Cieszyńscy celnicy zatrzymali łodzianina, który w specjalnie przerobionym aucie próbował przemycić 280 litrów spirytusu.
Podejrzenia celników wzbudził od razu, gdy tylko podjechał pod szlaban. - Ten samochód po prostu poruszał się bardzo ociężale. Gołym okiem było widać, że "siada" - opowiada jeden z celników, którzy w środę na przejściu granicznym w Chałupkach zatrzymali 15-letniego fiata 125p z nadwoziem typu pick-up.
Jechał nim 43-letni mieszkaniec Łodzi. - Samochód był stary, bardzo zniszczony. Mimo tego, że przystosowany do przewozu towarów, nie wiózł nic. A przyjechał z daleka. To wszystko było bardzo podejrzane - mówi Elżbieta Gowin, rzecznik prasowy Urzędu Celnego w Cieszynie.
Mirosław W. zadeklarował, że przewozi litr wódki i sześć piw. Celnicy zaczęli przeszukiwać auto. Już po chwili zauważyli, że w bocznych słupkach nadwozia, na których wiszą pasy bezpieczeństwa, są zamontowane gumowe wężyki. Gdy tylko przyłożyli do nich nos, poczuli zapach spirytusu. Okazało się, że wężyk prowadzi do wielkiej butli z gazem w bagażniku, którym był zasilany silnik fiata. W rzeczywistości była ona przedzielona na dwie części, z których o wiele mniejszą zajmował gaz, a większą spirytus. Celnicy zatrzymali samochód i mężczyznę, który przyznał się do przewożenia alkoholu w butli.
Gdy auto trafiło do magazynów Urzędu Celnego, wyszły na jaw następne "atrakcje". Znaleziono w nim jeszcze dwa zbiorniki. Jeden był umieszczony pod podłogą bagażnika, drugi między podłogą i bakiem na paliwo, w miejscu, gdzie powinno być koło zapasowe. Wypompowanie spirytusu z auta zajęło celnikom kilka godzin. W sumie okazało się, że łodzianin wiózł 280 litrów 92-procentowego alkoholu. Kupił go w Czechach za około 3 tys. zł. - Tłumaczył, że jest wdowcem z dwójką dzieci i w ten sposób zarabia na życie - opowiada Gowin.
Mężczyznę czeka teraz postępowanie karno-skarbowe. Grozi mu grzywna. Spirytus i auto celnicy zatrzymali. O losie auta zdecyduje sąd. Jak się dowiedzieliśmy od celników, łodzianin jest bardzo zainteresowany jego odzyskaniem. - Jeśli sąd zgodzi się na to, to "udogodnienia" w aucie zostaną przez nas usunięte - mówi Gowin.
/gazeta.pl/