Bielszczanka Małgorzata Warwas otrzymała pismo z firmy „ES”, w którym nadawca żąda zapłaty z tytułu umowy na usługi internetowe. Problem w tym, że adresatka nie ma komputera i nigdy nie była w sieci. Sprawą zajął się prokurator. Czy kancelaria prawna pośredniczy w wyłudzaniu pieniędzy od bielszczan?
 
 - To jakaś absurdalna sprawa - pani Małgorzata wciąż nie może wyjść ze zdziwienia, że stała się obiektem żądań finansowych firmy, o której słyszy pierwszy raz w życiu. - Na dodatek wychodzi na to, że to ja muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem!
 
Jakby trafił ją piorun
 
Pani Małgorzata zrobiła wielkie oczy, kiedy zapukał do niej listonosz i mrucząc coś pod nosem, doręczył jej kopertę z groźnie wyglądającymi pieczątkami koloru czerwonego. - Miałam wrażenie, że to przesyłka z sądu - wspomina nasza rozmówczyni. - Tyle, że żadnych spraw w sądzie nie prowadzę. Dlatego już na samym początku zdenerwowałam się.
 
Później było tylko gorzej. W kopercie znajdowało się oficjalne pismo - zawiadomienie o konieczności uiszczenia opłaty za rejestrację w jednym z serwisów internetowych. W imieniu firmy i na jej zlecenie w sprawie występuje kancelaria prawna. - Podany był mój rzekomy adres poczty elektronicznej, numer IP komputera, z którego miałam niby zawrzeć całą tę umowę, i - oczywiście - cały zestaw gróźb, co się stanie, jeśli nie zapłacę 260 złotych - mówi Małgorzata Warwas.
 
Kobieta poczuła się, jakby trafił ją piorun. Trudno się dziwić. - Po pierwsze, nigdy nie miałam komputera i nawet nie wiem, jak się go używa - twierdzi pani Małgorzata. - Nie wiem też, jak się rejestruje w serwisach internetowych, nie posiadam adresu mailowego, i żadnego IP. Nie wiem nawet co to jest!
 
Każą udowodnić swoją niewinność
 
Zirytowana groźbami i bezzasadnymi żądaniami zadzwoniła do kancelarii, która sporządziła dziwne pismo. - Myślałam, że wyjaśnię okoliczności i będzie po sprawie. Przecież żadnej umowy nie mogłam zawrzeć - tłumaczy nasza rozmówczyni. - Nic z tego. Usłyszałam, że skoro to jakieś IP nie jest moje, to mam sama ustalić do kogo należy, bo jest to w moim interesie.
 
Dla pani Małgorzaty był to - jak mówi - szczyt bezczelności. - Miałam więc udowodnić, że nie jestem wielbłądem! - skarży się Małgorzata Warwas. Bielszczanka postanowiła wyjaśnić sprawę. Tyle, że nie na własną rękę, jak chciała kancelaria prawna, ale przy pomocy prokuratury. Opisała całe zdarzenie i złożyła doniesienie do prokuratury, w którym skarży się na próbę wyłudzenia od niej pieniędzy.
 
 - Nie podaruję im tego - zapowiada poszkodowana. - Całkiem możliwe, ze jeszcze pozwę ich do sadu o odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu. Jestem inwalidką i nie powinnam się denerwować. A chyba łatwo sobie wyobrazić, przez co teraz przechodzę. Gdybym siedziała cicho, oni naprawdę złupiliby mnie z pieniędzy!
 
***
 
Olga Dragańska-Kruk ze wspomnianej w tekście kancelarii prawnej w odpowiedzi na naszą prośbę o komentarz do sprawy skierowała nas do właściciela portalu, z którym bielszczanka rzekomo zawarła umowę. Niestety, mimo wielu prób kontaktu, w tym mailowego, firma nie zechciała odpowiedzieć na nasze pytania.
 
Tekst i foto: Kuba Jarosz