Dramatyczna sytuacja w śląskiej służbie zdrowia. Najgorzej jest w Jastrzębiu Zdroju, gdzie nie przyjmuje żadna z przychodni; lekarze nie podpisali kontraktów z NFZ. Minister zdrowia zaapelował do wszystkich lekarzy, którzy nie mają umów z Funduszem, aby otworzyli gabinety i przystąpili do negocjacji. Choć ¾ śląskich lekarzy podstawowej opieki medycznej podpisało kontrakty z NFZ na tegoroczne leczenie, to są miejsca, gdzie pacjentów czeka prawdziwa gehenna. Najgorzej jest w Jastrzębiu Zdroju. Tam sytuację dodatkowo komplikuje fakt, iż zaledwie kilka kilometrów dalej, w Czechach, panuje epidemia grypy. Lekarze obawiają się, że choroba rozprzestrzeni się na południową Polskę. Władze samorządowe twierdzą, że to apogeum w kryzysie służby zdrowia. Jak mówią, teraz bezradnie mogą tylko czekać na dalszy rozwój wydarzeń. A pacjenci muszą cierpieć i czekać w kilkugodzinnych kolejkach. Trudna sytuacja panuje też w Gliwicach, Zabrzu i Wodzisławiu Śląskim, gdzie do konkursu przystąpiło od kilkunastu do 20 proc. poradni rodzinnych. Podobnie jest w Cieszynie i na Podbeskidziu. W sumie na Śląsku kłopoty z dostępem do lekarza może mieć ponad milion osób.