Bielski „Prefabet” stoi na skraju bankructwa. Jego długi wynoszą już 14 mln zł. Deską ratunku rzuconą zakładowi w ostatniej chwili ma być decyzja radnych Bielska-Białej, którzy na wniosek prezydenta Jacka Krywulta zgodzili się na ewentualne umorzenie sporej części udziałów gminy w spółce. Władze miasta chcą w ten sposób uratować 90 miejsc pracy.
 
W ciągu ostatnich lat „Prefabet”, w którym gmina ma aż 80 proc. udziałów, wystawiony był na sprzedaż aż siedem razy! Nikt go jednak ostatecznie nie chciał ze względu na brak koniunktury na rynku i rosnącą konkurencję, a zwłaszcza warunki, jakimi obwarowano ewentualną sprzedaż (tzw. pakiet socjalny). W gospodarce rynkowej wartość przedsiębiorstwa obniżają jego zobowiązania. Dlatego przywileje dla załogi okazują się często pułapką dla pracowników. Działacze związkowi dają sobie zazwyczaj radę.
 
Sytuacja nie jest beznadziejna
 
Jeszcze w 2007 roku do Ratusza zgłosił się podmiot zainteresowany nabyciem miejskiej spółki produkującej pustaki, który wpłacił już część należności na konto gminy. Zaawansowane wówczas rozmowy z oferentem zablokowała jednak postawa radnych PiS. Jeden z nich oświadczył, że „nie sprzedaje się kury znoszącej złote jaja.” Argumenty prezydenta Jacka Krywulta nie przekonały oponentów i od sprzedaży odstąpiono. Minęło kilka lat, a kura straciła pióra i ochotę na znoszenie jakichkolwiek jaj. Na domiar złego jutro może już zupełnie przestać gdakać.
 
 - Sytuacja nie jest beznadziejna, bo prowadzimy rozmowy z potencjalnym inwestorem - ujawniła nam Aleksandra Podsiadlik, naczelnik wydziału strategii i rozwoju gospodarczego Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej. - Są mocno zaawansowane. Mamy nadzieję, że tym razem zakończą się sukcesem.
 
Właśnie po to, aby prezydent miał wolną rękę w negocjacjach jako przedstawiciel właściciela większościowego w spółce, na wrześniowej sesji Rady Miejskiej podjęto specjalną uchwałę o możliwości umorzenia pakietu udziałów należących do gminy. - Chodzi o to, żeby nie było już potrzebnej zgody całej rady - dodaje naczelnik Podsiadlik, która nie ukrywa, że gmina chce się pozbyć „Prefabetu”, lecz z zachowaniem gwarancji zatrudnienia dla załogi spółki.
 
Kto sfinansuje akcję ratunkową?
 
Tak czy inaczej, jeśli dojdzie do umowy z inwestorem, to gmina, czyli bielscy podatnicy, daruje mu sporo pieniędzy poprzez umorzenie własnych udziałów. Urzędnicy przekonują, że w ten sposób próbują uratować prawie stuosobową załogę „Prefabetu”, która w razie ogłoszenia upadłości spółki musiałaby przejść na zasiłek dla bezrobotnych. Gdzie są teraz osoby jeszcze niedawno sprzeciwiające się sprzedaży „złotodajnej kury”?
 
Trzeba też publicznie zapytać, na ile realna jest groźba, że kura w ogóle przestanie gdakać? Czy wszyscy bielszczanie muszą finansować akcję ratunkową? O sytuacji w spółce chcieliśmy szczegółowo porozmawiać z zarządem. Niestety, mimo licznych prób, przez kilka dni dyrekcja nie znalazła dla nas czasu. Jeśli otrzymamy oficjalne stanowisko zarządu, z pewnością o tym napiszemy.
 
Tekst i foto: Kuba Jarosz