Incydenty związane z wjazdem quadów, skuterów śnieżnych, motocykli crossowych czy samochodów terenowych na szlaki turystyczne i inne ścieżki leśne nie od dziś spędzają sen z powiek służbom porządkowym. Jedna ze stron internetowych odnotowująca takie przypadki w Beskidach w ostatnich miesiącach naliczyła 74 zgłoszenia dotyczące łamania prawa przez leśnych piratów.
 
Skończyła się zima, gdy po beskidzkich lasach hulał nie tylko wiatr, ale i skutery śnieżne. O ile turyści często odwiedzający okoliczne szlaki mają jeden problem z głowy, to wiosna przyniosła ich jeszcze więcej. Na ścieżkach przeznaczonych dla pieszych pojawiły się quady, motocykle crossowe i samochody terenowe.
 
Uciekają od hałasu
 
Wjazd pojazdów silnikowych na teren leśny jest niedozwolony, ale kierowcy maszyn są niemal nieuchwytni. Pojawienie się tych nieproszonych gości jest utrapieniem dla ludzi i zwierząt, które płoszą się i uciekają byle dalej od hałasu. Biorąc pod uwagę ekspansję ludzką w góry, z czasem tych kryjówek będzie mniej i będą stawały się łatwiejszym łupem dla drapieżników. Zjazd na tereny leśne grozi mandatem w wysokości do 500 zł lub sądem, lecz amatorów jazdy na dziko nie brakuje.
 
Bielscy policjanci już wiele miesięcy temu wypowiedzieli wojnę leśnym piratom, rozpoczynając akcję „Quad”. Jak dowiedzieliśmy się w Komendzie Miejskiej Policji w Bielsku-Białej, działania tego rodzaju są nadal prowadzone. - Nie informujemy kiedy i gdzie jest przeprowadzana, by nie wypłoszyć kierowców nielegalnie wjeżdżających na tereny leśne - wyjaśnia kom. Elwira Jurasz. - Najintensywniejsze działania prowadzi Komisariat II, który odpowiada m.in. za bielskie Błonia i masyw Koziej Góry. Sporo pracy mają policjanci w Szczyrku. Akcję prowadzimy wspólnie ze Strażą Leśną, GOPR, leśnikami, Zielenią Miejską i myśliwymi.
 
Tylko na gorącym uczynku
 
KMP w Bielsku-Białej dysponuje quadem, który używany jest w czasie akcji prewencyjnych. Funkcjonariusze mają jednak zdecydowanie więcej pracy w centrum miasta, dlatego walką z leśnymi piratami zajmują się głównie w weekendy. Patrolują przed wszystkim okolice Straconki i Błoni. Coraz częściej pojazdy mechaniczne pojawiają się również na ścieżce rowerowej wzdłuż Białej w Mikuszowicach. Informacje o przypadkach łamania prawa pochodzą głównie od pieszych i rowerzystów.
 
 - Oczywiście, reagujemy na takie zgłoszenia, ale gdy docieramy na miejsce, najczęściej nie ma śladu po kierowcy. Sprawcę trzeba przyłapać na gorącym uczynku. Dlatego prosimy świadków, aby robili zdjęcia, jeśli mają przy sobie aparat. Nawet wtedy, gdy pojazd nie ma rejestracji. Wystarczy wysłać maila do naszej komendy. Np. szczyrkowscy policjanci dzięki fotografii namierzyli kierowcę quada zjeżdżającego ze Skrzycznego w kierunku Godziszki - przekonuje Elwira Jurasz.
 
Jak na razie, policja nie odnotowała na terenach leśnych poważniejszych wypadków z udziałem pojazdów silnikowych. Ale o nieszczęście nie jest trudno. Niedawno na Skrzycznem mundurowi zatrzymali pijanego kierowcę.
 
Brakuje pieniędzy na inwestycje
 
Intensywną walkę z tym procederem prowadzi Straż Leśna, która codziennie patroluje teren, oraz służby leśne, a więc leśniczowie i podleśniczowie z uprawnieniami strażnika leśnego. Nadleśnictwo Bielsko organizuje wspólne akcje z GOPR oraz Strażą Leśną Nadleśnictwa Ustroń i Wisła. - Straż wyposażona jest w samochód terenowy Toyota Hilux i skuter śnieżny, a większość leśniczych oraz podleśniczych posiada samochody terenowe - informuje bielski nadleśniczy Hubert Kobarski. - Najczęściej do nielegalnych wjazdów dochodzi na szlakach turystycznych w rejonie Klimczoka, Szyndzielni, Błatniej, Skrzycznego i Magurki Wilkowickiej oraz na drogach leśnych.
 
Ale każdy kij ma dwa końce. Miłośnicy jazdy terenowej w naszym regionie nie mają tras, gdzie mogliby oddać się swojej pasji. Wyjątkiem jest Wisła, w której można legalnie poszaleć. W poszukiwaniu atrakcyjnych zakątków miejscowi zapaleńcy wybierają się za południową granicę kraju. Jak na razie niewiele wskazuje na to, by podobne tory mogły powstać w innych beskidzkich miejscowościach. Na ogół brakuje pieniędzy na inwestycje, a wiele terenów objętych jest programami ochrony przyrody.
 
Intruzami w górach czują się także downhilowcy, którzy ze względu na brak wyznaczonych tras zagrażają często bezpieczeństwu na szlakach pieszych wędrówek.
 
Paweł Hetnał