Co dla jednych jest błogosławieństwem, dla innych może być prawdziwą zmorą. Grupa mieszkańców bielskiego Lipnika od momentu oddania do ruchu obwodnicy cierpi z powodu ciągłego hałasu. Lekarstwem na tę uciążliwość ma być… zmiana norm dopuszczalnego poziomu tego samego hałasu.
 
Dom Marii Sikory położony jest na wzniesieniu. W oddali, jakieś dwieście metrów, a może trochę więcej, widać wzniesioną na potężnych słupach obwodnicę. Wzrok w tym przypadku jest sprawą drugorzędną, bo obwodnicę ciągle słychać. - Można zwariować, proszę wierzyć - przekonuje pani Maria. - To jest permanentny huk, szum i świst, w zależności od tego co akurat przejeżdża ekspresówką. Żyć się po prostu normalnie nie da. A już najgorzej było w lecie, gdy trzeba było otwierać okna.
 
Normy są przekroczone...
 
Dla mieszkańców ulic Skowronków, Lubelskiej czy Sieradzkiej ostatnie miesiące zmieniły się w pasmo udręki. No bo jak wypocząć w ogrodzie po pracy, kiedy dni jeszcze ciepłe i słoneczne, a tutaj w kółko Macieju słychać pędzące samochody? - Żeby zasnąć, muszę zażywać tabletki nasenne - twierdzi lipniczanka. - Nie ma siły, bym zasnęła tak, jak to jeszcze było przed rokiem. A moje dziecko… Potrafi się kilka razy w nocy obudzić.
 
Mieszkańcy, którym hałas z ekspresówki w Lipniku zmienił spokojne życie w zmorę, nie siedzą jednak z założonymi rękami. Już na początku tego roku wysłali kilka pism do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska - Delegatura w Bielsku-Białej, a ten w efekcie sporządził analizę oddziaływania odcinka obwodnicy na środowisko pod kątem hałasu. Okazało się, że jest on faktycznie nadmierny - normy są przekroczone.
 
 - Na razie jednak nic nam to nie dało - żali się Barbara Waluś, mieszkanka ulicy Skowronków. - WIOŚ odpisał nam, że nie ma możliwości prawnych, aby cokolwiek nakazywać Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która jest administratorem ekspresówki. A my żądamy jakichś ekranów. Czegoś, co zmniejszy ten hałas.
 
...więc trzeba je zmienić
 
W podobnym tonie na skargę odpowiedział wojewoda śląski. Urzędnik poinformował jednak, że zwrócił się pisemnie do GDDKiA „o podjęcie stosownych działań zmierzających do ograniczenia uciążliwości akustycznych”. Było to w kwietniu br., zanim nadeszło lato i hałas z obwodnicy dał się lipniczanom we znaki ze zdwojoną siłą. - Teraz mamy październik i dalej nic się nie dzieje - kiwa ze smutkiem głową Maria Sikora. - Nie wiem, jak dalej będzie. Gdy zaczną tu jeszcze jeździć tiry na Słowację, to przyjdzie nam chyba uciekać gdzie pieprz rośnie.
 
Tymczasem Marek Prusak, rzecznik prasowy GDDKiA - Oddział w Katowicach, widzi inne rozwiązanie problemu. - Obecnie opracowywana jest analiza porealizacyjna, która uwzględni zmianę przepisów prawa w zakresie dopuszczalnych norm hałasu. W chwili obecnej trudno przewidzieć, czy w dzielnicy Lipnik konieczny będzie program naprawczy (dobudowa, zmiana ekranów) czy też nie. Wnioski wynikające z analizy będą podstawą do podjęcia dalszych działań. 
 
Rzecznik nie umiał nam powiedzieć, kiedy „wnioski wynikające z analizy” ujrzą światło dzienne. Tak czy inaczej GDDKiA nie żałuje publicznych pieniędzy na tzw. ekranowania drogi ekspresowej do Cieszyna w miejscach, w których nie jest to niezbędne. Natomiast tam, gdzie hałas rzeczywiście daje się ludziom we znaki, na decyzje trzeba czekać miesiącami.
 
Tekst i foto: Kuba Jarosz