Mieszkańcy ul. Łukasińskiego nie mogą dojść do porozumienia. Na prośbę części z nich kilka dni temu przy wjeździe postawiono znak zakazu postoju. Nie trzeba było wiele czasu, aby sąsiedzi wszczęli z tego powodu awanturę, której echa dotarły do Ratusza. Urzędnicy kiwają ze zdziwieniem głowami i trudno odmówić im braku dobrej woli.
 
O wybuchowej sytuacji na Łukasińskiego poinformowała nas Czytelniczka. - Czwartkowym popołudniem wyglądam sobie przez okno - napisała w mailu. - Patrzę, a tu Straż Miejska. Myślę - co się stało? Tutaj? Na naszej cichej ulicy? Przyglądam się i widzę, że jeden ze strażników robi zdjęcia kolejnym zaparkowanym autom. Pojazdów w sumie było ok. 100. Zaniepokojona wychodzę sprawdzić o co chodzi. Zostaję poinformowana przez strażników, że obowiązuje tu zakaz zatrzymywania i będziemy otrzymywać mandaty.
 
Na wniosek Rady Osiedla
 
Zdziwienie było tym większe, że jeszcze rano zakazu nie było. Wraz ze znakiem pojawiła się Straż Miejska. - Ktoś chce bezkarnie wyciągnąć od nas pieniądze i utrudnić nam życie! A chyba nie po to są powołane służby miejskie - żali się autorka listu. Postawieniu znaku jest jej zdaniem bezzasadne m.in. dlatego, że jest to ulica dojazdowa do domów jednorodzinnych i terenów działkowych, a więc użytkowana przez względnie wąskie grono osób.
 
 - Strażnicy karmili nas bajkami o sąsiedzie/sąsiadce, że niby ktoś do nich non stop dzwoni, żaląc się, że auta stoją częściowo na chodniku. Ale znaków chyba nie stawia się na życzenie staruszków czy też innych życzliwych sąsiadów. Zwłaszcza, że ruch pieszych tutejszymi chodnikami wynosi dwie osoby na godzinę. Dodam, że nie ma tu nigdzie miejsca parkingowego dla mieszkańców.
 
Wyjaśnianie sprawy rozpoczęliśmy w wydziale komunikacji bielskiego magistratu, gdzie każdorazowo musi być wydana zgoda na zmianę organizacji ruchu, która pozwala na ustawienie nowego znaku. Naczelnik Marek Stańco przyznaje, że wątpliwości mieszkańców zdążyły już do niego dotrzeć. Jest nimi zdziwiony, gdyż znak został ustawiony na wniosek Rady Osiedla, czyli mieszkańców.
 
Problemy z dojazdem karetki
 
 - Problem zgłoszono nam już rok temu. Chodziło o uporządkowanie parkowania na ul. Łukasińskiego. Sprawa trafiła do Komisji ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. W lipcu ub. roku zrobiono wizję w terenie z udziałem przedstawicieli Rady Osiedla, policji i innych służb. Choć były propozycje wprowadzenia ruchu jednokierunkowego, to ostatecznie zadecydowano o ustanowieniu zakazu parkowania po jednej stronie.
 
Naczelnik Stańco podkreśla, że parkowanie na Łukasińskiego było źródłem problemów, m.in. przy odśnieżaniu lub dojeździe karetki czy wozu strażackiego. Po obu stronach stały pojazdy, a na domiar złego często z naprzeciwka jechało inne auto.
 
 - Sprawa protestów trafiła do prezydenta i jest obecnie badana. Jeśli RO wycofa swój wniosek, możliwe, że znak zostanie usunięty. Trzeba jednak pamiętać, że to nie zlikwiduje problemu parkowania w tym miejscu - wyjaśnia naczelnik. - Nie jesteśmy w stanie chodzić po wszystkich domach i pytać komu takie rozwiązanie odpowiada, a komu nie. Radę Osiedla traktujemy jako przedstawiciela całej lokalnej społeczności. Osobiste pretensje nie będą brane pod uwagę, jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo, czyli np. przejezdność ulicy dla służb ratowniczych.
 
Żadnej listy nie ma
 
Komendant Straży Miejskiej, Mirosław Tronkowski: - Strażnicy nie przyjechali tam według własnego widzimisię. Proszę mi uwierzyć, że mamy wiele ważniejszych problemów niż koczowanie pod nowo postawionym znakiem, żeby wypisywać mandaty. Otrzymaliśmy zgłoszenie, na które musieliśmy zareagować. Zresztą nie pierwszy raz odebraliśmy zgłoszenie dotyczące tej ulicy.
 
Tronkowski podkreśla, że z jego wiedzy wynika, iż od momentu postawienia nowego znaku na ul. Łukasińskiego nie wystawiono ani jednego mandatu. - Mamy do dyspozycji różne środki. Nie musimy od razu karać mandatem i tak też staramy się robić zawsze w przypadku, kiedy dopiero nastąpiła zmiana przepisów.
 
Przy „ulicy niezgody” mieszka także radna Irena Edelman, która przyznaje, że wprowadzenie zakazu ją zaskoczyło. Dlatego zatelefonowała do przewodniczącej Rady Osiedla Biała Krakowska, a ta poinformowała ją, że decyzja o wystosowaniu wniosku w tej sprawie do wydziału komunikacji UM zapadła na jednym z zeszłorocznych zebrań. Przewodnicząca nie pamięta, ile osób było na zebraniu i ile podpisało się pod petycją. Żadnej listy nie ma.
 
Mieszkańcy prosili o zakaz?
 
Radna przyznaje, że dotychczas nie uczestniczyła w spotkaniach RO. Tłumaczy, że do jej skrzynki nigdy nie trafiła żadna ulotka z informacją o takim spotkaniu. Także autorka listu do naszej redakcji zapewnia, że od kiedy mieszka przy Łukasińskiego, czyli od 2008 roku nie słyszała o zebraniach. Dopiero kilka dni temu po raz pierwszy zobaczyła rozwieszone zaproszenia. Inna sprawa, że Czytelniczka uważa, iż „nie mieszka na osiedlu”, ale w domu jednorodzinnym i stąd do żadnej rady nie należy.
 
 - Temat ciągnie się od lat. Jest poruszany na każdym zebraniu sprawozdawczym - wyjaśnia naszemu portalowi przewodnicząca RO Biała Krakowska Gertruda Dobrowolska. - Ludzie już od dawna prosili, żeby wprowadzić możliwość parkowania tylko po jednej stronie, bo na ulicy panuje chaos.
 
Zdarzały się ponoć przypadki, kiedy właściciele domów lub ogródków działkowych znajdujących się na końcu ulicy mieli kłopoty z dojazdem do swoich posesji. Najgorzej jest w weekendy, kiedy w pobliskim Kolegium Nauczycielskim odbywają się zjazdy i studenci urządzają sobie na Łukasińskiego parking.
 
Na zebrania przychodzi kilka osób
 
 - Na lipcowej wizji z udziałem policji i straży nie pojawił się żaden mieszkaniec - podkreśla przewodnicząca. Zapewnia, że osobiście zawiadomiła wielu sąsiadów. - Wtedy rozpatrywaliśmy różne możliwości, m.in. wprowadzenia na Łukasińskiego jednego kierunku ruchu. Ostatecznie zadecydowano o postawieniu po lewej stronie znaku zakazu postoju. Wszyscy, dosłownie wszyscy, którzy mieszkają po tej stronie mają wjazd na swoje posesje! Sporządziliśmy specjalną listę i każdy kolejny numer nieparzysty ma wjazd do ogrodu. Zresztą, wiele tych po prawej stronie też. Miasto nie ma obowiązku zapewniania każdemu darmowego miejsca parkingowego.
 
Przewodnicząca nie kryje oburzenia, że mieszkańcy budzą się dopiero wtedy, kiedy coś się już wydarzy, a na spotkania RO przychodzi zaledwie kilka osób. Zapewnia, że informacje o zebraniach trafiają do skrzynek, przekazywane są przez listonosza, znajdują się w kościelnych gazetkach i na słupach. - Na spotkaniach są przedstawiciele władz miasta, policji, straży i spółek komunalnych. Można wszystko omówić i o wszystko zapytać.
 
Jej zdaniem, obecne rozwiązanie jest bardzo dobre. Identyczny zakaz wprowadzono kilka lat temu „piętro” niżej, na ul. Kazimierza Wielkiego. Przyjął się i ułatwia wszystkim życie.
 
Marta Polak