Jak i po co jechać do Ameryki
Możliwość zdobywania doświadczenia zawodowego w najbardziej rozwiniętym kraju świata, jaki są Stany Zjednoczone, to dla młodego człowieka bardzo mocny i atrakcyjny punkt CV. W świadomości znacznej części Polaków szansę wyjazdu mają osoby albo bardzo zamożne, albo posiadające rodzinę w Ameryce. Opinia ta jest błędna, co pokazuje przykład 24-letniego bielszczanina, który w USA odbywał praktyki zawodowe i dyplomowe.
Rafał Ryplewicz jest absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Niedawno wrócił do domu w Bielsku-Białej po prawie trzech miesiącach spędzonych w Nowym Jorku. Bielszczanin jest prawdziwym weteranem programu wymiany kulturalnej Amerykańskiego Instytutu Studiów Zagranicznych, w której uczestniczył już szósty rok z rzędu.
Pracuj i podróżuj
Na początku studiów wziął sobie do serca rady wykładowców z uczelni, którzy namawiali studentów do poszerzania swoich horyzontów geograficznych i myślowych poprzez zorganizowane wyjazdy zagraniczne. - Dzięki nim człowiek pracując może robić coś twórczego, kreatywnego, nabywać dobre wzorce i pomysły, a przy tym ciekawie spędzić czas - podkreśla Rafał.
Wszystko zaczęło się w 2007 roku, kiedy wspólnie ze starszym bratem zaplanował wyjazd do USA w ramach programu Work&Travel. Rafał zaliczył wtedy pierwszy rok studiów. - Zakwalifikowaliśmy się do programu i spośród dostępnych miejsc pracy wybraliśmy magazyn przemysłowy w Harrisburgu, stolicy stanu Pensylwania. Ten wyjazd był dla Rafała ogromnym przeżyciem. Podczas pierwszego wyjazdu bielski student mieszkał i pracował w USA przez ponad trzy miesiące.
Bielszczanin chciał wrócić do Ameryki i zdecydował się na aplikację do innego programu. Udział w Camp America ostatecznie rzucił go do największego miasta USA, do Nowego Jorku. - Trafiłem na największy Camp na wschodnim wybrzeżu, gdzie przez rok pracowałem jako ranger. Rok później dzięki awansowi związałem się z tym miejscem na stałe, pracując jako logistyk i kierownik międzynarodowego personelu - opowiada.
Amerykański etos pracy
Praca pozwoliła mu zdobyć cenne doświadczenie i kontakty, które otworzyły przed nim drzwi zamknięte zwykle przed przybyszami z naszej części Europy. Amerykański profesor polskiego pochodzenia na Uniwersytecie w Scranton wystawił mu oficjalny list referencyjny. Także pracodawca wyraził swoją bardzo dobrą opinię o pracy bielszczanina wraz ze szczegółowym opisem wykonywanych przez niego zadań.
- W dodatku mogłem pobrać dane do badań w mojej pracy magisterskiej. Takie wyjazdy, to nie tylko szansa nauczenia się czegoś w amerykańskim etosie pracy, lecz okazja do zobaczenia zupełnie innego świata, zwiedzenia wyjątkowo atrakcyjnych z punktu widzenia Europejczyka miejsc oraz niepowtarzalna szansa na naukę języka angielskiego.
Ze względu na dużą odległość i ograniczenia wizowe w polskim stereotypie Ameryka jest trudno osiągalna, także pod względem turystycznym. Tymczasem wyjazd do Stanów Zjednoczonych nie jest wcale bardzo trudny do zorganizowania. Dużo większą popularnością wśród polskich studentów cieszy się program wymiany kulturalnej w Europie, zwany Socrates&Erasmus. Co trzeba zrobić, aby dostać się do amerykańskiego programu? Jak rozpocząć proces aplikacji? Ile to kosztuje?
Egzamin z języka angielskiego
- Żeby skorzystać z programu Amerykańskiego Instytutu Studiów Zagranicznych trzeba być studentem, najlepiej studiów wyższych przez okres co najmniej jednego roku, być niekaralnym, legitymować się dwoma listami referencyjnymi, np. od swoich nauczycieli akademickich lub pracodawcy oraz zdać egzamin z języka angielskiego na poziomie „intermediate” organizowany przez instytut - tłumaczy Rafał Ryplewicz. - Czasami jest jeszcze wymagana prezentacja multimedialna lub krótki filmik na temat swojej osoby.
Proces wymaga wypełnienia elektronicznej aplikacji na stronie internetowej danego programu (np. www.campamerica.pl) i przesłania pocztą wszystkich niezbędnych dokumentów. Po zakwalifikowaniu do programu, pozostają jeszcze formalności wizowe, które kończą się rozmową z amerykańskim konsulem. Warto dodać, że wiza standardowo jest przyznawana na cztery miesiące z prawem do legalnego podjęcia pracy w tym okresie. Za partycypację w programie trzeba zapłacić ok. 2,5 tys. zł plus koszty wizy (ok. 450 zł).
Dla osób powracających w następnych latach cena jest niższa o ok. 700 zł i obejmuje koszty biletu lotniczego w obie strony oraz ubezpieczenia. Zazwyczaj zakwaterowanie i wyżywienie zapewnia pracodawca, którego można o wszystko wypytać jeszcze przed wylotem. O szczegółowe informacje trzeba poprosić konsultantów. Znajdziemy ich na stronie internetowej Camp America.
xxx
Rafał zachęca wszystkich studentów do pójścia w jego ślady i skorzystania z niepowtarzalnej okazji przeżycia amerykańskiej przygody. - To jest przywilej studencki, gdyż po studiach taka okazja przepada raz na zawsze. Wtedy można już tylko jechać na własną rękę - podsumowuje bielszczanin.
Błażej Nowak
Artykuł wyświetlono 5061 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 3
Włóczykij
Tytuł mówi o wyjeździe do Ameryki, a artykuł tylko o USA. A co z innymi krajami Ameryki? Jak tam wyjechać? Jak się tam żyje? Kanada, Brazylia, Argentyna, Chile - to nie Ameryka? Może Azja albo Afryka?
juzek
też pracuję w amerykańskiej firmie od lat usadowionej w RP w kilku miastach i jakoś nigdy mi się nie udało spotkać absolwenta ATH po studiach inżynierskich. Ale u nas jest jednak dosyć rygorystyczny nabór,
Podróżnik
Popieram kolegę Rafała. Po latach, ilekroć odwiedzam moją uczelnię (obecnie ATH Bielsko-Biała, w moich czasach Politechnika Łódzka filia w B-B) rozmawiam z moim dziekanem na temat nauki jęz. angielskiego na studiach. To dla przyszłego inżyniera powinien być przedmiot nr 1, na równi z matematyką itd... Obecnie pracuję w amerykańskiej firmie, gdzie pracuje również wielu innych dawnych absolwentów Politechniki Łódzkiej, jak i ATH. Kilka razy byłem w USA, czy to w głównej siedzibie naszej firmy, czy to w innych firmach, dostarczających nam maszyny. Wszędzie spotkać można inżynierów oraz innych pracowników z Polski, lub posiadających polskich rodziców. Generalnie, w porównaniu do PL i w zasadzie do całej Europy, USA to inny świat, inna planeta. Inne zwyczaje, trochę dziwnych przepisów drogowych, brak płotów wokół domów (zamiast płotów mają karabiny, strzelby i pistolety), wszędzie gigantyczne flagi amerykańskie i... ogólny brak normalnego, świeżego chleba i bułek w sklepach :) Ale pobyt w USA to super przygoda. Ja podczas jeżdżenia po USA raczej omijam duże miasta i poznaję góry i piękne parki stanowe, z setkami jezior i pięknych miejsc. Podstawowy warunek w USA to posiadania / wypożyczenie samochodu - bez tego nie da się żyć (ogólny brak chodników dla pieszych, są tylko w ścisłych centrach miast). Chociażby podjechanie do supermarketu czy jakiejś knajpy - wszędzie daleko. USA ma swój klimat, trzeba też pamiętać o tym że to gigantyczny kraj, życia by raczej nie starczyło na zobaczenie większości interesujących miejsc. Co do wizy - najłatwiej załatwić wizę w kategorii turystyczno / biznesowej, wystarczy tylko zaproszenie z firmy z USA np. na szkolenie czy coś. Dostaje się ją od razu na 10 lat.

Klauzula informacyjna ›