W minioną środę Beata Bartków-Kwiatkowska pożegnała się z olimpijską przygodą. Bielszczanka przyznaje, że wyniki uzyskane przez nią na tej największej sportowej imprezie na świecie nie są zachwycające. Wraca jednak do domu szczęśliwa, że miała okazję wziąć udział w historycznym wydarzeniu.

Beata Bartków-Kwiatkowska urodziła się 31 lat temu w Bielsku-Białej i w rodzinnym mieście mieszka do dziś. Uprawiana przez nią dyscyplina jest mało medialna i niektórzy kibice sportowi nawet nie wiedzą, że jest rozgrywana na Igrzyskach Olimpijskich. Dlatego też niewielu bielszczan zdawało sobie sprawę, że 29 lipca ich krajanka walczyła w Royal Artillery Barracks o medal. Bo prawda jest taka, że niezależnie od rekordów życiowych i miejsca w światowych rankingach, każdy sportowiec jedzie na olimpiadę z głową pełną marzeń o zwycięstwie.

Marzenia o olimpijskim krążku

- Oczywiście, że każdy zawodnik marzy o medalu olimpijskim, ale generalnie twardo stąpam po ziemi i sama nie stawiam sobie wymagań ponad aktualne możliwości. Choć nie ukrywam, że mogło być lepiej... - mówi bielszczanka. Przed jej wyjazdem na igrzyska mówiło się nawet, że jeśli pobije swój życiowy rekord, to będzie szansa na medal. - Nie jest łatwo poprawić swoją “życiówkę” na tak wielkiej imprezie. Nie startowałam w roli faworytki, ale liczyłam na lepszą dyspozycję.

W Londynie wystartowała dwukrotnie. W konkurencji strzelania z pistoletu pneumatycznego (29 lipca) i sportowego (1 sierpnia). Ta pierwsza jest koronną dyscypliną bielszczanki, lecz lepsze wyniki osiągnęła w drugiej (w ppn - 44 miejsce, w psp - 35 miejsce). Wyniki pokazują, jak nieprzewidywalną dyscypliną jest strzelectwo i jak trudno zapanować nad emocjami podczas wielkiej imprezy.

Gorzki smak szczęścia

- Z tego drugiego wyniku jestem zadowolona. Ogólnie z Londynu wracam szczęśliwa, ale z nutką goryczy - podkreśla nasza rozmówczyni. - Szczęśliwa, że mogłam znaleźć się w takim miejscu, wśród najlepszych sportowców na świecie, bogatsza o nowe doświadczenia. Jednocześnie czuję żal, że nie pokazałam wszystkiego na co mnie stać.

Beata Bartków-Kwiatkowska trenuje w TS Wisła Kraków i od 2000 roku jest reprezentantką Polski. Posiada klasę sportową MM (Mistrzowska Międzynarodowa). Bielszczanka wolałaby występować w bielskich barwach, ale formalnie nie ma w Bielsku-Białej klubu, w którym można uprawiać strzelectwo sportowe. Beata zaznacza, że z krakowskim trenerem i zawodnikami "Białej Gwiazdy" łączy ją silna więź i sympatia.

Najcenniejszy brąz i nominacja

Bielszczanka ma na swoim koncie wiele sukcesów. Zajmowała dobre miejsca w zawodach Pucharu Świata, zdobywała medale na mistrzostwach Europy i tytuł mistrzyni Polski. Nasza krajanka wymienia kilka momentów w swojej sportowej karierze, które ceni najbardziej. - Brązowy medal na ME w Moskwie, rekord Polski juniorek w Zielonej Górze i zdobycie nominacji olimpijskiej.

Prawo udziału w IO w Londynie uzyskała w czerwcu ub. roku w Monachium dzięki zajęciu siódmego miejsca w zawodach Pucharu Świata. Po tym występie start w igrzyskach był niemal pewny, lecz dopiero rok później, 24 czerwca 2012 otrzymała oficjalną nominację Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego do reprezentowania biało-czerwonych barw na londyńskiej olimpiadzie.

Poświęcenie i wypadek

Od czerwca 2011 przez kolejne 12 miesięcy Beata nie czekała jednak bezczynnie na wręczenie biletu do Londynu. - Przez rok ciężko pracowałam, poświęcając dla sportu cały czas i niestety, rodzinę - przyznaje bielszczanka i ubolewa, że spadek formy nastąpił w tak niefortunnym momencie. Złożyło się na to kilka przykrych zdarzeń, m.in. na początku czerwca miała kraksę samochodową, w której ucierpiał jej kręgosłup.

- Start na Igrzyskach Olimpijskich, to wielkie przeżycie. Zwłaszcza pierwszy start. Nie ma dla nas, sportowców większej i bardziej prestiżowej imprezy. Dlatego serdecznie dziękuję za gratulacje i trzymanie kciuków - mówi bielska olimpijka.

Marta Polak

Foto: W. Gałecki