Tylko Reksio nie ma wątpliwości
Animator Reksia może być spokojny o swoją przyszłość - ludzie dobrej woli zebrali dla niego już blisko 30 tys. dolarów! Marian Wantoła nie wie jednak o skali pomocy dla niego, bo leży w szpitalu. Jego wnuk i reszta rodziny modlą się o zdrowie dziadka. Przeraża ich rozgłos wokół tej sprawy i nieporozumienia narosłe po interwencji znanej dziennikarki Elżbiety Jaworowicz.
O sprawie zrobiło się głośno po edycji programu ?Sprawa dla reportera? w TVP1 w dniu 22 listopada br. (pisaliśmy o tym w artykule Jak telewizja pomaga artyście). Kilka dni temu jednego z bohaterów reportażu telewizyjnego, 86-letniego Mariana Wantołę odwieziono do szpitala. Ma zapalenie płuc i migotanie komór serca.
Nie podpisali się pod petycją
- Dzisiaj najważniejsze jest dla mnie i mojej rodziny zdrowie dziadka - mówi Sebastian Thiel, wnuk bielskiego animatora Mariana Wantoły. - Dziadek wciąż jest w ciężkim stanie, chociaż z dnia na dzień czuje się lepiej. Ma w szpitalu wspaniałą opiekę i świadomość tego, że tysiące ludzi trzymają za niego kciuki. Dziękuję im w imieniu własnym, dziadka i całej naszej rodziny.
Podczas naszego wczorajszego spotkania z Sebastianem wnuk artysty nie ukrywał, że od kilku dni w ogóle nie zagląda do internetu. - To nas w jakiś sposób przerosło - tłumaczy. - Nikt nie spodziewał się takiej akcji. Tym bardziej, że cała sprawa nie zaczęła się od mojego dziadka, lecz od mieszkańców kamienicy.
Jak twierdzi nasz rozmówca, większość mieszkańców słynnej już kamienicy przy ulicy Karpackiej, nie mogąc się od lat doprosić remontu kapitalnego budynku, napisało w rozpaczy prośbę o interwencję do znanej dziennikarki Elżbiety Jaworowicz. - Moi dziadkowie nawet nie podpisali się pod tą petycją - mówi Sebastian Thiel. - Dlatego, kiedy pani Jaworowicz zapukała do ich drzwi, byli bardzo zaskoczeni. Dziadek zresztą podkreślał w programie, że do nikogo nie ma pretensji. On po prostu taki już jest. Dawno pogodził się z losem.
Bez skrajnej nędzy, ale...
Reporterka wykorzystała fakt, że w kamienicy mieszka animator Reksia, Bolka i Lolka oraz kilku innych postaci powstałych w bielskim Studiu Filmów Rysunkowych. W programie pokazano więc warunki, w jakich na stare lata przyszło żyć zasłużonemu dla kultury polskiej człowiekowi (bez centralnego ogrzewania, z toaletą na korytarzu).
- To nie jest oczywiście skrajna nędza, bo przecież dziadkowie mają co jeść, węgiel przynoszą sąsiedzi albo ja, kiedy ich odwiedzam. Poza tym codziennie jest tam też moja mama lub inni członkowie rodziny - tłumaczy wnuk artysty. - Ale są to też warunki urągające nie tylko dziadkom, ale innym ludziom w tej kamienicy. Niestety, przez lata nie było nas stać na zmianę tego stanu, bo nie pozwalały na to nasze finanse. Sam pracuję w szkole na skromnym etacie, mieszkam poza Bielskiem-Białą. Nie mogłem sobie pozwolić na generalny remont mieszkania dziadków.
Pan Marian przy Karpackiej mieszka z żoną od blisko pół wieku. W tym czasie inwestował w lokum na tyle, na ile mógł sobie pozwolić. Np. pod koniec lat 80-tych za odprawę emerytalną kupił meble do kuchni.
Zapomniany przez bielskie władze
Inna sprawa, że osoba Mariana Wantoły jest znana bielskim samorządowcom. Animator Reksia wielokrotnie bowiem reprezentował SFR - a co za tym idzie swoje rodzinne miasto - na różnego rodzaju festiwalach filmów rysunkowych, targach czy pokazach. - Nikt z władz nigdy dziadka w domu nie odwiedził - podkreśla wnuk Mariana Wantoły. - Teraz słyszę, że bielskie władze tłumaczą, że dziadek się im nie skarżył. To śmieszne. Przecież można było sprawdzić, jak jest naprawdę. Nie każdy jest taki, że odważy się prosić o pomoc. A dziadek na nią zasłużył. Ludzie dają teraz tego dowód, cokolwiek by o tym nie myśleć.
Z Sebastianem rozmawiamy też o tym, jak doszło do zorganizowania akcji pomocy dla jego dziadka. - Dowiedziałem się o tym od znajomej, która zadzwoniła do mnie i powiedziała, że internauci zbierają pieniądze na pomoc mojemu dziadkowi. Byłem w szoku. Nikt nas o tym nie uprzedził. Ale pomyślałem sobie, że to wspaniałe, że w ludziach jest jeszcze tyle dobra - tłumaczy Sebastian Thiel. - Następnego dnia pojechałem do Bielska i powiedziałem o tym mojej mamie i babci. A później dziadkowi, ale delikatnie, bo już wtedy nie był zdrowy. Przyjął to spokojnie i się uśmiechnął.
Nasz rozmówca przyznaje, że Marian Wantoła na razie nic nie wie o tym, że być może będzie poproszony o wykonanie setek autografów. - Jak tylko będzie mógł utrzymać długopis, z pewnością z radością to zrobi - mówi jego wnuk. - A jak nie, to na pewno ludzie się nie obrażą.
Zbiórka jest legalna
Według Sebastiana Thiela, który dopiero w minioną sobotę pierwszy raz spotkał się z organizatorką zbiórki pieniędzy w internecie, akcja jest legalna, a zebrane pieniądze zostaną przelane na konto pana Mariana tuż przed nadchodzącymi świętami Bożego Narodzenia. - Oczywiście, zapłacimy podatek od darowizny - informuje Sebastian. - Mam też zapewnienie organizatorów, że w jakiś sposób zostanie to pokazane internautom, aby wszystko było transparentne.
W pierwszej kolejności zebrane pieniądze rodzina zamierza przeznaczyć na rehabilitację zdrowotną animatora. - O reszcie zdecyduje sam dziadek, ale chyba na początek zainwestuje w budowę łazienki w mieszkaniu, co nie będzie łatwe, bo kamienica została zbudowana z toaletami na zewnątrz mieszkań - wyjaśnia wnuk Mariana Wantoły.
***
Sprawa Mariana Wantoły pokazała społeczną solidarność i przypadkowo ujawniła fakt, iż osoby zasłużone dla kultury bywają zapomniane przez władze zarówno lokalne, jak i państwowe. Marian Wantoła nie był twórcą Reksia, ale to dzięki niemu postać ta żyła na ekranach telewizorów i do dzisiaj obecna jest w świadomości milionów ludzi. Dzięki medialnemu zainteresowaniu historią bielskiego animatora, osoby w przyszłości organizujące podobne akcje prawdopodobnie postąpią roztropniej, np. kontaktując się uprzednio z zainteresowanym albo jego rodziną. Pozwoli to lepiej poznać sytuację tym, którzy decydują się na finansową pomoc.
Tekst i foto: Krzysztof Oremus
Komentarze 14
Przypadek pana Wantoły nie jest odosobniony, niestety. W Bielsku takich budynków jest naprawdę sporo. Toalety na polu, brak gazu, klatki schodowe nieremontowane od lat, co najmniej 20. Proszę sprawdzić, np. na ul. Lipnickiej. W dodatku miasto zaczyna do tych mieszkań lokować ludzi z marginesu - osoby, które tam żyją, nierzadko starsze, schorowane, nie mają z nimi łatwego życia.
Pozdrawiam

Klauzula informacyjna ›