Anonimowy telefon o podłożeniu w katowickim "Spodku" bomby był powodem odwołania wczorajszego wieczornego koncertu amerykańskiego zespołu Limp Bizkit. Kilka tysięcy zawiedzionych fanów musiało opuścić halę nie doczekawszy się występu. Według agencji organizującej koncert do "Spodka" przyszło 4,5 tys. widzów. Limp Bizkit miał rozpocząc swój występ przed godziną 22:00. Aby nie wywołać paniki lub niezadowolenia, organizatorzy powiedzieli ze sceny widzom, że wokalista zespołu jest chory i koncert nie może się odbyć. Kiedy już wszyscy widzowie wyszli ze "Spodka" na miejscu prace rozpoczęli policyjni pirotechnicy i antyterrorysci. "Można się zastanawiać czy decyzja o ewakuacji była słuszna, czy nie. Trudno jednak, by ktoś brał odpowiedzialność za to co mogło się stać, zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń" - powiedział jeden ze śląskich policjantów.