Jeśli schudnie 25 kg w pięć miesięcy, to dostanie za to 2 tys. zł! Jej postępy (pomiary wagi i dokumentację fotograficzną) będą mogli śledzić na specjalnym blogu wszyscy bielszczanie. Udział w tym odważnym przedsięwzięciu zaproponował Idze jeden z bielskich klubów fitness. Młoda bielszczanka ma chudnąć pod okiem dietetyków, lekarzy i trenerów.
 
Iga ma 18 lat, 88 kg wagi i 169 cm wzrostu. Jest bardzo ładną młodą kobietą, ale pod luźną bluzeczką skrywa trochę więcej ciała niż powinna. Aż trudno uwierzyć, że przez dziesięć lat codziennie trenowała pływanie. Niestety, kiedy przeprowadziła się do Bielska-Białej, straciła kontakt ze sportem. Wiele innych spraw - w tym rodzinnych - w jej życiu też się pozmieniało. Brak ruchu i leczenie stresu batonikami zrobiły swoje. Dopiero komentarze „życzliwych” uświadomiły jej, że tylko przez ostatni rok przytyła 15 kg.
 
Marzenia za dwa tysiące
 
Mama Igi jest trenerką fitness. O ile jednak potrafi zachęcić do ćwiczeń obce osoby, o tyle wielokrotne próby namówienia córki do odwiedzenia siłowni zawsze kończyły się fiaskiem. - To przynosiło odwrotne do zamierzonych skutki - mówi osiemnastolatka. - Zamiast mobilizować, jeszcze bardziej mnie dołowało. Perswazje mamy traktowałam jak ataki. Wydawało mię się, że nawet własna matka nie akceptuje mojej tuszy.
 
Ale mama Igi postanowiła nie poddawać się w walce o zdrowie i szczęście ukochanego dziecka. O pomoc poprosiła szefów klubu fitness, w którym pracuje. Wtedy właściciele Modelarni wpadli na „szatański plan”. Zaproponowali Idzie nagrodę w wysokości 2 tys. zł za schudnięcie co najmniej 25 kg na oczach wszystkich bielszczan! Mało tego, zaoferowali jej pomoc w chudnięciu.
 
 - Nie było mi łatwo przy podejmowaniu decyzji, ale ostatecznie stwierdziłam, że jeśli ktoś chce mi dać 2 tys. zł za to, że spełnię swoje marzenia, to czemu nie? - śmieje się Iga, która wcześniej nie miała tyle pieniędzy i odwagi, aby wybrać do dietetyka. - To rzeczywiście dziwne, że w jednej chwili nie chcę o swoim problemie rozmawiać nawet z mamą, a w drugiej będę informowała o swoich odczuciach, smutkach i radościach, a przede wszystkim o swojej wadze, wszystkich bielszczan. Ale, to jedyny sposób, aby schudnąć.
 
Prezent od wrogów
 
Młoda bielszczanka ma tremę przed swoim debiutem publicznym. Właśnie rozpoczyna ostatni rok nauki w bielskim Asnyku i jej udział w programie zapewne zostanie zauważony w szkole. Jest jednak przekonana, że znajomi będą trzymać za nią kciuki. A ci mniej życzliwi? Będą dla niej największą mobilizacją. - Jeszcze im pokażę! -  śmieje się Iga.
 
Nastolatka chce zostać wzorem dla osób borykających się z nadwagą. Zamierza im pokazać, że można schudnąć i zmienić swoje życie. - To naprawdę działa mobilizująco, jeśli widzimy, że komuś innemu się udaje. Sama zdecydowałam się na udział w projekcie m.in. dlatego, że nie tak dawno w Modelarni poznałam panią, która w siedem miesięcy schudła prawie 50 kg!
 
Nasza rozmówczyni wie, że to dla niej ostatni moment na zrzucenie zbędnych kilogramów. - Teraz jest szansa, że moja skóra dostosuje się do nowych kształtów. Z każdym kolejnym rokiem coraz trudniej chudnąć bez uszczerbku dla skóry, która staje się coraz mniej elastyczna - tłumaczy. Dodaje, że po zakończeniu roku szkolnego chce wyjechać do pracy w USA. Amerykę zamierza podbić już w nowym ciele. Po roku pracy, planuje rozpocząć studia na oceanologii.
 
Najbardziej boi się zdjęć
 
Czy się boi? Bardzo. Wie, że udział w programie może radykalnie zmienić jej życie. Po pierwsze, ze względu na utratę anonimowości. Po drugie, na konieczność zmiany swoich dotychczasowych nawyków. - Trochę szkoda, że nie będę mogła wyskoczyć ze znajomymi na kebaba - mówi pół żartem pół serio.
 
Dużo mniejszy problem sprawi jej codzienny trening. - Tak naprawdę lubię ruch. Do pływania wrócę z największą przyjemnością, w squasha też chętnie pogram. Może najmniej pociąga mnie siłownia, ale dla dobra sprawy dam radę. Zwłaszcza, że w Modelarni jest siłownia tylko dla kobiet. Mniej krępujące będzie wylewanie potów w towarzystwie innych pań niż jakichś przystojniaków, którzy nie powinni oglądać mnie w leginsach - śmieje się Iga.
 
Puszysta bielszczanka nie boi się natomiast diety, gdyż nie będzie drakońska (w końcu musi mieć siłę na intensywne treningi). Będzie po prostu odpowiednio zbilansowana i podzielona na pięć posiłków dziennie. Iga jest pewna, że nie skuszą jej już Snickersy uśmiechające się z wystawy sklepowej - Robię to przede wszystkim dla siebie, a nie dla mamy. Cotygodniowe badania wykażą, czy przestrzegam diety. Jeśli okaże się, że nie, to wtedy po prostu zakończy się cała przygoda i moja szansa na nowe życie.
 
Co dziś stresuje Igę najbardziej? Chyba perspektywa zdjęć w obcisłych ubraniach, jakie będą wykonywane co tydzień razem z badaniami i pomiarami. - Dotychczas ukrywałam się ze swoim problemem, a teraz wszyscy zobaczą moje fałdki. Dodatkowo będę musiała wszystko opisywać.
 
Iga wraca na basen
 
A co, jeśli okaże się, że po pierwszym miesiącu udało się jej zrzucić jeden zamiast pięciu kilogramów? Iga ma nadzieję, że tak się nie stanie, bo brak dostatecznych postępów byłby demobilizujący. Wciąż jednak pozostałyby trzy miesiące ma dalsze starania. Trzeba będzie wtedy przyjąć, że organizm musiał się dostosować do nowych warunków i zmienić plan treningów albo dietę. I próbować dalej.
 
Jakie są dalsze plany naszej bohaterki? - Chcę pozostać przy pływaniu i zacząć zdrowo żyć. Jeśli schudnę, na pewno tego nie zaprzepaszczę - obiecuje Iga.
 
Projekt ruszył wczoraj, tj. 10 września 2012. Za sprawy dietetyczne oraz suplementację witamin odpowiada firma Natur House, która zajmuje się doradztwem żywieniowym oraz tworzeniem diet dla osób chcących pozbyć się zbędnych kilogramów i zdrowo się odżywiać. Pierwsze ważenie odbyło się 9 września 2012 i wykazało 88 kg. Udokumentowane zdjęciami postępy Igi można śledzić na bieżąco na specjalnym profilu w Facebooku. Nasz portal będzie o nich informował.
 
Marta Polak