Ostatnio bielszczanie przecierali oczy ze zdumienia, spoglądając na ogromne billboardy, na których mężczyzna przytula małą dziewczynkę i apeluje do nieznanej kobiety o rozsądek. Okazuje się, że nie jest to kampania społeczna, lecz prywatne rozgrywki między dorosłymi na tle dziecka. Czy to oznacza, że na billboardach można umieszczać każdą treść? Kto odpowiada za wolność słowa na tablicach reklamowych?

Najogólniej mówiąc - nie wiadomo. A przynajmniej nigdzie nie jest to wprost stwierdzone i uregulowane w postaci zbioru przepisów czy jednolitej ustawy. Właściciele powierzchni reklamowych w rodzaju tablic, billboardów, miejsc na pojazdach komunikacji miejskiej i wszystkiego co widoczne jest w tzw. przestrzeni publicznej zabezpieczają się w jeden, najprostszy sposób: informują, że za treść ogłoszenia odpowiada wyłącznie najemca.
 
Zabójcza broń
 
 - Nie jest to faktycznie ujęte w jakimś jednym przepisie czy ustawie. Dlatego właściciele tego typu powierzchni reklamowych uprzedzają w umowie z klientem, że to on ponosi pełną odpowiedzialność za treść. Rzecz jasna, jako właściciel np. billboardu, nie zgodziłbym się na przyjęcie ogłoszenia niezgodnego z dobrymi obyczajami czy łamiącymi prawo o danych osobowych. Jest to też kwestia osobistej odpowiedzialności - tłumaczy Marek Łękawa z Business Consulting w Bielsku-Białej. - Zdarzały się przypadki, że odmawialiśmy przyjęcia ogłoszenia z powyższych powodów. Poza tym odrębne przepisy regulują, czego nie wolno reklamować - papierosów, wódek, aptek. Natomiast na pewno billboard jest bardzo skuteczną formą wszelkiej reklamy i może dlatego coraz częściej pojawiają się na nich kontrowersyjne treści.
 
Odpowiedzialność za słowa umieszczane w przestrzeni publicznej jest kwestią o tyle istotną, że przecież słowem - jak głosi przysłowie - można zabić. Zdaniem warszawskiego Stowarzyszenia Twoja Sprawa zajmującego się przestrzenią publiczną, rzecz bynajmniej nie ma się tak, jak informują nas właściciele tablic reklamowych. Okazuje się, że nie powinni oni spać tak całkiem spokojnie.
 
Na początku października STS wydało oświadczenie, w którym m.in. czytamy: „Nie jest prawdą, że polskie prawo nie przewiduje odpowiedzialności firm billboardowych za treści umieszczane w upublicznionych przez nie reklamach. Stanowisko takie może wynikać z nieznajomości prawa. Dlatego też istotne jest, aby konsumenci zostali rzetelnie poinformowani o aspektach prawnych związanych z umieszczaniem w przestrzeni publicznej reklam naruszających dobre obyczaje”.
 
Pomocnik też karany
 
Polskie prawo broni interesów konsumentów. Dlatego uznaje za zabronione dokonywanie przez przedsiębiorców tzw. czynów nieuczciwej konkurencji. Zgodnie z art. 16 ust. 1 punkt 1 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 roku o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (Dz. U. z 2003 roku, Nr 153, poz. 1503 ze zm.), działaniem bezprawnym jest reklama naruszająca dobre obyczaje lub uchybiająca godności człowieka. Do czynów nieuczciwej konkurencji stosuje się przepisy Kodeksu cywilnego dotyczące tzw. czynów niedozwolonych (deliktów), w tym art. 422 Kodeksu cywilnego, który stanowi, że z tytułu czynu zabronionego odpowiedzialna jest także osoba pomagająca w popełnieniu tego czynu.
 
Pomocnikiem jest też podmiot, który na zlecenie reklamodawcy, za wynagrodzeniem, umieszcza reklamę naruszającą dobre obyczaje w miejscu publicznym. „Naruszenie wynika z samej treści reklamy, a jej ocena może zostać samodzielnie dokonana przez osobę przyjmującą zlecenie. Zaznaczamy, że żaden przepis polskiego prawa nie stanowi podstawy do wyłączenia odpowiedzialności takiego pomocnika” - czytamy w oświadczeniu STS.
 
Tekst i foto: Kuba Jarosz