Daria Czarnecka ma 24 lata i głowę pełną marzeń. Jeżeli jednak sądzicie, że myśli tylko o tym, aby pięknie wyglądać, zwiedzać świat i znać aktualne trendy w modzie, to się mylicie. Daria skutecznie łamie stereotypy o buntowniczej młodzieży nie interesującej się historią Polski. Nie wpisuje się także w medialny obraz katolika, który za wszelką cenę walczy o krzyż w sejmie.
 
Nie boi się zadawać pytań i pracy społecznej. Od wielu lat pomaga Stowarzyszeniu Dom Polski w Bielsku-Białej, wspiera weteranów wojennych na emeryturze. Sprawia, że zapomniane historie zyskują nowy blask. Bezkompromisowa, ale także skuteczna. Bielszczanka Daria Czarnecka znalazła się właśnie wśród dziesięciu wolontariuszy, którzy zostali nagrodzeni przez Muzeum w Oświęcimiu. To duże osiągnięcie, gdy weźmie się pod uwagę, że w ciągu pięciu lat przez placówkę przewinęło się aż 700 osób chętnych do pomocy. 
 
Bielski kronikarz
 
Jeszcze kilka lat temu przemierzała ulice Bielska-Białej ubrana w mundur, wypolerowane na błysk oficerki. Swoją postawą zwracała na siebie uwagę. Ludzie nie wiedzieli, co o niej myśleć. - To jakaś szalona dziewczyna. Powinna zająć się czymś pożytecznym - mówili po cichu. Nie przejmowała się krytyką. Tym chętniej angażowała się w organizację imprez o charakterze religijnym. To ona zwykle czuwała nad pocztem sztandarowym.
 
 - Lubię stare przedmioty, które mają duszę. Wypatruję je na aukcjach, czasami u znajomych i nadaje im nowe życie. Mam więc oficerki z czasów drugiej wojny światowej czy menażkę sprzed stu lat - uśmiecha się Daria, gdy pytamy o jej pasje kolekcjonowania pamiątek wojennych.
 
Jest ulubienicą członków Stowarzyszenia Dom Polski. Nic dziwnego. Z energią realizuje się jako sekretarz organizacji. Zawsze uśmiechnięta. Znajduje czas na wysłuchanie historii sprzed lat. - Właściwie jesteśmy ostatnim młodym pokoleniem, które ma szansę poznać prawdę historyczną z ust naocznych świadków wojen z ubiegłego wieku. Mam ogromny szacunek do tradycji, gdyż stanowi ona o naszej tożsamości. Myślę, że pewnego dnia usiądę i spiszę wszystkie te opowieści prawdziwych weteranów. Dla potomnych - podkreśla Daria.
 
Konsultantka w filmie
 
Pewnie dlatego zmieniła kierunek studiów. Z licencjatem socjologa zdobyła tytuł magistra historii na Uniwersytecie Śląskim, a od kilkunastu miesięcy pracuje dla Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach. Ostatnio wzięła udział w produkcji „Dotknięcia Anioła”. Film osadzony w realiach wojennych traktuje o działalności biura emigracji w Oświęcimiu. Biuro miało pośredniczyć w wywiezieniu Żydów z Europy, lecz nikt nie chciał ich przyjąć. W czasie zdjęć pracowała jako konsultant historyczny i asystentka Henryka Schönkera.
 
 - Ten film pyta o odpowiedzialność wszystkich ludzi za zbrodnie, które dokonały się w czasie drugiej wojny światowej - opowiada Czarnecka.
 
Wolontariuszka w Auschwitz
 
Ale prawdziwy spokój osiągnęła, gdy przed czterema laty została wolontariuszką Miejsc Pamięci w Oświęcimiu. Na początku dojeżdżała z Bielska-Białej dwa razy w tygodniu, a skończyło się na miesięcznych wizytach. - W ten sposób oddaję szacunek ofiarom obozu. Pragnę, aby pamięć o nich nie przeminęła - odpowiada tym, którzy pytają, czy nie boi się spać w gabinecie Hessa na terenie Muzeum KL Auschwitz.
 
Postawa Darii została doceniona przez dyrekcję Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Bielszczanka znalazła się pośród dziewięciu innych wolontariuszy, którzy bezinteresownie pracują na rzecz tej placówki. Nagroda odwołuje się do przypowieści biblijnej o dziesięciu sprawiedliwych, których zabrakło do ocalenia Sodomy. - Do moich zadań należy opieka nad żyjącymi więźniami, troska o Miejsca Pamięci - dodaje Daria Czarnecka.
 
Druh z Kamienicy
 
Teraz Daria chce upamiętnić Józefa Drożdża, który urodził się w Kamienicy. - Druh był członkiem organizacji podziemnej Związku Walki Zbrojnej. Prześladowany, bity. Nie poddał się. Po wyzwoleniu powrócił do Bielska. Z niewoli zabrał tylko obozową mütze (czapkę - przyp. red.), która miała stać się na zawsze symbolem jednego z najbardziej prawych polskich harcerzy, jak się mówiło o druhu Drożdżu.
 
Dzięki staraniom Józefa Drożdża wybudowano m.in. boisko obok I LO im. Mikołaja Kopernika w Bielsku-Białej. Przez lata był również głęboko zaangażowany w pracę w Polskim Związku Narciarskim. Jako nauczyciel był wymagającym, ale i troskliwym wychowawcą. Za wybitne zasługi otrzymał wiele odznaczeń. - Jedno cenił najbardziej: Order Uśmiechu. Powtarzał, że jest najważniejszy, bo od dzieci - kończy Daria Czarnecka.
 
Katarzyna Górna-Oremus