Ponad rok temu władze Bielska-Białej zdecydowały się wykorzystać na większą skalę kolektory słoneczne, instalując je w kilku gminnych obiektach. Najwięcej, bo aż kilkadziesiąt słonecznych paneli zainstalowano przy krytej pływali „Troclik”. Po to, aby tanim kosztem podgrzewać wodę wykorzystywaną przez kąpielisko.
 
Inwestycja była możliwa dzięki finansowemu wsparciu Funduszu Ochrony Środowiska oraz ekofunduszu, o co od dłuższego czasu starały się władze gminy. Miała na celu osiągnięcie przez gminę zarówno korzyści ekonomicznych, w postaci obniżenia kosztów funkcjonowania basenu, jak i walor poznawczy. Bielscy włodarze chcieli sprawdzić, czy montaż kosztownych kolektorów jest opłacalny i czy warto w przyszłości nadal w nie inwestować i wyposażać w nie inne należące do gminy obiekty.
 
Takim polem doświadczalnym - z uwagi na jego duże potrzeby energetyczne - miał być właśnie basen „Troclik”. Zainstalowano tam również urządzenia pomiarowe, dzięki którym można na bieżąco śledzić ile energii uzyskuje się wprost ze słońca. Instalacja funkcjonuje już dość długo, przetrwała dwie zimy. Postanowiliśmy zobaczyć, jak w praktyce sprawdza się to rozwiązanie.
 
Piotr Sołtysek, pełnomocnik prezydenta miasta do spraw zarządzania energią wyjaśnia, że dzięki kolektorom udało się zaoszczędzić blisko 300 gigadżuli energii. Tyle bowiem energii potrzebnej do ogrzewania wody w basenie oraz na cele sanitarne uzyskano z tego ekologicznego źródła ciepła. Dużo to czy mało? Z uwagi na dużą złożoność zagadnienia trudno o jednoznaczną odpowiedź. Wskazówką może być to, iż koszt jednego gigadżula energii cieplnej dostarczanej do pływalni wynosi około 60 zł.
 
Z tym tylko - wyjaśnia Piotr Sołtysek - że jest to dość tania energia pochodząca z sieci ciepłowniczej. Gdyby do ogrzewania wody używano prądu, koszty byłyby niewspółmiernie większe i wtedy nawet kilkaset „darmowych” gigadżuli miałoby w przeliczeniu na pieniądze ogromną wartość. Bo instalowanie kolektorów słonecznych opłaca się głównie tam, gdzie są one alternatywą dla kosztownych źródeł energii (na przykład elektryczność), a zapotrzebowanie na wytworzone przez panele ciepło jest przez cały czas stałe.
 
Wtedy inwestycja zwraca się po kilku latach. Gdy jednak ciepło uzyskiwane w kolektorach ma zastąpić na przykład relatywnie tanią energię uzyskiwaną ze spalania węgla w przydomowej kotłowni, inwestycja taka zwróci się dopiero po co najmniej dwóch dekadach. Zwłaszcza, gdy ciepło z kolektorów nie jest w pełni wykorzystywane. Wtedy o opłacalności takiej inwestycji trudno mówić.
 
Praktyka pokazała, że z ekonomicznego punktu widzenia - przyznał Piotr Sołtysek - montaż kolektorów w „Trocliku” był opłacalny przy uwzględnieniu faktu, iż ich montaż w dużej mierze został sfinansowany z pieniędzy pochodzących z dotacji. - Gdyby w całości koszty te pokryła gmina, opłacalność tej inwestycji nie byłaby już tak oczywista - przyznał pełnomocnik. Dla laików ciekawe może być to, że działające przy „Trocliku” kolektory słoneczne sprawdziły się nie tylko latem, gdy na dworze był upał (co wydaje się oczywiste), lecz także zimą, gdy temperatury były niskie. Wystarczyło tylko, by świeciło słońce.
 
Zasada działania kolektorów jest prosta. Krążącą w ich specjalnie zaprojektowanym wnętrzu ciecz ogrzewają promienie słoneczne, po czym trafia ona do wymiennika ciepła. Tam ciepło z cieczy przekazywane jest wodzie wykorzystywanej potem do celów użytkowych. W lecie ciecz w panelach ogrzewa się do 100 stopni Celsjusza. Grozi to nawet uszkodzeniem instalacji. Aby temu zapobiec, kolektory wyposażone są w specjalne zabezpieczenia. Natomiast zimą, gdy tylko zaświeci słońce, temperatura cieczy osiąga około 40 stopni Celsjusza. - W okresie jesienno-wiosennym można uzyskać od 40 do 50 stopni - dodaje Piotr Sołtysek.
 
Wynika więc z tego, że kolektory produkują ekologiczną energię bez względu na porę roku. Byle tylko niebo nie było pochmurne. Inną kwestią jest to, jak długo taka instalacja może działać. Czy wydatki poniesione na jej zainstalowanie zdążą się zamortyzować? - Jak dotąd w Bielsku-Białej najdłużej funkcjonują kolektory słoneczne zainstalowane ponad dziesięć lat temu w domu pomocy „Samarytanin” i z tego co wiem, działają do tej pory bezawaryjnie - tłumaczy Piotr Sołtysek dodając, że również te zainstalowane przez gminę, choć pracują dopiero ponad rok, działają bez zarzutu.
 
Największym problemem byli wandale, którzy próbowali już raz porozbijać kamieniami wykonane ze szkła panele słoneczne. Incydent ten miał miejsce przy „Trocliku”. Na szczęście, zanim zdołali wyrządzić większe szkody, zostali złapani. Od tego czasu nie było już takich wybryków, a żeby się przed nimi dodatkowo uchronić, „kruche” panele zostały dodatkowo zabezpieczone metalowymi siatkami.
 
Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)