„Jeśli zabrałeś mi miejsce parkingowe, zabierz i moją niepełnosprawność”. To dosadne stwierdzenie ma przywołać do porządku tych, którzy nie bacząc na charakterystyczny symbol wózka inwalidzkiego wymalowany na miejscu postojowym, stawiają tam samochód, choć nie mają do tego prawa.
 
Wszystko za sprawą cwaniaków, których coraz więcej na bielskich ulicach, a którzy nadużywają przywilejów, jakie daje karta parkingowa wydawana osobom niepełnosprawnym. Najczęściej stosowana jest metoda na „niepełnosprawnego dziadka lub babcię”.
 
Śmieją się w nos
 
Z pewnością każdy był świadkiem takiej sytuacji: na miejscu dla niepełnosprawnego parkuje wypasiona bryka, nieprzystosowana fabrycznie dla potrzeb niepełnosprawnego kierowcy czy pasażera. Za szybą widnieje jednak charakterystyczna błękitna karta parkingowa, ze znanym na całym świecie symbolem inwalidzkiego wózka. Tymczasem z auta wychodzi dziarskim krokiem młody człowiek, śmiejąc się w nos tym, którzy próbują zostawić gdzieś swoje auto na zatłoczonym po brzegi parkingu w centrum miasta, przed sklepem czy urzędem.
 
Jacek Baczak, szef miejskiego zespołu do spraw orzekania o stopniu niepełnosprawności, przestrzega przed pochopnym ocenianiem kogoś po wyglądzie i wyrokowaniem na tej podstawie, czy karta parkingowa mu się należy. Zaznacza jednak, że obecne ustawodawstwo ma pewne luki dające pole do nadużyć. Kto może otrzymać kartę parkingową, która daje nie tylko prawo do parkowania na miejscach dla inwalidów, lecz także pozwala na inne zachowania w ruchu drogowym, niedopuszczalne w przypadku innych kierowców? Samochód niepełnosprawnego może na przykład poruszać się po ulicy, na której obowiązuje zakaz ruchu.
 
Jeszcze dziesięć lat temu karta parkingowa, wtedy w postaci naklejki na samochód, przypisana była nie do osoby niepełnosprawnej, lecz do konkretnego samochodu, którym się poruszała. Teraz karta przypisana jest do osoby niepełnosprawnej. To zalaminowany kartonik. Z jednej strony widnieją na nim dane wraz ze zdjęciem osoby, na którą została wystawiona. Druga strona, to winieta widoczna przez szybę samochodu. Dzięki takiemu rozwiązaniu każdy pojazd, który przewozi lub kieruje nim w danej chwili posiadacz karty automatycznie staje się samochodem „uprzywilejowanym”.
 
Wystarczy, że za szybę włożona jest karta. Ma to dobre strony, bo nie każdy niepełnosprawny ma własny samochód, a większość z samochodów korzysta dzięki uprzejmości znajomych czy członków rodziny. Wystarczy, że komisja lekarska stwierdzi, że osobie niepełnosprawnej przywilej ten się należy, ponieważ ma ograniczoną sprawność ruchową. I bynajmniej - tłumaczy Jacek Baczak - nie muszą to być osoby z wyraźnym upośledzeniem funkcji ruchowych.
 
Szerokie pojęcie
 
Pojęcie „obniżona sprawność ruchowa” jest bardzo szerokie i obejmuje także ludzi z problemami krążeniowymi, zaawansowaną astmą czy na przykład cierpiące na chorobę Leśniowskiego-Crohna, których wygląd fizyczny w żaden sposób nie sugeruje, iż mają problemy ze swobodnym poruszaniem się. Nie mówiąc już o osobach obłożnie chorych - zwłaszcza starszych - przykutych do łóżek. Im jednak także przysługuje prawo do karty parkingowej.
 
Miejski zespół orzekający (powiat bielski ma własny podobny organ) wydaje rocznie blisko 4 tys. orzeczeń o niepełnosprawności, z czego 70 proc. posiada adnotacje, iż osoba taka ma ograniczoną sprawność ruchową i karta parkingowa - jeśli o nią wystąpi - ma być jej wydana. Są to zarówno orzeczenia o czasowej, jak i dożywotniej niepełnosprawności. Na taki też okres wydawana jest karta parkingowa. Dokument wyrabia się w urzędach gminnych.
 
W Bielsku-Białej - jak wynika z danych uzyskanych w bielskim ratuszu - karty parkingowe posiada obecnie blisko 10 tys. osób. To bardzo dużo i z jednej strony nie najlepiej świadczy o kondycji zdrowotnej społeczeństwa, a z drugiej o wyjątkowo dużej liczbie pojazdów „uprzywilejowanych”, jakie poruszają się po bielskich - i nie tylko - drogach.
 
Ilu niepełnosprawnych?
 
Dawniej - czyli w czasach, gdy karta przypisana była do pojazdu - maksymalnie mogło być wydanych 700 takich uprawnień - ocenia Marek Józiński, prezes Związku Inwalidów Ruchu Beskid. Aby wyjaśnić skalę zjawiska, bardziej adekwatna wydaje się jednak inna z liczb przytoczonych przez prezesa Józińskiego. Szacuje on, że obecnie żyje w Bielsku-Białej około 5800 aktywnych życiowo czy zawodowo osób z niepełnosprawnością ruchową. Czyli takich, które korzystają - bądź to w roli kierowców, bądź w roli pasażerów - na co dzień z samochodów. Reszta posiadaczy kart to najprawdopodobniej ci, którzy do samochodu rzadko - jeśli w ogóle - wsiadają. Z uzyskanego przez nich przywileju korzystają za to osoby zdrowe. Że tak jest, potwierdzają obserwacje straży miejskiej.
 
Zdarza się - informuje Dariusz Jakowlenko ze straży miejskiej w Bielsku-Białej, że podczas kontroli samochodu oznaczonego jako pojazd wiozący osobę niepełnosprawną (na przykład, gdy porusza się po drodze, gdzie obowiązuje zakaz ruchu) w aucie nie ma posiadacza karty. Nic przy tym nie wskazuje na to, że samochód ten na przykład po taką osobę się udaje. W takim przypadku nadużycie kończy się dla cwanego kierowcy mandatem.
 
Gorzej - przyznaje Dariusz Jakowlenko - gdy samochód tak oznaczony stoi na miejscu dla niepełnosprawnego. W takiej sytuacji straż miejska nie ma możliwości sprawdzić czy faktycznie przyjechała nim osoba posiadająca uprawnienia, czy pozostawił go ktoś, kto tylko uzurpuje sobie do tego prawo. Że i tak bywa widzą najlepiej niepełnosprawni kierowcy, którzy chcą skorzystać z przeznaczonych dla nich parkingów, a dla których bardzo często brakuje wolnego miejsca.
 
 - Słyszałem, że niekiedy kartę niepełnosprawnej babci czy dziadka ma skserowaną nawet cała rodzina takiej osoby i bez skrupułów z niej korzysta. I to tylko po to, aby nie płacić za parking, bo miejsca dla niepełnosprawnych są zazwyczaj darmowe - mówi Marek Józiński.
 
Drugie dno
 
Sprawa ma także drugie dno świadczące o tym, że i w tej materii prawo nie nadąża za życiem. - Przywiozłam swoją krewną samochodem na parking przed jednym z bielskich supermarketów. A że osoba ta miała jedną nogę w gipsie i poruszała się o kulach - na skutek wypadku samochodowego - zatrzymałam się na miejscu dla niepełnosprawnego. Było bowiem położone najbliżej drzwi. Skoro przywiozłam osobę mającą widoczne na pierwszy rzut oka problemy z poruszaniem się pomyślałam, że nikt nie będzie z tego tytułu robił mi problemów. Bardzo się myliłam. Momentalnie zjawiła się ochrona i groźbami oraz straszeniem policją nakazała mi, abym natychmiast opuściła to miejsce. To jakieś nieporozumienie, że osoba choć może tylko chwilowo, lecz naprawdę mająca ogromne problemy z poruszaniem się, nie może skorzystać z parkingu przeznaczonego właśnie dla takich ludzi. Gdy tymczasem z tego co widzę, na co dzień parkują na takich „kopertach” głównie osoby, które problemów z poruszaniem się nie mają - uskarżała się „Kronice” jedna z czytelniczek.
 
Jacek Baczak przyznaje, że w przepisach jest luka. Każdy na zdrowy rozum przyzna, iż „chwilowi” niepełnosprawni powinni mieć prawo skorzystać z przywilejów, jakie kodeks drogowy daje osobom mającym ograniczoną sprawność ruchową. Lecz tacy ludzie karty parkingowej otrzymać nie mogą. Wydawane są one na okres minimum roku, a czeka się na nie co najmniej miesiąc. Dla niejednego „chwilowego” niepełnosprawnego to warunki nie do spełnienia.
 
Tekst i foto: Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)