Rondo obok budynku galerii Sfera w Bielsku-Białej jest nadal bezimienne. Grupa radnych złożyła co prawda wniosek o nadanie mu imienia Lecha Kaczyńskiego, ale pismo w tej sprawie czeka na decyzję w zamrażarce prezydenta, czyli w...archiwum. Kto lub co decyduje o tym, jakie nazwy mają bielskie ulice?

Na mapie Bielska-Białej pojawiły się ostatnio dwie nowe ulice, a właściwie ich nazwy. Decyzja w tej sprawie zapadła na wrześniowej sesji Rady Miejskiej, po uprzedniej konsultacji w komisji edukacji i kultury RM. Opinie wydaje zawsze zespół ekspercki ds. nazewnictwa ulic, placów, osiedli oraz nazw obiektów fizjograficznych.
 
Wniosków jest niewiele

Jedna z nowo nazwanych ulic biegnie od Karpackiej i do tej pory była drogą wewnętrzną. Mieszkańcy złożyli wniosek do Urzędu Miasta o nadanie nazwy, który spotkał się z aprobatą urzędników. Jeszcze do niedawna bezimienna ulica jest teraz Borówkowa. Podobne wyglądała procedura o nadanie ulicy imienia kpt. Władysława Kułakowskiego. W ten sposób Towarzystwo Miłośników Ziemi Bielsko-Bialskiej chciało uhonorować pamięć pilota-bohatera.
 
 - Nie wiedziałem, kim był ten człowiek, nie znałem szczegółów z jego życia. Dlatego na obradach naszej komisji zadałem pytanie o jego dokonania. Jedno zdanie, które znalazło się w pozytywnej opinii, wydawało mi się niewystarczające - tłumaczy Grzegorz Puda, zastępca przewodniczącego komisji edukacji i kultury. - Zwykle jednak podejmujemy decyzje szybko.

Radny Puda podkreśla, że wniosków o nadanie nazwy ulicom i rondom jest niewiele. Inicjatywę mogą zgłosić mieszkańcy, stowarzyszenia, a także partie polityczne. Z takiej możliwości skorzystało w kwietniu tego roku koło PiS, które złożyło wniosek o nadanie imienia Lecha Kaczyńskiego rondu koło galerii Sfera. Na razie pismo trafiło do archiwum. Nie doczekało się konkretnej odpowiedzi, choć wnioski złożone późnej uzyskały pozytywną opinię zespołu eksperckiego.
 
Wygrały względy praktyczne

Minęły czasy, gdy mieszkańcy czy działacze partyjni składali w Ratuszu pisma z wnioskami o zmianę nazwy ulicy. Prawdopodobnie wygrały względy praktyczne. Zmiany generują dodatkowe koszty związane z wymianą dokumentów. Nowe nazwy ulic pojawiają się więc jako naturalna konsekwencja rozwoju urbanistycznego miasta, które wciąż się rozrasta. Co ciekawe, w poszczególnych dzielnicach znajdziemy ulice, które są ze sobą powiązane skojarzeniowo. Np. Siewna na osiedlu Langiewicza sąsiaduje z Urodzajną i Złotych Kłosów.

Czy podejmując decyzje w podobnych sprawach nie powinniśmy jako bielszczanie pamiętać o kulturze i historii swojego miasta? Wybitnych, nieżyjących mieszkańców Bielska i Białej, którzy zasługują na upamiętnienie jest naprawdę wielu. Ilu z nas wie kim był Adam Niżnik? Czy z urodzenia lwowianin, który swoje życie spędził w Bielsku, budując potęgę lotnictwa, może stać się wzorem do naśladowania dla współczesnych młodych bielszczan? Podobnie jest w przypadku wybitnego malarza Jana Grabowskiego, który patronuje jednej z bielskich uliczek. Inna sprawa, czy młodsze pokolenie interesują adresy poczty tradycyjnej, skoro masowo korzysta z poczty elektronicznej?

W ostatnim czasie na portalu dzieje.pl został opublikowany obszerny artykuł ukazujący sylwetkę SS-mana z KL Auschwitz, który ryzykował życiem, by pomóc więźniom. Tylko nieliczni wiedzieli, że był nim mieszkaniec Bielska, który urodził się jako Edward Lubusch, a zmarł jako Bronisław Żołnierowicz. Historię „Bielszczanina, który w przedsionku piekła nie wyrzekł się człowieczeństwa” można znaleźć tutaj.

Czy jest to postać zasługująca na upamiętnienie w formie nazwy nowej ulicy w naszym mieście? Którzy nieżyjący już bielszczanie powinni mieć prawo do tego przywileju? Czekamy na opinie Czytelników.

Katarzyna Górna-Oremus