Upały na razie opuściły Bielsko-Białą, ale synoptycy przewidują, że powrócą przed końcem lipca. Lepiej wtedy nie wychodzić z domu i czekać aż temperatura wróci do polskiej normy. W upalnie dni nawet bielski MZK nie mieści się w unijnych standardach, choć posiada pojazdy wyprodukowane w Europie. Chłodniej jest za to w miejscach, gdzie bielszczanie biorą sprawy w swoje ręce.
 
W czasie upałów powyżej 30 stopni Celsjusza na problemy zdrowotne najbardziej narażone są osoby starsze, kobiety w ciąży i dzieci, lecz prawda jest taka, że każdy zdrowy i silny człowiek może źle się poczuć, jeśli temperatura w pomieszczeniu, w którym się znajduje jest nieodpowiednia.
                                               
Stu szczęśliwych kierowców
 
Wielu bielszczan korzysta z komunikacji miejskiej. W upalny dzień dyskomfort można poczuć już na przystankach autobusowych, bo nie wszystkie zostały postawione w zacienionych miejscach, a przezroczyste wiaty nie chronią przed słońcem. Według norm unijnych, latem temperatura w autobusie komunikacji miejskiej powinna utrzymywać się w granicach 18-25 stopni. W upalnie dni bielski MZK nie mieści się w unijnych standardach.
 
Pasażer komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej może trafić albo na stary autobus, w którym jedynym sposobem na ochłodzenie jest otwarcie okien, albo na nowy, w którym wprawdzie szyby bywają przyciemniane, ale klimatyzacji dla pasażerów nie ma. - W stu nowoczesnych autobusach mamy klimatyzację w kabinie kierowcy. Nie dysponujemy jednak ani jednym pojazdem, w którym byłaby ona dostępna dla pasażerów - mówi Marek Więzik, kierownik działu technicznego MZK. - Przy tak gęstym rozmieszczeniu przystanków w Bielsku-Białej klimatyzacja i tak by nie działała, jak należy.
 
Mimo mniejszego ruchu na bielskich ulicach, latem podróżuje się trudniej. Niektóre linie MZK w okresie wakacyjnym jeżdżą rzadziej, przez co autobusy bywają przepełnione i w upalne dni osoby starsze czy rodzice z dziećmi muszą często podróżować na stojąco w tłoku. Wielu pasażerów otwiera w autobusach okna i szyberdachy, bo nie wszyscy kierowcy o tym pamiętają.
 
Biorą sprawy w swoje ręce
 
 - Szyberdachy są nie tylko oknem, ale także wyjściem bezpieczeństwa - dodaje kierownik Więzik. - Pasażerowie w autobusach starego typu otwierają je bez problemu. W większości naszych autobusów okna są uchylne, a nie przesuwne, więc pasażer sam decyduje, czy je otworzyć, gdy jest mu za ciepło. W pojazdach nowszego typu szyberdachy są sterowane elektronicznie. Może je otworzyć tylko kierowca.
 
Kiedy już wysiądziemy z autobusu, udajemy się do różnych miejsc użyteczności publicznej. Klimatyzowane wnętrza są normą praktycznie tylko w większych centrach handlowych, nowoczesnych firmach (np. gabinety kosmetyczne typu SPA, nowe biura podróży) i niektórych lokalach gastronomicznych w centrum miasta. Udało nam się znaleźć kilka klimatyzowanych przychodni, ale większe - m.in. przyszpitalne - nie dysponują takimi luksusami. W urzędach i na pocztach sporadycznie pojawiają się wentylatory. 
 
Chłodniej jest w miejscach, gdzie bielszczanie biorą sprawy w swoje ręce. - Niedawno w kościele w mojej parafii zainstalowano klimatyzację i dlatego trzeba teraz w czasie nabożeństw zamykać drzwi - mówi Aneta z Bielska-Białej. - Nie widzę jednak sensu wprowadzania jej w autobusach, bo przecież drzwi otwierają się na każdym przystanku. Moim zdaniem, klimatyzacja przydałaby się w wielu lokalach i urzędach w naszym mieście. Obezpłatnej wodzie do picia nie ma co marzyć. Dlatego zawsze noszę butelkę ze sobą. Szczególnie, gdy po mieście poruszam się z moją małą córeczką.
                                   
W Bielsku-Białej na bezpłatną wodę można liczyć praktycznie tylko w bankach i w niektórych przychodniach. Brakuje jej w urzędach, większych przychodniach i aptekach. Na próżno szukać wody także w bielskich szkołach i przedszkolach. Pod koniec czerwca panowały tropikalne upały, a w wielu placówkach oświatowych doszło do zasłabnięć uczniów przebywających w zatłoczonych, dusznych klasach.
 
Agnieszka Pollak-Olszowska