W 2032 roku liczba mieszkańców Bielska-Białej zmaleje do 157 tys. - prognozuje Główny Urząd Statystyczny. W bielskim ratuszu stwierdzono, że nie ma co czekać na taki rozwój wypadków. Trzeba stworzyć program, który sprawi, że młodzi, wykształceni bielszczanie będą pozostawać w rodzinnym mieście, a bielskie rodziny nie będą szukać lepszych warunków do życia w gminach powiatu bielskiego.
 
Na alarm uderzyła radna Grażyna Staniszewska mówiąc, że w 2000 roku Bielsko-Biała liczyło 178 tys. mieszkańców, teraz ma ich 169 tys., czyli aż o dziewięć tysięcy mniej, a według prognoz GUS, w roku 2032 bielszczan będzie mniej o kolejne 12 tys., czyli 157 tys. W ciągu najbliższych dwóch dekad na niekorzyść zmienić się ma także struktura wiekowa mieszkańców miasta. Dziś osób w najbardziej produktywnym wieku od 18 do 44 lat jest ponad 68 tys., a osób po sześćdziesiątce - 39 tys. W roku 2032 osób w wieku 18-44 ma być 46 tys., a osób liczących ponad sześćdziesiąt lat - 47 tys.
 
Aby ten niekorzystny trend demograficzny zmienić, bielska radna proponuje dwa rozwiązania. Po pierwsze, opracowanie programu, który sprawi, że młodzi ludzie, których dziś miasto traci bezpowrotnie, będą pozostawali nad Białą czy wręcz będą tu przybywali z innych miejscowości. Taki program, zdaniem Grażyny Staniszewskiej, realizuje na przykład Wrocław, ma doskonałe efekty i należy wziąć przykład ze stolicy Dolnego Śląska.
 
Drugi pomysł radnej na przeciwdziałanie zmniejszaniu się liczby bielszczan, to tworzenie terenów zielonych w różnych rejonach miasta, w tym na osiedlach mieszkaniowych lub w ich sąsiedztwie. Bo brak zieleni i miejsc do wypoczynku przyczynia się do tego, że spora grupa bielszczan rezygnuje z życia w blokach na rzecz własnych domów. A że w mieście działek pod budowę domów brakuje, zaś w gminach powiatu bielskiego jest ich dużo, więc bielszczanie tam się wyprowadzają. Zdaniem Grażyny Staniszewskiej, przy realizacji obu pomysłów wiodących do zatrzymania spadku liczby mieszkańców bielski samorząd powinien korzystać ze środków finansowych dostępnych w ramach unijnych programów.
 
Prezydent Bielska-Białej Jacek Krywult z bielską radną w pełni zgadza się tylko w jednym - że trzeba korzystać z każdej nadarzającej się okazji, aby sięgać po zewnętrzne wsparcie finansowe. I deklaruje, że tak jak dotąd, będzie to robił. Co do topniejącej liczby bielszczan, szef ratusza ma już inne zdanie. Według niego Grażyna Staniszewska posłużyła się złymi danymi i porównała liczbę osób zameldowanych w Bielsku-Białej na stałe i czasowo z liczbą osób zameldowanych na pobyt stały. I przez to wyszła tak duża, bo wynosząca 9 tys. osób, różnica. Tyle że według bielskiego prezydenta, różnica ta mija się z rzeczywistością.
 
 - Od roku 2002 do roku 2011 liczba mieszkańców miasta zmniejszyła się tylko o około dwa tysiące - mówi Jacek Krywult, który jako starą i nietrafioną ocenia prognozę demograficzną GUS dla Bielska-Białej. Bo, jak podkreśla bielski prezydent, od kilku lat w mieście jest dodatni przyrost naturalny, co dowodzi, że prognoza zapowiadająca drastyczny spadek liczby bielszczan była chybiona.
 
Szef ratusza zgadza się także z opinią Grażyny Staniszewskiej, że w mieście są potrzebne zielone zakątki oraz parki, ale dodaje, że takie inwestycje są od lat realizowane. Zaś tworzenie przez miasto zielonych, rekreacyjnych terenów na osiedlach mieszkaniowych jest niemożliwe z jednego, ale bardzo istotnego powodu - tam grunty należą nie do miasta, tylko do spółdzielni mieszkaniowych.
 
Sławomir Horowski (Kronika Beskidzka)