Pracownicy kopalni "Marcel" w Radlinie usiłowali zatuszować śmiertelny wypadek. 31 stycznia zginął 28-letni górnik. Rodzinie przekazano, że był to zawał serca. Sprawą zajęła się prokuratura.Jak ustalono, górnik jechał na taśmociągu służącym do transportowania urobku. Przepisy tego bezwzględnie zabraniają. Do wypadku doszło, kiedy wpadł w rozdarcie górnej taśmy i został przeciągnięty między taśmą a rolkami, po których biegła. Zdołał zatrzymać urządzenie linką awaryjną, ale stracił przytomność. Współpracownicy wydobyli zakleszczonego kolegę i zanieśli pod szyb, gdzie reanimował go lekarz. Zeznali jednak, że znaleźli go leżącego obok taśmociągu.