Karolina Z., która w październiku śmiertelnie potrąciła w Kozach dwóch dziesięcioletnich chłopców, chce wyjść z aresztu. Do Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej wpłynęło jej zażalenie na decyzję sędziów, którzy umieścili ją na trzy miesiące za kratami. Trafiła tam wprost ze szpitala, dokąd odwieziono ją po wypadku.
 
 - Sąd wystąpi teraz do bielskiej prokuratury o akta sprawy. Po ich otrzymaniu rozpatrzy zażalenie. Sądzę, że stanie się to w ciągu najdalej dwóch tygodni - powiedział naszemu portalowi sędzia Jarosław Sablik, rzecznik sądu okręgowego.
 
Jakich argumentów użyją obrońcy Karoliny Z., aby ich klientka mogła wyjść na wolność? Tego nie wiadomo. Jej reprezentanci nie chcą wypowiadać się w tej sprawie publicznie.
 
Tragedia i konsekwencje
 
Do wypadku doszło 10 października tuż przed godz. 14.00 na ulicy Krakowskiej w miejscowości Kozy-Gaje (informowaliśmy o tym w artykule Tragedia na przejściu dla pieszych i kolejnych). 20-letnia kobieta, prowadząc pod wpływem amfetaminy peugeota, z impetem wjechała na oznakowane przejście dla pieszych i uderzyła dwójkę dzieci. Jeden z chłopców zginął na miejscu, a drugi zmarł kilka godzin później w szpitalu.
 
Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Północ zarzuciła kobiecie jazdę pod wpływem narkotyku i spowodowanie wypadku, w którym zginęli ludzie. Karolina Z. podczas przesłuchania przyznała, że zażyła amfetaminę, ale tłumaczyła, iż chłopcy wtargnęli na jezdnię, a ją oślepiło słońce. Grozi jej do 12 lat więzienia. Śledczy wystąpili do sądu rejonowego o aresztowanie podejrzanej, lecz sąd odmówił. Uznał, że w sprawie zebrane są już niemal wszystkie dowody, co oznacza, iż kobieta nie będzie w stanie utrudniać dalszego postępowania. Zdaniem sędziów, zagrożenie wysoką karą, jaka grozi Karolinie Z. - na co zwracała uwagę prokuratura - to za mało, by umieścić ją w areszcie.
 
Można było zapobiec
 
Prokuratorzy złożyli jednak zażalenie, które Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej - orzekający w drugiej instancji - podtrzymał. Sędziowie uznali tym razem, że do tragedii doszło w miejscu szczególnym, jakim jest przejście dla pieszych, a podejrzana, która jechała z nadmierną prędkością, nawet nie próbowała hamować. Ich zdaniem jest też prawdopodobne, że Karolina Z. z obawy przed wysokim wyrokiem może jednak utrudniać postępowanie. Na stanowisko sądu nie miał wpływu fakt, że kobieta po wypadku trafiła do szpitala.
 
W Kozach, na miejscu, gdzie doszło do wypadku, ludzie nadal zapalają znicze. Ale wielu kierowców, jak twierdzą mieszkańcy, zamiast zgodnie z przepisami zwolnić do 50 km/godz., dociska pedał gazu. Kozianie mówią, że tej tragedii można było zapobiec. Feralne przejście dla pieszych ma złą opinię. Dwa lata temu zginęła na nim starsza kobieta. Władze gminy od wielu miesięcy przekonują Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, aby ustawiła w tym miejscu sygnalizację świetlną. Dopiero po spotkaniu, które odbyło się już po śmierci chłopców, samorząd otrzymał informację, że być może w przyszłym roku pojawi się tam fotoradar.
 
Stop narkotykom!   

 - Mieszkańcy chcą też, aby także po drugiej stronie drogi powstał chodnik. To bardzo niebezpieczne miejsce. Nie dość, że przy bardzo ruchliwej drodze ludzie chodzą poboczem, to jeszcze jest ono pochyłe. Na terenie całej gminy powinno zostać wprowadzone ograniczenie prędkości do 50 km/godz. Obecnie mamy takie odcinki dróg, na których te przepisy nie obowiązują - wyjaśnił nam wójt Kóz, Krzysztof Fijałkowski.

W chwili wypadku Karolina Z. była pod wpływem narkotyków. W jej organizmie wykryto 0,17 mikrograma amfetaminy. Według szefa młodzieżowego ośrodka leczenia uzależnień „Nadzieja” ks. Józefa Walusiaka, takich kierowców jest na drogach coraz więcej. Ksiądz podkreśla, że to co się stało jest ogromnym dramatem ofiar i ich rodzin, ale także bliskich podejrzanej i jej samej. - To młoda dziewczyna, która ma przed sobą całe życie. Wkracza w nie ze świadomością, iż zabiła dwoje dzieci.
 
Anna Szafrańska