Z jednej strony, parkingowi - z reguły kobiety w dojrzałym wieku. Z drugiej, kierowcy - często nieuprzejmi i zirytowani, że muszą zapłacić nawet za kilkuminutowy postój. Płacąc za parking w Bielsku-Białej pomagamy ludziom, którzy bez tej pracy musieliby znaleźć się na garnuszku pomocy społecznej. Warto o tym pamiętać, zanim komuś przyjdzie do głowy dać nogę z parkingu bez płacenia.
 
 - To nie jest łatwa praca - zgodnie stwierdzają i panie parkingowe, i Dariusz Gołyszny, dyrektor Miejskiego Zakładu Gospodarczego, który zarządza miejskimi parkingami. - Praca w każdych warunkach pogodowych, no i te wieczne problemy z niektórymi kierowcami.
 
Praca w systemie rotacyjnym
 
Dyr. Gołyszny zarządza 39 parkingami zlokalizowanymi w większości w centrum Bielska-Białej. Do dyspozycji ma 48 parkingowych zatrudnionych w systemie rotacyjnym. Oznacza to, że żaden z pracowników nie jest przypisany ściśle do określonego parkingu. - To dlatego, aby każdy miał szansę popracować na tych najbardziej rentownych - tłumaczy dyrektor MZG. - Największe wpływy przynoszą parkingi zlokalizowane na placach Ratuszowym, Wojska Polskiego i Wolności. Natomiast mniej dochodowe są np. przy ul. Przekop, ul. Dąbrowskiego lub ul. Mickiewicza.
 
Takie rozwiązanie jest konieczne, bo pracownicy oprócz płacy podstawowej otrzymują premię motywacyjną. System wynagradzania polega na tym, że muszą „wypracować” na parkingu określoną kwotę pieniędzy. Sami parkingowi określają siebie mianem „skoczka”. - Tak czy inaczej kokosów nie zarabiamy - słyszymy od starszej kobiety na parkingu w centrum miasta. - Zawsze to jednak jakiś pieniądz jest. Tyle, że ciągle musimy w inne miejsca dojeżdżać, a to też nie jest łatwe.
 
Uciekają z miejsca postoju
 
Od początku funkcjonowania systemu, kiedy ludzie zastąpili parkomaty, urzędnicy zarządzający systemem starają się przestrzegać zasady zatrudniania osób w średnim wieku, będących raczej w trudnej sytuacji materialnej. - Do pracy przyjmowane są przede wszystkim osoby w wieku powyżej 45 lat, najczęściej kobiety - wyjaśnia dyrektor Dariusz Gołyszny. - To celowe działanie, bo są to ludzie, którzy bez pracy na parkingu mieliby problemy z uzyskaniem innego dochodu. W pewnym sensie więc wszyscy kierowcy płacący uczciwie za parking pomagają im i ich rodzinom. Po prostu wypracowują sobie zarobek na parkingach, a nadwyżki idą do wspólnego budżetu miejskiego.
 
Nierzadko jednak kierowcy uciekają z miejsca postoju bez uregulowania należności. Jak podkreślają parkingowi, niesolidni klienci są ich największą zmorą. - Każdego dnia mam kilku takich cwaniaczków - mówi jedna z parkingowych. - Szlag mnie trafia najbardziej, kiedy widzę, że złodziej odjeżdża wypasioną bryką, a kierowca starego fiata potrafi nawet podejść do mnie, zapłacić i jeszcze parę groszy więcej zostawić. Ludzie stali się strasznie pazerni. Do tego ubliżają nam i piszą na nas skargi. A my tylko prosimy o zapłatę za parking.
 
Jak przekonuje nasza rozmówczyni, na szczęście częściej spotkać można kierowców „normalnych”. - Potrafią zagadać, zapytać, jak leci. Człowiekowi wtedy od razu przyjemniej się robi. Średnia płaca parkingowych wynosi 1800 zł brutto.
 
Tekst i foto: Kuba Jarosz