Kilkanaście milionów złotych muszą wysupłać, i to w krótkim czasie, mieszkańcy bielskich osiedli, by dostosować budynki i ich otoczenie do aktualnych przepisów przeciwpożarowych. Przed laty, gdy budowano wysokie - ponad 10-kondygnacyjne - budynki mieszkalne, przepisy budowlane i przeciwpożarowe były inne niż obecnie. Poza tym budowano wtedy byle szybciej i więcej, nie zwracając uwagi na zdroworozsądkowe rozwiązania urbanistyczne. W efekcie do wielu bielskich bloków wozy strażackie nie mogą dojechać.
 
Strażacy skontrolowali sytuację ogromnych bielskich blokowisk, i nakazali - pod rygorem prawnym - przeprowadzenie zmian. Problem polega na tym, że potrzeba na to wielkich pieniędzy, a spółdzielcy nie mogą liczyć na jakąkolwiek pomoc finansową z zewnątrz. Muszą z własnej kieszeni zapłacić za coś, o czym kiedyś nikt nie pomyślał.
 
Terminy realizacji strażackich wytycznych były początkowo wyjątkowo krótkie. Działania podjęte przez spółdzielców by je wydłużyć, przyniosły skutek. Okres dostosowawczy - na drodze negocjacji ze strażakami, a nawet poprzez wyroki sądowe - udało się rozłożyć na kilka lat. W niektórych spółdzielniach nawet do roku 2018. Dzięki temu także koszty, jakie z dnia na dzień spadły na barki spółdzielców, udało się podzielić na raty.
 
Sprawa dotyczy trzech grup zagadnień. Po pierwsze, w każdym wieżowcu muszą być zainstalowane tak zwane mokre piony gaśnicze. Czyli instalacja wodociągowa o odpowiednich parametrach, ułatwiająca gaszenie wyżej położonych kondygnacji. Bez tego na terenie osiedli trzeba byłoby zbudować baseny przeciwpożarowe. Drugą grupę stanowią sprawy związane z montażem instalacji oddymiających oraz zapobiegających szybkiemu rozprzestrzenianiu się ognia i dymu wewnątrz budynków. W tym także właściwe przygotowanie dróg ewakuacyjnych.
 
Trzecia grupa - najkosztowniejsza do realizacji - wiąże się z obowiązkiem budowy dróg dojazdowych do wysokich budynków. Przy czym drogi te muszą spełniać wymogi straży pożarnej. Oznacza to, że swobodnie może poruszać się po nich, w tym cofać i zawracać, każdy samochód pożarniczy, również wyposażony w ogromną drabinę. Tymczasem na większości osiedli funkcjonowały i funkcjonują jeszcze tak zwane ciągi pieszo - jezdne, które wymogu tego nie spełniają.
 
Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Strzecha wyjaśnia, że w tej spółdzielni strażacy najwcześniej rozpoczęli kontrole. Było to w połowie minionej dekady. Koszty, jakie wtedy wyliczono (obecnie szacowane są na poziomie prawie 6 mln zł), aby wysokie budynki osiągnęły wymagane standardy, przerastały finansowe możliwości spółdzielni. Czas, jaki strażacy dali na ich realizację, był bardzo krótki. Tymczasem koszt - porównywalny z rocznym odpisem remontowym całej spółdzielni. Czyli, aby wykonać zalecenie straży, wszystkie pieniądze, jakie w ciągu roku spółdzielnia przeznacza na prace konserwatorskie oraz remonty bloków mieszkalnych (wysokich i niskich) trzeba by przeznaczyć tylko na dostosowanie wieżowców do nowych norm przeciwpożarowych. Spółdzielnia próbowała renegocjować termin. Po ciężkich bojach, w tym odwołaniu się do NSA - udało się okres ten rozciągnąć do 2014 roku. Obecnie prace są sukcesywnie realizowane i powoli zbliżają się do finału.
 
Także w Karpackiej Spółdzielni Mieszkaniowej, dysponującej znaczną liczbą wieżowców, czas realizacji wszystkich zaleceń udało się prolongować na kilka lat. Wszystko ma się zakończyć do 2017 roku, a spółdzielnia wyda na ten cel około 2 mln zł. W znacznie gorszej sytuacji jest Spółdzielnia Mieszkaniowa Złote Łany, gdzie najwyższe budynki - posadowione na dodatek na stromym zboczu - pozbawione były dojazdu z prawdziwego zdarzenia. Właśnie budowana jest do nich nowa droga dojazdowa (na zdjęciu) spełniająca wymogi przeciwpożarowe. Tylko w tym roku na jej budowę i kilka innych zadań dostosowujących budynki do wymogów straży pożarnej, spółdzielnia przeznaczy około 800 tys. zł. W przyszłym roku przewidziana jest na ten cel podobna kwota. Realizacja wszystkich zaleceń potrwa przynajmniej 5 lat. Rachunek za nie opiewać będzie na grube miliony.
 
W Beskidzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej wszystkie zalecenia należy - po uzyskaniu prolongaty terminu - zrealizować do 2018 roku. I tam instalowane są w budynkach systemy oddymiające, montuje się mokre piony, buduje drogi dojazdowe wraz z pętlami do zawracania dla strażackich wozów. Łączny koszt tych prac szacowany jest na około 2,5 mln zł. Nic więc dziwnego, że czynsze w spółdzielczych blokach wciąż rosną.
 
Tekst i foto: Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)