11-letni chłopiec został poważnie poparzony, a jego opiekunka lekko, w wyniku pożaru namiotu na polu biwakowym w Bielsku-Białej, do którego doszło w poniedziałek nad ranem - poinformowali bielscy strażacy. Chłopiec z poparzeniami I, II i III stopnia na powierzchni ponad 50 proc. ciała trafił do bielskiego szpitala. Policjanci poinformowali, że jego życie nie jest zagrożone. Opiekunka, która próbowała ratować także inne dzieci z pożaru, ma poparzone ręce. Kpt. Jerzy Jurczak, dyżurny operacyjny bielskiej straży pożarnej, poinformował, że pożar wybuchł na polu biwakowym w dzielnicy Wapienica. Ogień szybko ogarnął brezentowy namiot, w którym spały dzieci uczestniczące w kolonii zorganizowanej przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci z Bielska-Białej. Pożar gasiły dwa wozy strażackie. Sprawę bada policja. Piotr Bednarek, oficer prasowy bielskiej policji, powiedział, że nie jest wykluczane podpalenie.
/gazeta.pl/