Duża porażka czy mała klęska?
Rozmowa z Mariuszem Wiktorowiczem, trenerem siatkarek BKS Aluprof
Jest Pan już po rozmowach z zarządem klubu?
- Tak, wspólnie podsumowaliśmy sezon. Moja umowa jest aktualna do końca czerwca. Do połowy kwietnia czekam na decyzję zarządu co do przedłużenia kontraktu. Chciałbym nadal uczestniczyć w budowie zespołu i być pierwszym szkoleniowcem. Jestem już w tym klubie pięć lat. To spory bagaż doświadczeń. Teraz spokojnie czekam na ruch ze strony działaczy.
Gdyby zarząd zaproponował Panu powrót na stanowisko asystenta pierwszego trenera, zdecydowałby się Pan na taki kontrakt?
- Zdecydowanie, nie! Jedynie co mogłoby mnie skłonić do ponownego objęcia stanowiska drugiego trenera, to przyjście do klubu zagranicznego trenera o uznanej marce. Człowiek uczy się całe życie i jeśli byłaby taka okazja, to podglądałbym warsztat trenerski takiego człowieka i nabywał nowych doświadczeń.
Zabrakło zdrowia i pieniędzy
Czwarte miejsce na zakończenie sezonu, to sukces czy porażka Pańskiego zespołu?
- Po ostatnim meczu w sezonie nikt nie był zadowolony. Wszyscy czuliśmy niedosyt i rozgoryczenie, że nie został osiągnięty cel, jakim było zdobycie medalu mistrzostw Polski. Patrząc jednak na to, jakie zespoły nas wyprzedziły, to trzeba stwierdzić, że przegraliśmy z klubami silniejszymi kadrowo i finansowo. Na pozyskanie tak klasowych zawodniczek, jakie są w Muszynie czy Sopocie, potrzebne są duże środki. Zespół BKS był jednak budowany pod kątem zdobycia medalu i był on naprawdę blisko.
Co się zatem stało, że nie zrealizowaliście celu, z jakim przestępowaliście do rozgrywek?
- Teraz można sobie pogdybać, co by było, gdyby w czerwcu nie gruchnęła wieść o poważnej kontuzji Natalii Bamber-Laskowskiej, naszej podstawowej atakującej. Natalia potrzebowała 3-4 miesięcy, żeby w ogóle wrócić do treningów. Kontuzji nabawiła się także druga kluczowa zawodniczka naszej drużyny, Agata Sawicka - podstawowa libero. Na tych siatkarkach miała się opierać siła zespołu. Podobnych sytuacji losowych mieliśmy więcej. Pod koniec stycznia wypadła nam przecież podstawowa środkowa Alexis Crimes, która zdobywała średnio 14-15 punktów na mecz. Pozostaliśmy z dwiema środkowymi, w tym z Sylwią Pelc, która jeszcze nigdy nie grała o medale. Dziewczyny z tej pozycji były mocno eksploatowane i efekt tego jest taki, że Gabriela Wojtowicz przejdzie niebawem operację kolana.
Czego, oprócz zdrowia, zabrakło Pańskiemu zespołowi?
- Sezon był krótki, ale intensywny. Graliśmy co trzy dni. Do tego doszły występy w Pucharze CEV, w którym walczyliśmy jak równy z równym z Uraloczką Jekatyrenburg i Yamamay Busto Arsizio. Ktoś mógłby powiedzieć, że wyeliminowaliśmy ekipę, w której nie było podstawowych zawodniczek. Prawda jest taka, że w ekipie Nikołaja Karpola zabrakło tylko jednej - Jewgieniji Estes. Z Włoszkami, które zdobyły ostatecznie Puchar CEV, odpadliśmy dopiero po złotym secie. Oczywiście, ten zespół „falował”, ale to był wynik młodości, intensywności sezonu i niezgrania poszczególnych zawodniczek. Uważam, że sezon nie jest do końca stracony.
Będzie rewolucja w drużynie
Prezes Czesław Świstak, zawiedziony brakiem medalu na rocznicę 90-lecia założenia klubu, już zapowiedział szereg zmian. Zespół opuszczą niemal wszystkie zawodniczki z zagranicy. Kontrakt kończy się także Joannie Frąckowiak i Natalii Bamber-Laskowskiej.
- Należy drużynę budować konsekwentnie. Prezes Świstak zapowiedział rewolucję, ale trzeba się dokładnie zastanowić, jak ona ma wyglądać. Są dwa sposoby budowania drużyny. Można ściągnąć gwiazdy za duże pieniądze i liczyć na sukces, choć takie zabiegi często są ryzykowne i nie przynoszą pożądanych skutków. Można również spokojnie pracować i dokonywać przemyślanych ruchów transferowych. Budowanie takiego zespołu trwa 2-3 lata, ale przykład ZAKS Kędzierzyn Koźle pokazuje, że warto być cierpliwym.
Przedsezonowe transfery były trafione?
- Przed sezonem opuściły nas grające od trzech lat w Bielsku-Białej siatkarki, które były zgrane i doświadczone. Po ich odejściu musieliśmy odmłodzić i przeorganizować skład. Doszły więc młode i perspektywiczne dziewczyny z kraju oraz średniej klasy zawodniczki z zagranicy, bo na takie było nas tylko stać. Joanna Wołosz i Klaudia Kaczorowska były na zgrupowaniach reprezentacji i niemal z marszu przystąpiły do gry w lidze. Widać było, że brakowało im zgrania i dopiero trzytygodniowa przerwa na początku rozgrywek pozwoliła na intensywniejszy trening. Asia jest jedną z najlepszych rozgrywających w Polsce i to był naprawdę dobry transfer. Trochę zabrakło rywalizacji na jej pozycji, bo więcej spodziewałem się po Amerykance Cassidy Lichtman. Klaudia to też wzmocnienie dla BKS. Znam tę dziewczynę od lat i wiem, że stać ją na jeszcze lepszą grę.
Inne zawodniczki spełniły oczekiwania kierownictwa klubu?
- Jestem zadowolony z Sylwii Pelc, bo to dziewczyna ambitna i pracowita. Koleta Łyszkiewicz to siatkarka, która na stałe wejdzie do zespołu od przyszłego sezonu, ponieważ teraz jest w klasie maturalnej i trenowała z nami jedynie popołudniami. Ma znakomite warunki fizyczne. Liesbet Vindenvogel spisywała się poprawnie, choć zabrakło jej odpowiedniego zgrania z Wołosz. Gdyby ta para pracowała ze sobą w kolejnym sezonie, to mogłoby to wyglądać znacznie lepiej. Niewiele jednak wskazuje na to, ponieważ Belgijce wygasa kontrakt. Liesbet grała przyzwoicie, ale oczekiwanie wobec niej były zdecydowanie większe. W czasie sezonu przyszła Tamara Miyashiro i myślę, że wypełniła swoje zadanie. Podobnie jak Magda Banecka, która pojawiła się w tym samym czasie.
Szwankuje system szkolenia
Jakie cenzurki wystawiłby Pan pozostałym siatkarkom BKS?
- Natalia Bamber miała kontuzję i ciężko wchodziło się jej w sezon. Liczyliśmy, że pociągnie drużynę, ale niestety zdrowie nie pozwoliło. Karolina Ciaszkiewicz, to dziewczyna, która znakomicie wywiązywała się z roli kapitana. Czasami brak jej zimnej krwi. Gdyby pokazywała w meczu to co na treningu, stanowiłaby ścisłą czołówkę przyjmujących w kraju. Joanna Frąckowiak potrafiła wejść na parkiet z ławki rezerwowych i pociągnąć grę całej drużyny w ataku. Asia musi jeszcze poprawić atak z drugiej linii. Gabriela Wojtowicz rozegrała wreszcie pełny sezon. Spisywała się dobrze, ale intensywny okres okupiła kontuzją kolana.
W tej drużynie brakuje wychowanek. Po co wydawać wielkie pieniądze na transfery, kiedy można w klubie wyszkolić zawodniczki wysokiej klasy?
- To nie jest takie proste. W naszym klubie nieco szwankuje system szkolenia młodzieży. Zbyt mały nacisk stawia się na szlifowanie techniki, która jest podstawą. Od jakiegoś czasu staram się to zmienić. W tym roku stworzę kilkunastoosobową grupę młodych dziewcząt o odpowiednich predyspozycjach fizycznych, które będą trenowały wedle moich zaleceń.
Co w Pańskiej drużynie funkcjonowało najlepiej?
- Kompletując skład, od początku miałem na celu podwyższenie bloku i poprawę skuteczności w tym elemencie rzemiosła siatkarskiego. To się udało, bo mieliśmy bodaj najlepszy blok w lidze. Były przypadki, że tym sposobem zdobywaliśmy 20-25 punktów w meczu. Na pewno lepiej mogliśmy grać w przyjęciu.
Jakie momenty z minionego sezonu pozostaną najdłużej w Pańskiej pamięci?
- Na pewno mecze w Pucharze CEV. Najlepszy mecz, jaki rozegraliśmy w ostatnim sezonie, to jednak pojedynek z Atomem Trefl Sopot. Wygraliśmy wprawdzie ten mecz 3:0, ale każdy z setów rozstrzygał się w dramatycznych okolicznościach. Wytrzymaliśmy ostrą rywalizację punkt za punkt i w decydujących momentach wygrywaliśmy.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Paweł Hetnał
Artykuł wyświetlono 2591 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 7
sarcia
wiktorowicz odchodzi jednak-zobaczymy jak bedzie lubie Popika czy wezmie nasz klub? pewnie tak no i poczekamy na zawodniczki poki co prawie wszyscy odchodza -no na szczescie te amerykanki odchodza musimy miec jakis skład skoro do dąbrowy chcą glinke wraca szczurek-no zespol bedzie nie do zdobycia
stary kibic BKS - STAL
nie siatkowki w BKSie STALI BIELSKO zarzadzajacy klubem kiedy wy przejrzycie na oczy tyle kasy utopionej w bloto
atex
Również uważam, że najlepszym Elementem bialskiej drużyny jest TRENER WIKTOROWICZ!!!!!!!
bb
To był przyzwoity sezon. Może faktycznie braklo medalu ale tylko brązowy wchodził w grę. Ma rację trener Wiktorowicz. ALbo są pieniądze na gwiazdy i można od nich wymagać, albo trzeba budować zespół przez rok czy dwa i wtedy myśleć o wygrywaniu. Nie ma sensu coroczna wymiana kadry na trzeci czy czwarty garnitur.
100% BB
Sukcesem to bedzie moment kiedy BKS będzie odnosił takie same wyniki jak ma Bełchatów w siatkówce męskiej. Podobną rotacje mozna było zaobserwować w drużynie z Sopotu, nawet widmo bankructwa nie przeszkodziło w zdobyciu złota, co prawda MP, mocno naciągane, ale jednak tam rotacja sie, powiodła doskonale.
Kasia
Gratulacje Trenerze za sezon!!!Zdobycie 4 mniejsca to sukces przy takiej rotacji zawodniczek! Mam nadzieje, że zostanie Pan nadala nr 1 w naszej drużynie!!!

Klauzula informacyjna ›