Ukrywali wypadki...
Kopalnia "Bielszowice" już w maju ubiegłego roku zataiła wypadek przy pracy pod ziemią - ujawniła Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Zarzuty w tej sprawie postawiono dwóm osobom - nadsztygarowi i szefowi działu bhp.Kopalnia podała też nieprawdziwą przyczynę wypadku, do którego doszło tam w minioną niedzielę. W notatce na temat okoliczności
poparzenia górnika zapisano, że przyczyną była gorąca woda. Potem przedstawiciele kopalni mówili, że było to gorące powietrze lub gaz. W rzeczywistości zaś powodem tragedii było zapalenie się metanu. Według prokuratury, autorem nieprawdziwej notatki był
sztygar zmianowy.Na razie nie postawiono mu zarzutów.Do ujawnienia okoliczności niedzielnego wypadku przyczyniło się przesłuchanie lekarza z Centrum Leczenia Oparzeń z Siemianowic
Śląskich, gdzie trafił ranny górnik. Lekarz zeznał, że charakter obrażeń przeczy informacjom zawartym w notatce. Potwierdził to podczas przesłuchania sam górnik, który powiedział, że został poparzony ogniem.
W ostatni poniedziałek doszło w kopalni do kolejnej, tym razem dużo większej tragedii - płonący metan ciężko poparzył 16 górników.
Artykuł wyświetlono 879 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›