Pożar, który wybuchł wieczorem w peryferyjnej dzielnicy Bielska-Białej, trawił jak się okazało halę fabryczną na terenie należącym do firmy Befared. Pod wpływem gorąca runęła znaczna część dachu. Słychać też było detonacje. Oficer dyżurny bielskiej straży pożarnej poinformował, że nie ma już zagrożenia, usunieto groźne chemikalia z terenu hali. Pożar gasi około 30 zastępów straży pożarnej z Bielska-Białej, Tychów, Czechowic-Dziedzic i Mikołowa. W akcji wykorzystano nawet specjalny kontener ze środkiem pianotwórczym z Sosnowca. Dym w rejonie pożaru był toksyczny. Bielscy strażacy apelowali więc, aby mieszkający w pobliżu bielszczanie nie otwierali okien. Energetycy odłączyli także prąd w okolicach ogarniętych pożarem, by ułatwić akcję. W pożarze poszkodowana została jedna osoba - pracownik firmy. Prawdopodobnie ma uraz głowy. Jego życiu nic nie zagraża. Odmówił przewiezienia do szpitala i udał się do domu. Do naszej redakcji zadzwonił przedstawiciel zarządu firmy Befared z oświadczeniem, że zaistniały pożar ma miejsce w hali, która nie jest wykorzystywana do celów produkcyjnych spółki, a jedynie wynajęte firmom zewnętrznym do prowadzenia swojej działalności gospodarczej. W związku z powyższym pożar nie ma żadnego wpływu na działalność Befaredu. Najważniejsze jest to, że nie doszło do tragedii, sytuacja jest opanowana, choc akcja strażaków może potrwać nawet całą noc.