Mieszkanka Bielska-Białej ma działkę w dzielnicy Kamienica. I jednocześnie wielki kłopot. Bo sąsiad, mający położoną wyżej parcelę, nie dba o rów melioracyjny. W efekcie działka bielszczanki jest notorycznie zalewana wodą i momentami przypomina basen. Ratusz wie o sprawie i stara się właściciela wyższej parceli zmusić do udrożnienia rowu. Na razie bez skutku. Dlaczego?
 
Problem dotyczy działki przy ulicy Łowieckiej, leżącej u podnóża pochyłego terenu. Żeby powstrzymać naturalny spływ wody deszczowej, na leżących na pochyłości parcelach wykonano rowy melioracyjne. Mają one nadmiar deszczówki odprowadzić ze zbocza tak, aby położone poniżej grunty nie były przez nią zalewane. Niestety, nie wszystkie rowy utrzymane są w odpowiednim stanie. Najgorzej wygląda rów na parceli, której właściciel mieszka w... Kołobrzegu! Czyli na drugim końcu Polski.
 
Jak mówi bielszczanka, do której należy działka u podnóża pochyłości terenu, mieszkaniec Kołobrzegu nie zawraca sobie głowy swoją bielską nieruchomością, bywa na niej sporadycznie i zwyczajnie o działkę nie dba. W efekcie rów melioracyjny, znajdujący się na jego parceli, zarósł ziemią, trawą i liśćmi. Więc o spełnianiu należącej do niego roli mowy nie ma. Skutek tego zaniedbania jest dla bielszczanki tragiczny. Co rusz zboczem suną w dół olbrzymie ilości wody, która zalewa potem jej działkę. Woda uszkodziła już bramę wjazdową i płot, podmyła fundamenty domku letniskowego. Nadmiar wody sprawia także, że gniją korzenie rosnących na działce drzew. Sprawa jest więc poważna.
 
Mieszkanka Bielska-Białej latem ubiegłego roku o swoim problemie powiadomiła Urząd Miejski. Ratusz zbadał sprawę i uznał, że bielszczanka ma rację. Bo Prawo wodne zobowiązuje właścicieli gruntów do utrzymania we właściwym stanie znajdujących się na nich urządzeń melioracji wodnych. A rowy melioracyjne zaliczane są do takich urządzeń. Więc mieszkaniec Kołobrzegu ma obowiązek dbać o rów melioracyjny znajdujący się na jego bielskiej działce.
 
I ratusz zaczął słać do Kołobrzegu pisma, w których wzywa właściciela działki przy ulicy Łowieckiej do udrożnienia zatkanego rowu. Tyle że nie robią one na nim żadnego wrażenia, bo rów jak był zatkany, tak nadal jest. - Czas mija, a jedyny efekt to rosnący stos papierów dotyczących tej sprawy - mówi nie kryjąc irytacji bielszczanka mająca działkę w Kamienicy.
 
 - Problem polega na tym, że choć prawo zobowiązuje właściciela gruntu do utrzymywania rowów melioracyjnych w odpowiednim stanie, to jednocześnie jako samorząd nie mamy prawnych instrumentów umożliwiających zmuszenie opornego właściciela do przestrzegania tego prawa. Mandaty nie wchodzą w tym przypadku w grę. Nie możemy też zlecić wykonania tych prac specjalistycznej firmie, a potem rachunkiem obciążyć właściciela działki, bo nie mamy prawa wejść na cudzy teren. Jedyne, co możemy, to oddać sprawę do sądu i tak najprawdopodobniej stanie się w tym przypadku - mówi Tomasz Ficoń, rzecznik prasowy bielskiego Urzędu Miejskiego dodając, że ratusz czeka jeszcze na reakcję mieszkańca Kołobrzegu na ostatnie, wysłane niedawno, pismo w tej sprawie. Jeśli reakcji nie będzie, przyjdzie miastu skierować sprawę do sądu.
 
Sławomir Horowski (Kronika Beskidzka)