Zatuszują sprawę???
Przez dwa miesiące gromadziliśmy dokumentację i przyglądaliśmy się dramatowi pewnej rodziny z Rudzicy. Piotr urodził się bez nerki i z wrodzonymi wadami przewodu moczowego. Rodzice walczyli przez cztery lata o zdrowie chłopca który przeszedł trzy skomplikowane operacje. Każda zakończyła się pełnym sukcesem. W końcu przyszła pora na skomplikowaną operację tak zwaną plastyczną. Czyli leczenie pomyślnie dobiegałao końca. Do końca jednak nie doszło. Dziecko trafiło do najlepszego zdaniem wielu fachowców szpitala dziecięcego czyli Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego numer 6 Śląskiej Akademii Medycznej Górnośląskiego Centrum Zdrowia dziecka i matki imienia jana pawła 2 w Katowicach. Po 9 godzinnej operacji chłopca przewieziono na oddział intensywnej terapii. Tam przy dziecku czuwała matka. Po operacji zastosowano wkłucie centralne i przez osiemnaście ogodzin wpompowywano sól fizjologiczną w rdzeń kręgowy. Matka która czuwała przy dziecku zwracała uwagę pielęgniarce na alarm który włączał się przy pompie infuzyjnej. Pielęgniarka powiedziała, że tak ma być. Po ośmiu godzinach przyszła zmiana. Pielęgniarka która zmieniła poprzedniczkę na uwagę matki natychmiast zareagowała. Okazało się że dziecko jest sparaliżowane i do konca życie będzie jeździć na wózku inwalidzkim. Sprawa trafiła do prokuratury w Katowicach ktora zawiesiła postępowanie w tej sprawie ale nie z braku dowodów. Okazuje się że powołane w grudniu konsylium lekarskie z Łodzi ktore ma zaopiniowac ten przypadek do dziś nie odpowiedziało na wezwanie prokuratury. Na ten temat rozmawialiśmy z rzecznikiem prokuratury okręgowej w Katowicach Tomaszem Tadlą. "Czekamy, myślę że do dwóch miesięcy dostaniemy odpowiedź" powiedział nam Tadla.
Pełnomocnik Piotra Jolanta Budzowska z kancelarii adwokackiej z Krakowa udostępniła nam opinię profesora wynajętego przez Towarzystwo Ubezpieczeniowe Cigna Stu które do końca ubiegłego roku miało podpisaną umowę z placówką.W ekspertyzie profesor doktor habilitowany Tadeusz Szreter wylicza błędy popełnione przez personel medyczny. "Jest ich tak dużo, że nie sposób tego zrozumieć, że mogło dojść do takiej sytuacji" mówi Budzowska. Budzowska dodaje że rodzina Piotra domaga się dożywotniej renty dla chłopca i 700 tysięcy złotych odszkodowania. Na podstwie ekspertyzy profesora Szretera Towarzystwo kategorycznie odmawia wypłacenia jakiegokolwiek odszkodowania. Dziś pojechaliśmy do Górnośląskiego Centrum do Katowic. Na stanowisku kierowniczym zaszły zmiany. Były dyrektor a obecnie pracownik Centrum Janusz Świetliński uważa, że "zawiódł przepływ informacji i dren przez który podawano płyn podłączono w miejsce gdzie nie powinien być podłączony". Zdaniem Śliwińskiego trzeba czekać na orzeczenie prokuratury. Obecnie dyrektor naczelna placówki Bernadeta Kuraszewska mówi, że matka musi dostać odszkodowanie. "Stała się tragedia" mówi Kuraszewska. Na razie sprawa pozostaje otwarta. Do niej powrócimy. Smutne w tej sprawie jest to, że dyrekcja nie chce wskazać jednoznacznie kto ponosi odpowiedzialność za bałagan poprezz który skaleczono dziecko.Reportaż na ten temat wyemitujemy w Wielki Piątek.
Artykuł wyświetlono 1470 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›