Skończyło się na dwóch edycjach. Konkurs, skierowany głównie do rad osiedlowych i stowarzyszeń, spotkał się z umiarkowanym przyjęciem mieszkańców Bielska-Białej. Zaowocował jednak całkiem udanymi pomysłami na tzw. zielony zakątek. Niektóre nawet zostały zrealizowane. Czy podobne inicjatywy mają sens? W jaki sposób zmobilizować ludzi do troski o własne podwórko?
 
Bielsko-Biała ma opinię jednego z najbardziej zielonych miast w Polsce. Przeciętnemu Polakowi Beskidy kojarzą się ze świeżym powietrzem, rekreacją w terenie, pośród lasów i łąk. Tymczasem, co potwierdzają niektóre statystyki, stolicę Podbeskidzia wyprzedzają m.in. Chorzów czy Katowice.
 
W czynie społecznym
 
Konkurs „Zielony Zakątek” sygnowany przez Grażynę Staniszewską, dawną eurodeputowaną, a dziś przewodniczącą Towarzystwa Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia, miał na celu wskrzeszenie, powstanie zielonych enklaw, gdzie każdy mógłby wypocząć po dniu ciężkiej pracy. W założeniu nie chodziło o wielkie projekty, ale właśnie o pomysły w skali mikro. - O zagajnik, placyk, kawałek lub całą uliczkę, która za sprawą mieszkańców zmieniłaby swój wygląd i stała się sympatycznym, zielonym miejscem. To mógł być skwerek na osiedlu, kilka metrów uporządkowanych ze śmieci, na których można było zasadzić drzewa - mówi Grażyna Staniszewska. Tak, jak uczyniła to Rada Osiedla Bielsko Południe, której członkowie nie tylko uporządkowali teren przed siedzibą rady, ale również postarali się, aby okazały dąb rosnący nieopodal ulicy Reymonta zyskał miano pomnika przyrody.
 
 - Udało nam się tego dokonać. Drzewo jest dla nas symbolem dawnych czasów. Wcześniej teren wokół niego był bardzo zaniedbany, ludzie wyrzucali tam śmieci - wspomina Tadeusz Wojciuch, szef RO Bielsko Południe.
 
Zieleń zamiast betonu
 
Do konkursu zgłosiło się kilka drużyn. Każda zaprezentowała projekt zielonego zakątka, który miał powstać z pomocą lokalnych przedsiębiorców i społeczników. Doceniono pomysły z Górnego Przedmieścia (plac zabaw dla dzieci), Straconki, Białej Wschód. Nie wszystkie zrealizowano. Ale cel został osiągnięty. Ludzie zainteresowali się własną dzielnicą. Zaczęło im zależeć.
 
Na zaproszenie eurodeputowanej uczestnicy konkursu w poszukiwaniu ciekawych rozwiązań udali się do Brukseli, gdzie zwiedzili zielony szlak parków, skwerów i placów. A na każdym z nich dało się zauważyć tendencję powrotu do natury. - U nas się wszystko betonuje, a tam następuje od tego odwrót. Miastu przywracane są tereny zielone. To niesamowite - podkreślał jeden z uczestników wyprawy, członek Rady Osiedla Bielsko Południe.
 
Śniadania na trawie
 
Uczestnikom konkursu zamarzyły się także otwarte debaty na trawie, które miałyby dotyczyć zielonej przestrzeni Bielska-Białej. Udział w tych dość nietypowych śniadaniach mieliby brać urzędnicy, eksperci i mieszkańcy miasta. Pomysł nie taki znowu nowatorski, bo np. w Warszawie podobne spotkania odbywają się już od dawna. I przynoszą wymierne efekty.
  
Co zatem stanęło na przeszkodzie, aby idea zielonego zakątka w Bielsku-Białej mogła się rozwijać? - Myślę, że ludzie trochę się zniechęcili. Przygotowali ciekawe projekty, a one nie doszły do skutku - zastanawia się Staniszewska. Podkreśla jednak, że są jeszcze szanse, aby je reaktywować. Podobnie zresztą jak samą ideę zielonych enklaw w każdej bielskiej dzielnicy. - To mógłby być konkurs na najpiękniejszy balkon, działkę. Tak, aby na powrót zmobilizować mieszkańców do działania - dodaje.
 
Redakcja naszego portalu chętnie obejmie patronat nad nową inicjatywą, aby pokazywać najciekawsze pomysły i realizacje.
 
Katarzyna Górna-Oremus