Niedawno zapalił się kontener w pomieszczeniu technicznym obsługującym zsyp w jednym z bielskich wieżowców. Niby nic groźnego, a jednak...Choć paliło się na parterze, dym szybko rozprzestrzenił się przez przecinający wszystkie kondygnacje budynku kanał szybu zsypowego tak, że był odczuwalny nawet na najwyższych piętrach.
 
Na pomoc wezwano strażaków. Bardzo szybko na miejscu pojawiły się trzy samochody pożarnicze, w tym ogromna samojezdna drabina. Strażakom - w sile kilkunastu chłopa - bez trudu udało się ustalić źródło dymu. Pojawił się jednak problem: drogę do pomieszczenia, w którym paliły się śmieci, zagradzały solidnie wyglądające antywłamaniowe drzwi. Okazało się w dodatku, że osoba posiadająca do nich klucz gdzieś przepadła.
 
Szarpanie klamki
 
Po chwili czekania strażacy podjęli jedyną słuszną w takiej sytuacji decyzję: wyważamy drzwi. Szkopuł w tym, że trwało to długą chwilę. I wyglądało komicznie. Dwóch strażaków kopiąc, szarpiąc za klamkę, mocując się z drzwiami przy użyciu niewielkiego (niczym łyżka do opon) łomu usiłowało sforsować przeszkodę (na zdjęciu). Za nimi w kolejce stała cały czas grupa przygotowanych do akcji kolegów. Ubrani w maski gazowe, z prądownicami w ręku, latarkami i Bóg wie jeszcze jakim wyposażeniem. Wszystko na oczach tłumu gapiów dopingujących mężczyzn próbujących wyważyć drzwi.
 
W końcu - po kilku minutach - drzwi puściły. Akcja gaszenia kontenera trwała najwyżej 20 sekund. W mgnieniu oka został wyniesiony z pomieszczenia i zalany wodą. A co by się działo, gdyby drzwi były solidniejsze, bardziej odporne na włamania, a za nimi czekała na przykład na pomoc w płonącym mieszkaniu kilkuosobowa rodzina? Czy kopniaki i „łyżka do opon” to wystarczające wyposażenie straży pożarnej na wypadek takiej sytuacji? To pytanie zadaliśmy Patrycji Pokrzywie, rzeczniczce bielskich strażaków.
 
Minimalizować straty
 
Z jej wypowiedzi wynika, że sprawy wyglądają nieco inaczej niż mogli to ocenić świadkowie tego konkretnego zdarzenia. Strażacy mają na wyposażeniu różnorodny sprzęt ratunkowy, w tym urządzenia hydrauliczne do wyważania drzwi. Są one w stanie poradzić sobie z każdymi, nawet najbardziej solidnymi drzwiami, i to w mgnieniu oka. Z tym tylko, że ich użycie nie sprawia, iż momentalnie puszczają wszelkie zamki i zasuwy, ale tak potraktowane drzwi zostają całkowicie zniszczone.
 
 - Aby minimalizować straty, strażacy - jeśli jest taka możliwość - starają się czynić swoim postępowaniem jak najmniejsze szkody - wyjaśniła. Dlatego jeśli tylko można, stosują mniej drastyczne metody otwarcia drzwi. Tak też - wyjaśniła rzeczniczka, chociaż zaznaczyła, że tego konkretnego przykładu nie zna - musiało być w przypadku akcji w zsypie na śmieci bielskiego wieżowca.
 
Prądy mgłowe
 
Z tego samego powodu w czasie gaszenia pożarów w budynkach wielopiętrowych nie stosuje się zwartych strumieni wody, tylko tak zwane prądy mgłowe, po to, aby woda nie zalała mieszkań położonych poniżej. Zdarzało się bowiem, że osoby, które z powodu akcji gaśniczej czy ratunkowej poniosły straty, domagały się potem od strażaków odszkodowania. Inna sprawa, że żądania takie są bezzasadne, zgodnie z prawem strażacy mogą bowiem, gdy w grę wchodzi ludzkie życie czy mienie, stosować dowolne, byle skuteczne, metody działania. Aby jednak minimalizować dodatkowe zniszczenia, starają się ograniczać do minimum straty, jakie może spowodować akcja ratunkowa.
 
Tekst i foto: Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)