Związkowcy z górniczej "Solidarności", okupujący siedzibę Kompanii Węglowej w Katowicach, nie wypuścili z niej wiceministra gospodarki i pracy Marka Kossowskiego. Po południu w budynku Kompanii, gdzie protestuje około 300 osób, doszło do przepychanek. Ucierpieli dziennikarka telewizyjna i rzecznik Kompanii. Związkowcy przeprosili później poszkodowaną. Przed gabinetem prezesa Kompanii Jarosława Klimy górnicy postawili dwie taczki. Jak mówili, "są one dla Klimy i Kossowskiego". Sytuacja w gabinecie, do którego chciało wejść kilkunastu związkowców, zrobiła się bardzo nerwowa. Na miejsce przyjechał komendant miejski policji w Katowicach Mirosław Cygan. Po krótkich rozmowach związkowcy zapewnili, że wypuszczą z budynku wiceministra Kossowskiego. Domagają się zarazem podjęcia rozmów. Górnicza "Solidarność" ogłosiła, że "rozpoczęta akcja protestacyjna jest prowadzona zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych". Zdaniem związkowców, okupacja jest konsekwencją braku uzgodnień z zarządem Kompanii Węglowej w sprawie podnoszonych przez górników postulatów.