Na placu Chrobrego dawno nie było tyle hałasu, tylu ludzi i tyle... przyrządów do tortur. Niedzielny Jarmark Świętojański był jedną z najbardziej udanych imprez miejskich.

W minioną niedzielę plac Chrobrego, podzamcze oraz ul. Wzgórze ożyły już z samego rana. Porozstawiane kramiki idealnie komponowały się z zabytkową zabudową miasta, przenosząc uczestników jarmarku do średniowiecza. Najwięcej radości mieli najmłodsi. Dziewczynki paradowały w wiankach zakupionych na straganach kupców, którzy zjechali na jarmark z całego kraju. Z tego samego źródła pochodziły plastikowe hełmy zdobiące głowy chłopców. 

Dużo radości mieli także duzi chłopcy, którzy z błyskiem w oku oglądali repliki stalowych mieczy, po kilkaset złotych od sztuki.  Można było kupić korale, kolczyki, ręcznie robione sandały oraz garnki z gliny. Był też oczywiście, barszcz rycerski, czyli grzane wino. 

Największą furorę robiły najbardziej brutalne elementy imprezy. Tortury i walki rycerzy cieszyły się ogromnym zainteresowaniem gawiedzi płci obojga i niezależnie od wieku. Wydarzeniem dnia było pojawienie się kupców z Wieliczki wiozących beczki soli na wozie konnym. Później podarunek dla miasta odebrał jego włodarz Jacek Krywult, ubrany w iście królewskie szaty. 

Punktem kulminacyjnym widowiska miał być atak na zamek. Ale akurat ten element imprezy był najmniej udany. Po wystrzale armaty zadrżała cała ziemia z zamkiem włącznie, a wokół słychać było przeraźliwy płacz śmiertelnie wystraszonych dzieciaków.

Foto: pi