Wystarczy być szczęśliwym posiadaczem specjalnej karty postojowej i niektóre opłaty parkingowe w Bielsku-Białej nie będą nam straszne. Problem w tym, że w mieście, w którym już za pierwszą minutę postoju w strefie parkingowej musimy płacić aż 2 zł, wspomniane karty ma tylko władza i urzędnicza elita.
 
Publikowany niedawno na naszych łamach temat dotyczący miejskich parkingów („Skoczek na miejskiej posadzie” ) wywołał ciekawą dyskusję. Wśród wielu głosów naszych czytelników kilka sugerowało, że  w temacie parkingowych opłat nie wszyscy w Bielsku-Białej są równi. Sprawdziliśmy to i okazuje się, że częściowo autorzy komentarzy mieli rację.
 
Miejsca dla wybranych
 
Jest bowiem w Bielsku-Białej pewna uprzywilejowana grupa, która w jednym – za to bardzo strategicznym miejscu w mieście - nie płaci za parking, jak reszta mieszkańców. Są to radni miasta oraz wybrani urzędnicy wyższego szczebla. Ci pierwsi mają zagwarantowany bezpłatny postój obok ratusza w dniu, kiedy odbywa się sesja Rady Miejskiej. Specjalnie dla nich grodzona jest wówczas część parkingu. Wiąże się to często z tym, że pozostali mieszkańcy miasta przyjeżdżający pod ratusz w celu załatwienia swoich spraw w urzędzie muszą odejść, a raczej odjechać… bez kwitka (parkingowego). Nie ma bowiem dla nich miejsca.
 
W dni „niesesyjne” radni także mogą korzystać z darmowego postoju w centrum Bielska-Białej. Na co dzień mają oni wyznaczone pod ratuszem cztery miejsca parkingowe, gdzie - korzystając ze specjalnej karty postojowej - mogą pozostawić swój samochód bez konieczności uiszczania opłaty. Podobne miejsca przysługują urzędnikom miejskim. O tzw. Zarządzie Miasta, czyli prezydencie i jego zastępcach oczywiście wspominać nie trzeba.
 
Praca pracy nierówna
 
Na takie przywileje nie mogą liczyć inni mieszkańcy miasta, chociaż podobnie jak urzędnicy, czy radni, oni również posiadają miejsca pracy w centrum miasta i muszą gdzieś zostawiać swoje samochody. Wystarczy kilkuminutowy postój w celu oddania ważnych dokumentów, aby zubożeć o 2 zł. Kiedy swój pojazd musimy zostawić na parkingu na cały okres, jaki spędzamy w pracy, łatwo pomnożyć koszty.
 
Bielskie władze mają na to własny punkt widzenia. Próbował nam go przedstawić sekretarz miasta Grzegorz Tomaszczyk. - Zasady parkowania na płatnych miejscach w obszarze dróg i placów publicznych określone są w Regulaminie nadanym zarządzeniem prezydenta miasta, który stanowi podstawę działania Miejskiego Zakładu Gospodarczego (dawne Gospodarstwo Pomocnicze – przyp. red.) w tej dziedzinie.
 
Upoważnień więcej, niż miejsc
 
Urzędnik w odpowiedzi na nasze pytania wyjaśnia, że jedynym preferowanym miejscem do parkowania dla urzędników jest parking obok miejsca pracy, czyli przy Urzędzie Miejskim (powierzchnia od strony parku, ulicy Stojałowskiego oraz dawny parking bankowy przy Persie).
 
- W tych przestrzeniach wyznaczonych jest ok. 100 miejsc parkingowych, którymi nie zarządza MZG i na których parkowanie dozwolone jest wyłącznie na podstawie wydanych i zarejestrowanych w UM upoważnień. Upoważnienia takie posiadają pracownicy UM, którzy posiadają samochód i deklarują dojeżdżanie nim do pracy. Mają je również posiadacze samochodów będący mieszkańcami posesji plac Ratuszowy 2 i 4. Urząd nie zapewnia jednak wolnego miejsca do parkowania, bo upoważnień jest ok. dwa razy więcej niż miejsc – wyjaśnia Grzegorz Tomaszczyk. - Jeśli natomiast chodzi o dni, w których odbywa się sesja Rady Miejskiej i fakt, że kilkanaście miejsc blokowanych jest dla radnych, to jest to prawo zwyczajowe stosowane od wielu lat. Poza tymi przykładami ani radni, ani urzędnicy nie mogą nigdzie parkować za darmo.
 
Tekst i foto: Kuba Jarosz