona.
Dochód miesięczny posła to brutto ok. 9 tys. zł
Toyota corolla kosztuje 45 tys. 600 zł*
Majtkowy róż
Rzecznik prasowy ministra spraw wewnętrznych i administracji Alicja Hytrek jest dumną posiadaczką 11-letniego fiata uno w kolorze majtkowego różu. Kiedyś auto było czerwone, ale wyblakło. Wcześniej pędziła po szosach małym fiatem z drzwiami na sznurek, białym z brązową klapą. Potem przyszła era dużego fiata z drugiej ręki. Na razie jeździ służbowym i nie myśli o zakupie nowego auta. Nigdy nie płaciła mandatów. Oczywiście tylko dlatego, że jest tak świetnym kierowcą.
Rzecznik MSWiA zarabia brutto ok. 4 tys. zł
Fiat uno kosztuje 21 tys. 600 zł*
Dobre, bo prawie polskie
Piotr Duda, przewodniczący Zarządu Regionu Śląsko - Dąbrowskiej "Solidarności" pierwszy wóz kupił w 1997 roku, ale prosi, by nie kojarzyć tego z dojściem do władzy AWS. Od początku zresztą postawił na polską produkcję i jest wierny firmie Daewoo. Najpierw więc był lanos, a teraz jest nubira. Zapłacił już 200 zł mandatu za nadmierną szybkość, ale jak podkreśla przestrzega niezwykle skrupulatnie wszystkich innych przepisów ruchu drogowego. Cóż noga sama idzie na ten pedał gazu. Teraz zresztą pan Piotr ma szansę pozbyć się nawyków. Jest świeżo upieczonym szefem związku i przysługuje mu auto służbowe po poprzedniku.
Przewodniczący będzie zarabiał brutto ok. 5 tys. zł
Nubira kosztuje 46 tys. 700 zł
Długodystansowiec
Imponujące są przygody motoryzacyjne marszałka śląskiego Jana Olbrychta. Od początku swej przygody z kółkiem stawiał na auta wysłużone. Pierwszy był... 20-letni trabant, którym jeździł aż do zdarcia i niemal pobił rekord Guinessa. Jako burmistrz Cieszyna przesiadł się na 10-letniego passata.
Gdy został marszałkiem, wreszcie kupił auto nowe, choć nie był to szczyt marzeń ani techniki, a jedynie solidne seicento. Biorąc pod uwagę gabaryty marszałka nie należy się dziwić, że zakupił też 10-letnie BMW, zaś fiacikiem jeździ jego filigranowa małżonka. Teraz pan marszałek ma forda escorta z 1998 roku. Lubi jeździć szybko, ale w granicach rozsądku.
Marszałek zarabia brutto 11 tys. 200 zł
Ford esord kosztuje 34 tys. 500 zł*
Spiesz się powoli
Prezydent Chorzowa Marek Kopel deklaruje, że nie zamierza zmieniać ani samochodu, ani żony. Wtajemniczeni wcale się nie dziwią tym deklaracjom, oczywiście zarówno ze względu na małżonkę jak i auto. Obecnie prezydent jeździ czteroletnim fordem mondeo i bardzo go sobie chwali. Wcześniej przez 16 lat jeździł maluchami, a zatem poznał je od podszewki. Ze szczególnym sentymentem wspomina natomiast poloneza: solidny, rodzinny wóz. M. Kopel jeździ jednak wolno, bo tylko taka jazda sprawia mu przyjemność.
Prezydent Chorzowa zarabia brutto 10 tys. 128 zł
Ford mondeo kosztuje 62 tys. 900 zł*
* Podaliśmy ceny nowych samochodów

/naszemiasto.pl,TŚ/