Od kilku dni mamy w Bielsku-Białej dwa PiS-y, gdyż jedyne dotąd koło tej partii urodziło drugie. Miasto zostało więc podzielone na dwa pisowskie obszary, gdzie jednym dowodzi poseł Stanisław Pięta, a drugim wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, Przemysław Drabek. Dla mieszkańców te roszady niewiele znaczą. Chyba, że jedno z kół stanie się wyraźniejszą opozycją w ratuszu.
 
Na to jednak się nie zanosi. Radni wchodzący w skład koła zarządzanego przez Stanisława Pietę (m.in. Grzegorz Puda i Roman Matyja) protestują, gdy słyszą, że skoro powstało nowe koło, to pewnie będzie popierało politykę Jacka Krywulta. Choćby z racji funkcji Drabka w Radzie Miejskiej.
 
Otwarcie sprzyjają prezydentowi
 
 - PiS jest jednością - zapewnia szef klubu radnych PiS, Roman Matyja. - Aczkolwiek każdy z nas może mieć przecież odrębne zdanie. Wczorajsze głosowanie w sprawie likwidacji Kubiszówki pogłębiło tylko spory wewnątrz PiS. Od głosu wstrzymał się radny Adam Wolak, co korespondowało z postawą radnych z dwóch klubów otwarcie sprzyjających prezydentowi, którzy z żelazną dyscypliną zgodnie glosowali za projektem urzędników.
 
Przewodniczącego klubu popiera Grzegorz Puda. - Nie ma frakcji sprzyjającej prezydentowi miasta. Po prostu regulamin partii dopuszcza możliwość reorganizacji naszych struktur i stąd powstało nowe koło PiS w mieście. Podobnie uważa Stanisław Pięta, który oddziela sprawy samorządu od kwestii politycznych.
 
Po co więc PiS się podzielił? - Źródłem podziału są animozje pomiędzy posłami - twierdzi jeden z działaczy PiS. - Od dawna istnieją różnice między posłem Piętą i posłem Jackiem Falfusem. Radny Drabek sprzyja temu drugiemu i dlatego, kiedy pojawiła się taka możliwość, założył własne koło PiS.
 
Opozycja czy klakier?
 
Przeciwnicy obecnego prezydenta Bielska-Białej zarzucają Jackowi Krywultowi autokratyzm i nieliczenie się ze zdaniem innych. Ale prezydent rządzi po swojemu, bo mu na to pozwalają radni, a zwłaszcza ci, którzy z partyjnej definicji powinni być w opozycji. Prezydent nie ma problemów z wprowadzaniem w życie własnych projektów. Nawet te najbardziej kontrowersyjne przechodzą przez sesje praktycznie bez sprzeciwu.
 
Grupa radnych PiS, która jeszcze w poprzedniej kadencji miała odwagę często polemizować z prezydentem, teraz nie waha się głosować za zdecydowaną większością uchwał. Skąd ta uległość? Czy PiS zwyczajnie dał się politycznie kupić? - To nieprawda - zaprzecza twardo Roman Matyja, przewodniczący komisji budżetu, strategii i rozwoju gospodarczego bielskiej Rady Miejskiej. - Ludzie mogą mieć różne odczucia, niekoniecznie oparte na faktach. Dla nas, a w szczególności dla mnie, ważne jest co innego - aby być wyłącznie opozycją konstruktywną, czyli taką, która krytykuje jedynie wtedy, kiedy ma to uzasadnienie w faktach.
 
Radny Matyja przekonuje, że w porównaniu do poprzedniej kadencji obecnie prezydent w większym stopniu realizuje opinie radnych PiS dotyczące budżetu. - Uwzględniono nasze postulaty. Nie ma już tylu inwestycji, które w efekcie mogłyby stanowić zagrożenie dla stabilności budżetowej. Poza tym klub radnych PiS to ludzie, którzy nie chcą krytyki wyłącznie dla samej krytyki. Jeśli się coś krytykuje, to należałoby jeszcze podać jakieś rozwiązanie. Chcemy być postrzegani jako ludzie kreatywni.
 
Wiedzą, co robią
 
Podczas wczorajszej sesji rady poproszono Matyję jako szefa komisji budżetowej o zaopiniowanie wniosku prezydenta w sprawie umorzenia udziałów gminy w miejskiej dotąd spółce Prefabet. Radny wyraźnie zdenerwował Jacka Krywulta, gdy podkreślił, że zabiera głos jako przewodniczący klubu PiS, po czym złożył wniosek o skreślenie tego punktu z porządku obrad.
 
W obecnej kadencji Roman Matyja zdążył złożyć ledwie kilka interpelacji. - Proszę mi wierzyć, mam kilka przygotowanych i prędzej czy później złożę je. Chciałbym, aby dotyczyły ważnych kwestii, np. związanych z oszczędnościami budżetowymi. Z całym szacunkiem, ale dziura w osiedlowej drodze nie przy każdej okazji musi być tematem sesyjnego forum.

Szef klubu radnych PiS nie widzi więc powodów, aby tę formację polityczną oskarżać o brak odwagi w forsowaniu własnego zdania tam, gdzie zapadają decyzje w sprawach najważniejszych dla miasta. - Wyznaję zasadę, że nie należy ingerować partyjnie w to, co robią radni z mojego ugrupowania politycznego - tłumaczy poseł Pięta. - W każdym razie są to ludzie odpowiedzialni i z pewnością wiedzą, co robią. Ocenią ich wyborcy.
 
Kuba Jarosz