Pod koniec zeszłego roku bielskie osiedle Grunwaldzkie wypiękniało. Po półtorarocznym remoncie osiedlowych dróg i chodników skończyła się jazda samochodem po najeżonym dziurami asfalcie i gehenna pieszych chodzących po wyboistych trotuarach.
 
Osiedle wybrukowano, jest też gdzie i na czym posiedzieć - są stalowe, trwalsze i estetyczniejsze od poprzednich betonowych, ławki. Jedno tylko irytuje mieszkańców. Ich zdaniem, przedobrzono z liczbą znaków drogowych postawionych po osiedlowym remoncie.
 
 - Pięć uliczek na krzyż, a na jednej, i to chyba najkrótszej, stoi ich kilkanaście! - denerwował się w rozmowie z „Kroniką” 65-letni mieszkaniec Grunwaldzkiego. - Zlikwidowano zakaz wjazdu na osiedle od ulicy Broniewskiego i bez przerwy dochodzi teraz do zatorów na Milusińskich, bo auta wyjeżdżające z osiedla jadą wprost na te, które właśnie wjechały - skarżyła się mieszkanka bloku, przy którym dochodzi do osiedlowych korków.
 
Sprawdziliśmy. Opinie te nie są przesadzone. Krótką strefę parkingową przy Milusińskich wyznacza aż pięć znaków - może wystarczyłyby dwa, na jej początku i końcu? Na pobliskim parkingu (od Broniewskiego) wytyczona została zatoczka dla postoju aut kierowanych przez niepełnosprawnych. Trzy stanowiska i tyle samo znaków - sprawę pewnie załatwiłby jeden z powszechnie stosowaną tabliczką „3x”.
 
Opinie mieszkańców podzieliła Rada Osiedla. Pod koniec maja wysłane zostało pismo do Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej z prośbą o wyznaczenie spotkania, podczas którego można byłoby ustalić korektę w oznakowaniu osiedlowych dróg. - Przygotowujemy takie spotkanie. Myślę, że dojdzie do niego jeszcze w czerwcu, na terenie osiedla - oznajmił „Kronice” Tomasz Witkowski, kierownik działu eksploatacji ZGM.
 
Tomasz Giżyński (Kronika Beskidzka)