„W naszym szpitalu dobro pacjenta jest największą wartością. Tu uzyskasz fachową pomoc, usłyszysz dobre słowo, poczujesz ciepło serc. Będziemy z Tobą w zdrowiu i chorobie”. To deklaracja, jaką umieszczono na ścianie w budynku Beskidzkiego Centrum Onkologii przy ul. Wyzwolenia. Niestety, Narodowy Fundusz Zdrowia tych zacnych założeń nie uwzględnia.
 
Dowody rozdźwięku między deklaracjami i praktyką można zaobserwować na każdym kroku. Nie tylko w statystykach, ale przede wszystkim w otaczającej nas rzeczywistości. Rzeczywistości szczególnie trudnej, bo naznaczonej cierpieniem i chorobami.
 
Lekarze ostatniego kontaktu?
 
Symptomy niekorzystnych przemian, jakie zachodzą w systemie publicznej ochrony zdrowia w Bielsku-Białej widoczne są już przy kontakcie z placówkami POZ (podstawowej opieki zdrowotnej). Zgodnie z programem NFZ na 2012 rok, jest to powszechnie dostępna, podstawowa i najważniejsza część systemu opieki zdrowotnej. Świadczenia udzielane są w dni powszednie w godz. 8.00-18.00. Liczba osób objętych opieką jednego lekarza czy pielęgniarki POZ nie powinna być wyższa niż 2750, a położnej - 6600. 
 
To teoria. A jaka jest praktyka? Bielska przychodnia lekarza rodzinnego Alfa-Med przy ul. Cechowej 19 obsługuje około 120 pacjentów dziennie. W ośrodku pracuje trzech lekarzy, co oznacza, że w ciągu roku przyjmują znacznie więcej osób niż przewidują standardy NFZ. Choć ilość rejestracji w przychodni zależy od pory roku, to w ciągu ostatnich dwóch lat można zaobserwować spadek liczby przyjmowanych pacjentów. Są dwie główne przyczyny tego regresu: coraz więcej osób nie posiada ubezpieczenia. Innych nie stać na wykup recepty.
 
Jeżeli jednak dojdzie już do rejestracji, to pacjenci z reguły nie składają zażaleń na działanie POZ. Być może jest to związane z tym, iż w ramach opieki podstawowej lekarze wykonują głównie „prace administracyjne”, czyli wystawiają recepty i skierowania. Niektórzy pacjenci domagają się refundacji nawet wtedy, gdy im nie przysługuje. - To nie jest kraj dla chorych ludzi - usłyszeliśmy w bielskiej aptece Pod Białym Orłem. Apteki nie obniżające cen i nie prowadzące działań marketingowych są skazane na coraz niższe obroty.
 
Kupują lekarstwa „na raty”
 
Farmaceuci otwarcie przyznają, że części pacjentów po prostu nie stać na realizację recepty. W ciągu ostatnich dwóch lat tego rodzaju klientów przybyło ze względu na likwidację możliwości kupowania leków za symboliczną złotówkę. Według nowego prawa farmaceutycznego, cena leku refundowanego musi być jednakowa we wszystkich aptekach. Dlatego niektóre z nich sięgają po metody promocji na granicy prawa, m.in. obniżają ceny lub omijają zakaz reklamy. Przed najpopularniejszymi aptekami ustawiają się kolejki (np. ZICO w Bielsku-Białej). Natomiast o tańsze zamienniki medykamentów pyta stosunkowo niewiele osób.
 
W ostatnim czasie spadł poziom refundacji leków, co najboleśniej odczuli pacjenci najubożsi, szczególnie ci, którzy przyzwyczaili się do wykupu o wiele tańszych środków medycznych na zapas. Jak sobie teraz radzą? Niektórzy, głównie osoby starsze kupują opakowania „na raty” lub wykorzystują starsze recepty wtedy, gdy zbiorą wreszcie niezbędna kwotę. Według przepisów, od daty wystawienia recepty do dnia jej realizacji może upłynąć nie więcej niż 30 dni, ale dla wielu osób dotrzymanie terminu ustawowego jest niemożliwe z powodów finansowych.
 
Długie kolejki w poradniach
 
Miejscem, gdzie pacjentów spotyka często rozczarowanie jest szpital. Osoby ubezpieczone podkreślają coraz dłuższy czas oczekiwania na wizytę w specjalistycznych poradniach szpitalnych, a w konsekwencji – na diagnozę i leczenie. Niestety, mimo prób, w administracjach bielskich szpitali nie uzyskaliśmy informacji dotyczących długości kolejek w placówkach działających w naszym mieście. Dane są jednak dostępne na stronach NFZ (dla zainteresowanych - www.nfz.gov.pl/new/index.php?katnr=2&dzialnr=1&artnr=1156), skąd można ściągnąć zestawienia oczekujących na wizytę w specjalistycznej poradni nie tylko w województwie śląskim.
 
Okazuje się, że w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej na wizytę w poradni neurologicznej trzeba czekać 63 dni (75 osób oczekujących), a w kardiologicznej - 69 (85 osób). Z kolei w Beskidzkim Centrum Onkologii-Szpitalu Miejskim okres oczekiwania wynosi odpowiednio 59 (35 osób) i 110 dni (61 osób). Z listy wynika, że u nas nie jeszcze tak źle. Np. aby dostać się do poradni neurologicznej w Szpitalu Kolejowym w Wilkowicach, trzeba czekać 99 dni, a do kardiologicznej - 145 (odpowiednio 86 i 455 osób oczekujących). Dodajmy, że w większości miejsc za wizytę i tak trzeba zapłacić (w Szpitalu Miejskim 60 zł).
 
W ciągu ostatnich dwóch lat w bielskim Szpitalu Wojewódzkim okres oczekiwania uległ... skróceniu, gdyż w 2010 roku wynosił 126 dni w poradni kardiologicznej oraz 145 w neurologicznej. Nie można jednak zapominać, iż w wypadku schorzeń układu nerwowego kluczowe znaczenie ma natychmiastowa diagnoza oraz podjęcie skutecznego leczenia. - Straciłem wiarę w NFZ. Leczę się u neurologa prywatnie w Katowicach-Ligocie - powiedział nam znajomy emeryt z Bielska-Białej. - Wizyty refundowane o mało nie zrobiły ze mnie kaleki. Tacy u nas specjaliści. Przez rok nie umieli postawić diagnozy, o leczeniu nie wspominając.
 
Magdalena Rurańska