Ponad 30 tysięcy złotych wyprowadziły z bielskiego pogotowia opiekuńczego główna księgowa i kasjerka. Obie kobiety już nie pracują w placówce, a dyrektor, Andrzej Michalski, złożył doniesienie do prokuratury. “Trafiliśmy na nieprawidłowości dopiero przy okazji innej kontroli. Wcześniej wszystkie nasze bilanse zawsze były bez zarzutu” – podkreśla Andrzej Michalski. Michalski jest załamany. Sam tworzył tę placówkę i traktuje całą sprawę bardzo osobiście. Dodaje, że choć w bilansie brakuje ponad 30 tysięcy złotych - dzieci na tym nie ucierpiały. Bielski ratusz na razie wstrzymuje się od komentowania sprawy. “Czekamy na zakończenie kontroli” – wyjaśnia rzecznik prasowy Tomasz Ficoń.