Wrzesień jest idealnym miesiącem na spacer po lesie w poszukiwaniu grzybów. Rozrywka ta jest jednak nie tylko przyjemna, ale też niebezpieczna, co ilustruje makabryczny żart. Podobno wszystkie grzyby są jadalne, tyle że niektóre raz.

Trujące muchomory potrafią być łudząco podobne do jadalnych grzybów. Bez konsultacji z doświadczonym grzybiarzem lepiej więc nie zawierzać swojej intuicji. My na grzybobranie wybraliśmy się z prawdziwym specjalistą w tej dziedzienie. Z wiedzy Justyna Kołka korzystają nawet naukowcy przy pisaniu poważnych opracowań mikologicznych.

Wyprawa okazała się ciekawą lekcją biologii. Znaleźliśmy przepiękne borowiki szlachetne, koźlarze pomarańczowo-żółte, kurki (pieprzniki jadalne), mleczaje smaczne, koźlarze babki i grabowe, ogromne czubajki kanie i malutkie maślaki żółte. Trafiliśmy także na muchomory sromotnikowe. Te najbardziej niebezpieczne polskie grzyby co roku są przyczyną śmierci wielu grzybiarzy amatorów, którzy mylą je z gąską zielonką, gołąbkiem zielonawym, a czasami nawet z czubajką kanią. Inny niebezpieczny grzyb, który prezentujemy na zdjęciach, to muchomor jadowity, często mylony z popularnymi, dziko rosnącymi pieczarkami.

Największą ciekawostką naszego wrześniowego spaceru był okratek australijski. Ten oryginalny, soczyście czerwony i bardzo rzadki grzyb przywędrował do nas z Antypodów za pośrednictwem... kozic. Zarodniki tych grzybów znajdowały się w racicach zwierząt, które przybyły do nas na przełomie  XVII i XVIII wieku na duńskich okrętach. Oglądając tego grzyba po raz pierwszy, nie mamy pewności, czy to kwiat czy może rozgwiazda. Wszelkie wątpliwości rozwiewa jednak odpychający zapach.

Foto: pi