Wrzesień, to miesiąc, kiedy obchodzimy smutną rocznicę agresji wojsk III Rzeszy i Sowietów na Polskę. 3 września 1939 Niemcy hitlerowskie zdobyły Bielsko. W tym czasie jednym z najważniejszych obywateli naszego miasta był Józef Rudolf Kustroń. Generał działał w obronie polskiej tożsamości bielszczan. Także jego żona, Aleksandra Maria z domu Dagnan zrobiła dla Bielska wiele dobrego.
 
Rodzina Kustroniów przyjechała do Bielska w ostatnich dniach października 1935. Początkowo zamieszkali w hotelu „President". Potem przenieśli się do lokum przy ul. Kamienickiej 11, zwolnionego przez gen. Przeździeckiego, od którego Józef Kustroń przejął dowodzenie bielską dywizją. Jak pisze córka generała, Krystyna Aleksandra Kustroń w swoim pamiętniku napisanym w Krakowie w 1992 roku, była to wspaniała willa za miastem z pięknym widokiem na Szyndzielnię i Klimczok. Po dwóch latach, płk Kustroń wraz z najbliższymi przeniósł się do willi z ogrodem przy ul. Żywieckiej 15 w Białej Krakowskiej. Ostatnie dwa lata w Bielsku spędzili w pięciopokojowym mieszkaniu na pierwszym piętrze kamienicy przy ul. 3 Maja 27.
 
Najpiękniejszy basen w Polsce
 
W swojej książce Krystyna Kustroń wspomina nie tylko o swoich rodzicach, ale także o samym Bielsku. Córka generała opisuje m.in. ogromną różnicę, jaka gołym okiem była widoczna pomiędzy przedwojennym Bielskiem i Białą. „Śląsk, to piękne szosy i nowe szkoły”, podkreśla młoda Kustroniówna i dodaje, że zaczynające się za Białą województwo krakowskie było biedne, bez dróg. Bielsku ton nadawali bogaci fabrykanci, lokale, samochody, piękny teatr.
 
Mimo wielu kominów fabrycznych (miasto było stolicą przemysłu włókienniczego), powietrze w Bielsku lat 30. XX wieku było czyste do czasu aż komuniści zniszczyli jedyną w mieście linię tramwajową, prowadzącą od dworca kolejowego do Cygańskiego Lasu. W zamian zaczęły jeździć autobusy. Córkę późniejszego generała urzekł także basen:  „Bielsko miało najpiękniejszy w Polsce basen kąpielowy na tle Klimczoka i Szyndzielni”.
 
Krystynie nie podobało się jednak to, że Bielsko było wyspą, na której „mniejszość niemiecka była większością”. W sklepach witano się i żegnano po niemiecku, co drugie kazanie w kościele św. Mikołaja wygłaszano w języku niemieckim. Nawet w górach na nartach często słyszało się słowo "Achtung". W Liceum i Gimnazjum SS Hildegardy w Białej Krakowskiej było więcej Niemek niż Polek. Na niedługo przed wybuchem drugiej wojny światowej Niemcy zaczęli „panoszyć się” jeszcze bardziej.
 
Państwo Kustroń z niechęcią obserwowali rozwój żywiołu niemieckiego, o czym pułkownik meldował przełożonym. Niestety, w Warszawie prowadzono wtedy politykę „nie-drażnienia, czyli nie prowokowania Niemców”. Dlatego reakcja władz wojskowych na antyniemieckie uwagi była mało przychylna. Józef Kustroń nie mógł spokojnie patrzeć na to, jak Niemcy „przywłaszczają” sobie Bielsko, stosując różne metody zniemczania bielszczan. Dlatego, jako prezes Związku Zachodniego, rozpoczął na własną rękę walkę o polskość Śląska Cieszyńskiego.
 
Polski klub towarzyski
 
Jednym z punktów tej kampanii było organizowanie cotygodniowych spektakli polskiego miejskiego teatru z Katowic. W odpowiedzi na liczne zabiegi Generała, wojewoda śląski dr Michał Grażyński udzielał Polakom dotacji, które umożliwiały - szczególnie bezrobotnej inteligencji - otwieranie sklepów i punktów usługowych. Takich sklepów podczas pobytu Kustronia w Bielsku powstało 28. Pozostałe placówki - podobnie jak fabryki - były niemieckie lub żydowskie.
 
W celu zintegrowania polskiej inteligencji Józef Kustroń zorganizował na terenie Bielska polski towarzyski klub obywatelski. Jego siedziba mieściła się w budynku na pierwszym piętrze nad restauracją Bauera przy ul. Wzgórze. Były w nim kawiarnia, czytelnia i biblioteka "Rodziny Wojskowej", odbywały się wykłady, odczyty, można było grać w bilard czy brydża. Kustroń był w codziennym kontakcie telefonicznym z redaktorem naczelnym lokalnego organu prasowego "Echo Beskidzkie", Józefem Jastrzębskim i osobiście pisał artykuły do tej gazety.
 
Społeczne działania męża popierała Aleksandra Kustroń. Żona Generała była prezeską "Rodziny Wojskowej", czyli powstałej w 1925 organizacji, której członkinie propagowały potrzebę integracji, popularyzacji autorytetów moralnych i odkrywania młodym Polakom mniej znanych kart historii ojczystej. Aby utrudnić pozyskiwanie dzieci z niezamożnych rodzin cywilnych do przedszkoli niemieckich, pani Aleksandra już w pierwszym roku pobytu w Bielsku zorganizowała półkolonię w "Domu Żołnierza". W tym celu przeprowadziła liczne zbiórki charytatywne. Osobiście zbierała pieniądze na ul. 3 Maja w towarzystwie starosty Władysława Bocheńskiego, chodziła „z koszyczkiem” po fabrykach. Zorganizowała na ten cel festyn w Bielskim Parku Strzeleckim.
 
Długa lista straceń
 
Aleksandra Kustroń założyła dwa przedszkola - przy 3. pułku strzelców podhalańskich oraz 21. pułku artylerii lekkiej. W obu przyjmowano głównie cywilne dzieci z biedniejszych rodzin. Powstał też w Bielsku amatorski teatr polski. W "Rodzinie Wojskowej" pani Kustroniowa zorganizowała kasę zapomogowo-pożyczkową dla osób potrzebujących, np. poszkodowanych w wyniku wypadku losowego.
 
 - Ta czteroletnia kampania polska ojca spotkała się z nienawiścią i zemstą Niemców - pisze w pamiętniku Krystyna Kustroń. Nazwisko jej ojca wraz z jego bielskim adresem (3 Maja 27) i adnotacją, że ma być przekazany Gestapo w Berlinie, znalazło się na tzw. liście straceń przygotowanej przez V kolumnę przed agresją na Polskę. Nazwisko Kustroń było na 16 miejscu wśród 61 tys. osób uwzględnionych w tym haniebnym spisie. - Po wojnie dowiedzieliśmy się, że 3 września 1939, w dniu zdobycia przez Niemców Bielska, wpadło do naszego mieszkania Gestapo z okrzykiem - "Kustroń jest z wojskiem, ale gdzie jest jego żona i dzieci? Chcemy ich powiesić na latarniach".
 
Wieczorem 1 września rodzina generała wyjechała z Bielska pociągiem ewakuacyjnym "Rodziny Wojskowej". Wtedy też na stacji kolejowej w Bielsku panie widziały ojca i męża po raz ostatni. Ze wspomnień Aleksandry Kustroń wynika, że Generał nie wierzył w pomoc aliantów w 1939. Czuł, że wojna źle skończy się dla Polski i jego rodziny. Żegnając żonę, powiedział: "Dziękuję Ci, Olu za wszystko, z tej wojny już nie wrócę". Tak też się stało. Poległ 16 września 1939.
 
Marta Polak