7345 litrów gęstej, pachnącej kwaśnicy
7345 litrów gęstej, pachnącej kwaśnicy ugotowano w kotle do warzenia piwa, który ustawiono przed zajazdem Horolna. Zupa gotowała się dobę, a chętnych do jej zjedzenia przyjechało tylu, że na drodze dojazdowej do zajazdu tworzyły się korki.
Takiej wyżerki na Żywiecczyźnie nie pamiętają najstarsi górale. Kwaśnicą, która gotowała się w Przybędzy dobę, można było nakarmić ponad 20 tys. osób
Gdy do ogromnego kotła podeszli przedstawiciele komisji sprawdzającej czy pod zajazdem Horolna w Przybędzy padł rekord Guinnessa, kucharze zamarli. Aby został uznany, zupy musiało być nie tylko dużo - równie ważny był jej smak. Wystarczyło jednak, by jurorzy spróbowali kwaśnicy, by wszystko stało się jasne. Mamy rekord! Teraz zupy mogli wreszcie spróbować smakosze, którzy już od piątku zaglądali do Horolnej. - Wyszła lepsza, niż miała być - zachwalał Mirosław Drewniok, jeden z kucharzy. Razem z kolegami złapali za wiosła, żeby porządnie wymieszać kwaśnicę (wioseł używali też podczas gotowania) i zaczęli rozlewać ją do jednorazowych talerzyków.
Niektórzy amatorzy przyjechali do Horolnej z garnkami. - Jest u mnie siostra z dziećmi. Pogoda się byle jaka zrobiła, to niech choć naszej góralskiej kwaśnicy dzieciaki spróbują - tłumaczyła pani Janina Góra z Żywca. - Będą miały co opowiadać kolegom w szkole.
Wielbicieli kwaśnicy przyjechało do Przybędzy tak wielu, że na drodze dojazdowej do Horolnej tworzyły się korki. Na pomoc wezwano policjantów, którzy kierowali samochody jadące do Zwardonia na inne drogi.
Zbigniew Śliwiński, właściciel Horolnej i główny organizator wielkiego gotowania, nie zamierza poprzestać na gigantycznej kwaśnicy. Już myśli o tym, co jeszcze wielkiego i smacznego można ugotować w zajeździe.
Takiej wyżerki na Żywiecczyźnie nie pamiętają najstarsi górale. Kwaśnicą, która gotowała się w Przybędzy dobę, można było nakarmić ponad 20 tys. osób
Gdy do ogromnego kotła podeszli przedstawiciele komisji sprawdzającej czy pod zajazdem Horolna w Przybędzy padł rekord Guinnessa, kucharze zamarli. Aby został uznany, zupy musiało być nie tylko dużo - równie ważny był jej smak. Wystarczyło jednak, by jurorzy spróbowali kwaśnicy, by wszystko stało się jasne. Mamy rekord! Teraz zupy mogli wreszcie spróbować smakosze, którzy już od piątku zaglądali do Horolnej. - Wyszła lepsza, niż miała być - zachwalał Mirosław Drewniok, jeden z kucharzy. Razem z kolegami złapali za wiosła, żeby porządnie wymieszać kwaśnicę (wioseł używali też podczas gotowania) i zaczęli rozlewać ją do jednorazowych talerzyków.
Niektórzy amatorzy przyjechali do Horolnej z garnkami. - Jest u mnie siostra z dziećmi. Pogoda się byle jaka zrobiła, to niech choć naszej góralskiej kwaśnicy dzieciaki spróbują - tłumaczyła pani Janina Góra z Żywca. - Będą miały co opowiadać kolegom w szkole.
Wielbicieli kwaśnicy przyjechało do Przybędzy tak wielu, że na drodze dojazdowej do Horolnej tworzyły się korki. Na pomoc wezwano policjantów, którzy kierowali samochody jadące do Zwardonia na inne drogi.
Zbigniew Śliwiński, właściciel Horolnej i główny organizator wielkiego gotowania, nie zamierza poprzestać na gigantycznej kwaśnicy. Już myśli o tym, co jeszcze wielkiego i smacznego można ugotować w zajeździe.
Artykuł wyświetlono 962 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›