Wczoraj zakończył się jubileuszowy, 25. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej, który upłynął w atmosferze sztuki na światowym poziomie. Przez pięć dni widzowie w Bielsku-Białej mieli okazję do kontaktu z różnymi formami teatru, na ulicach można było spotkać turystów z wielu krajów świata, a w wybranych częściach miasta wyrosły plenerowe sceny. Na kolejną edycję tego wielkiego, międzynarodowego święta teatralnego będziemy musieli czekać dwa lata.
 
Tradycja tego festiwalu w naszym mieście sięga ćwierć wieku i łączy się w tym roku z jubileuszem 65-lecia bielskiego Teatru Lalek Banialuka. - Romantycy wierzyli, że lalka to aktor idealny, nie wnoszący do sztuki zbędnych, prywatnych emocji, precyzyjnie wykonujący polecenia. Więcej niż człowiek - mówi dyrektor Lucyna Kozień. - Z drugiej zaś strony, lalka bez animatora jest jak ciało bez duszy, osobowość animatora wypełnia, ożywia lalkę.
 
Kukły i maski
 
Jednym z przedstawień prezentowanych w pierwszym dniu festiwalu był ,,Krabat”, zrealizowany przez połączone grupy z Niemiec i Polski (Figurentheater Wilde&Vogel, Grupa Coincidentia, Florian Feisel). Na podstawie łużyckiej legendy artyści stworzyli poetycką opowieść, w której na tej samej płaszczyźnie występują aktorzy, kukły i maski. Spektakl był bogaty w średniowieczne i barokowe symbole śmierci. Nie brakowało w tej opowieści niepokoju, groteski i brutalności (scena, gdy jeden aktor tnie drugiego nożem była naprawdę realistyczna), a także wielu scen, które mogły widza zwyczajnie przestraszyć. Niezwykłą atmosferę tworzyła muzyka na żywo. Trudno się więc dziwić, że ,,Krabat” został nagrodzony przez jury festiwalu.
 
Drugiego dnia zaprezentowano nam sztukę Naville'a Trantera pt. ,,Punch i Judy w Afganistanie”. Autor stworzył unikatowy, rozpoznawalny styl, gdzie lalki - humanoidy są przedłużeniem jego ciała i myśli. Bywają jednak również jego przeciwnikami. Tranter bezwzględnie i z ogromnym dowcipem komentuje i wykpiwa absolutnie wszystko: od polityki po śmierć, tworząc teatr zaangażowany społecznie. Ten holenderski artysta odznacza się bogatym, niekiedy groteskowym poczuciem humoru, ale jednocześnie ogromnym talentem aktorskim. Wszystko to służy krytyce współczesnych mediów, kultury popularnej i konfliktów zbrojnych.
 
 - Teatr lalkowy nieczęsto angażuje się w bieżące sprawy, częściej spektakle te mają charakter uniwersalny. W przedstawieniu „Punch i Judy w Afganistanie” artysta bezpardonowo uderza w wojnę, Busha, Bin Ladena - tłumaczy Lucyna Kozień.
 
Katastrofa w szklance wody
 
Problemy współczesnej cywilizacji porusza także „Katastrofa” hiszpańskiego teatru Agrupación Senor Serrano. Bohaterowie przedstawienia, żelkowe miśki najpierw są zjadane przez artystów, a potem aktorzy przybierają ich postać. W ten sposób rozpoczyna się gra z widownią. Miniaturowy świat misiów na oczach widzów ulega zniszczeniu na skutek chemicznych reakcji. Misie po katastrofie budują nową cywilizację, którą opierają na przemocy, dyktaturze i równym podziale dóbr natury (popcornu). Pojawiają się nawiązania do zamachów z 11 września 2001 roku, fragmenty przemówień Hitlera, Putina oraz Busha.
 
 - Kiedy zaczynaliśmy próby, nasze podejście do tych chemikaliów było bardzo luźne. Mieliśmy podczas tych eksperymentów mnóstwo frajdy. Stwierdziliśmy, że są to proste rzeczy i możemy je spokojnie sami wykonywać. Jednak po dwóch tygodniach nasze ręce były kompletnie poparzone, dlatego pomoc fachowców okazała się konieczna - mówi jeden z aktorów, Alex Serrano.
 
Hiszpański performance widzowie obserwowali jednocześnie w dwóch planach - na scenie przyglądali się aktorom, którzy poddają miśki różnym eksperymentom, a jednocześnie dzięki kamerom rejestrują w ogromnym zbliżeniu kreowane na żywo sytuacje. W ten sposób widzowie śledzili drugi plan akcji na ekranach umieszczonych w obrębie przestrzeni scenicznej. Jury festiwalu uhonorowało ,,Katastrofę” za „alchemiczne kataklizmy”.
 
 - Większość działań, które wykonujemy podczas spektaklu raczej nikomu nie może zaszkodzić, jeśli jesteśmy ostrożni. Uprawiamy sztukę, ale nie myślimy o kontekście. Nie nam oceniać, czy to jest polityczne. Nasza grupa realizuje współczesne spektakle podejmujące aktualne tematy. Tak jest też z „Katastrofą”. Żyjemy w ciekawych, ale niespokojnych czasach. Mamy więc poczucie, że znaleźliśmy się w centrum katastrofy - dodaje Serrano.
 
Teatr tylko dla najmłodszych
 
Jedną z największych atrakcji tej edycji bielskiej imprezy był występ chińskiego teatru Shanghai Puppet Theatre, który zaprezentował spektakl pt. „Gęś i żaba oraz inne opowieści”, przeznaczony dla najmłodszych widzów. Zespół z Chin posługuje się wieloma rodzajami form lalkowych, a nawet stosuje animację jedwabiu. Niestety, spektakl był dostępny rzeczywiście raczej tylko dla najmłodszych widzów, bo zagrano go tylko raz i to w godzinach porannych.                                                      
Grand Prix festiwalu otrzymał spektakl pt. „Ziemia i wszechświat” irańskiego teatru lalek Yase Tamam. Sztuka powstała na kanwie opowieści pochodzących z poematu pt. ,,Masnavi Manavi”, autorstwa perskiego świętego i poety Molana. Jest to zachwycające i hipnotyzujące przedstawienie pełne uniwersalnych prawd o wierze, wolności i religii. W spektaklu znaczącą rolę odgrywa scenografia tworzona na oczach widza z sukien noszonych przez aktorki. Na scenie dominował kolor biały, który na fladze Iranu symbolizuje pokój, a także błękitny, który w kulturze islamu oznacza bezpieczeństwo i ochronę.
 
Podobać się mogły również spektakle plenerowe, jak np. ,,Planeta Lem” Teatru Biuro Podróży z Poznania. Niemałe emocje wśród zagranicznej publiczności wzbudziły pozakonkursowe przedstawienia bielskiego Teatru Lalek Banialuka.

Agnieszka Pollak-Olszowska
Foto: D.Dudziak