Dziś rano 77 -letnia bielszczanka nieprzytomna trafiła do szpitala. Do kobiety najpierw wezwano pogotowie. Po trzydziestu minutach ekipa pogotowia pojawiła się jednak przed domem raz jeszcze, tym razem by przeprosić syna pacjentki za to, że ta spadła w czasie transportu z noszy. Dyrektor pogotowia Ryszard Odrzywołek tłumaczy, że stało się tak, bo pacjentka dostała w trakcie transportu ataku adaczki. “Oczywiście do wypadku nie powinno dojść”- podkreśla Odrzywołek. Jednak jak mówi rodzina poszkodowanej, kobieta nigdy nie cierpiała na padaczkę. Dziś późnym popołudniem Krystyna Sobczyńska i Jan Sobczyński chcieli dowiedzieć się, w jakim stanie jest matka. Lekarze pokazali rodzinie leżącą kobietę tylko na monitorze, z przykrytą twarzą. Na pytanie dlaczego pacjentka ma zakrytą twarz usłyszeli, że pacjentkę razi światlo. Obecny na miejscu dziennikarz "Trybuny Śląskiej" Lucjusz Cykarski nie został wpuszczony na teren oddziału intensywnej terapii.