Dzięki uporowi rodziców i nauczycieli Ratusz wycofał się z planów likwidacji niektórych szkół w mieście. Dlaczego tak bardzo ważny dla bielszczan projekt nie doczekał się właściwych konsultacji społecznych? Do dzisiaj radni nie otrzymali odpowiedzi na wiele pytań dotyczących projektu, zwłaszcza w sprawach finansowych. Rodzice uczniów „samochodówki” obliczyli, że przeniesienie szkoły kosztowałoby... 700 tys. zł.
 
Kiedy w rozmowie z Janem Dzidą, przewodniczącym komisji edukacji i kultury bielskiej Rady Miejskiej próbowaliśmy ustalić, ile pieniędzy pozostanie w miejskim budżecie dzięki przeprowadzeniu reformy, usłyszeliśmy, że nie to jest najważniejsze. Zdaniem byłego dyrektora Delegatury Kuratorium Oświaty w Bielsku-Białej, chodzi głównie o poprawę jakości kształcenia i uporządkowanie bielskiego szkolnictwa. Tymczasem prezydent Bielska-Białej wielokrotnie podkreślał, że miasto do oświaty dokłada i że zmiany są niezbędne ze względów ekonomicznych. W sprawie reformy szkolnictwa w Bielsku-Białej istnieje więc sporo niejasności, choć chyba nikt nie ma wątpliwości, że restrukturyzacja jest konieczna.
 
Pytania bez odpowiedzi
 
Jak dotąd, odpowiedzi na wiele pytań nie doczekała się radna Grażyna Staniszewska. - Wielokrotnie prosiłam o konkretne informacje w sprawie finansów. Wysyłałam pisma do przewodniczącego Ryszarda Batyckiego i kolegi Jana Dzidy, a także dyrektora Jana Solicha. Chciałam, aby wpisano do przygotowanej przez mnie tabeli m.in. liczbę etatów nauczycielskich w poszczególnych placówkach, liczbę etatów administracji i obsługi, globalny koszt funkcjonowania szkoły, koszt na jednego ucznia, itd. Do dziś nie dostałam odpowiedzi. Widać prawo RP w gminie Bielsko-Biała nie obowiązuje - żali się radna i dodaje: - Gdybym miała te informacje, to potrafiłabym zaproponować prezydentowi mechanizmy racjonalizujące wydatki.
 
Okazuje się, że zdobycie dokładniejszych informacji o finansowych aspektach projektu jest rzeczywiście trudne. Gdy o nie poprosiliśmy, zarówno radny Dzida, jak i rzecznik bielskiego magistratu Tomasz Ficoń odesłali nas do Miejskiego Zarządu Oświaty. Rzecznik Ratusza wspomniał jedynie, że planowane zmiany mają na celu m.in. wyprowadzkę szkół z budynków, które gmina dotychczas wynajmowała od różnych podmiotów za czasem wysoką odpłatnością.
 
Także urzędnicy MZO nie potrafili nam pomóc w rozwikłaniu zagadek finansowych reformy. Wicedyrektor Janusz Kaps: - Pierwotne, ale powtarzam, pierwotnie mówiło się o oszczędnościach rzędu 3,5 mln zł. Ale teraz, kiedy z projektu usunięto niektóre pozycje, wiele się pozmienia. Urzędnik tłumaczy, że dokładne kwoty dotyczące konkretnych placówek będą znane wkrótce. - Dopiero w marcu lub kwietniu rada podejmie decyzje, które uruchomią dalszą procedurę. Pytany, czy w szacunkowym bilansie reformy uwzględniono np. odprawy dla nauczycieli oraz zasiłki dla osób, które nie uzyskają kolejnego zatrudnienia, podkreśla, że tego rodzaju wydatki sfinansuje państwo.
 
Wysokie koszty przeprowadzki
 
Dyr. Kaps powołuje się na przykład II LO sprzed ponad trzech lat. Jego zdaniem, przeniesienie „Asnyka” do nowego budynku kosztowało wtedy miasto... 20 tys. zł. Informacja brzmi niewiarygodnie, lecz jeśli nawet jest prawdziwa, to wydaje się, że planowana obecnie zmiana lokalizacji szkół będzie zabiegiem znacznie kosztowniejszym. Np. rodzice uczniów Zespołu Szkół Samochodowych i Ogólnokształcących opierają się na opinii rzeczoznawcy, który ocenia, że przeniesienie tej placówki do budynku przy ul. Sixta kosztowałoby... 700 tys. zł. Wysokie koszty przeprowadzki wynikają przede wszystkim z utraty specjalistycznego wyposażenia sal lekcyjnych.
 
Podobna sytuacja może mieć miejsce w placówce przy ul. Słowackiego 24, do której Ratusz zamierza przenieść uczniów likwidowanego Technikum nr 9 z klasami integracyjnymi. Koszty przeprowadzki są funkcją wydatków na przystosowanie gmachu dla potrzeb osób niepełnosprawnych (dojazd, wejście do szkoły, komunikacja wewnętrzna, toalety, sale, itp.). O realnych kosztach podobnych inwestycji doskonale wiedzą osoby upośledzone ruchowo, które próbowały kiedykolwiek wprowadzić choć jedną z tych zmian w swoich mieszkaniach.
 
 - Konserwator zabytków powiedział nam, że budynek przy ul. Sixta jest obiektem zabytkowym. Dlatego wbrew planom autorów reformy bielskiego szkolnictwa, nie będzie zgody na odtworzenie w nim pracowni samochodowych - tłumaczy pani Ela, mama drugoklasistki z „samochodówki”.
 
Nie tylko rachunek ekonomiczny
 
Na nieścisłości w projekcie restrukturyzacji wskazują także nauczyciele Zespołu Szkół Podstawowo-Gimnazjalnych w Kamienicy. - Wykonaliśmy ekspertyzę i okazało się, że na poddaszu nie da się zrobić dodatkowych sal - powiedziała nam Krystyna Szoblik z Komitetu Obrony Szkoły w Kamienicy. Wicedyrektorka SP 23 Anna Małecka-Puchałka dodaje, że przez dwa lata poprzedzające „konsultacje” projektu MZO nie przeprowadził na miejscu ekspertyzy, nie pytał dyrekcji o opinię.
 
Zakładany przez prezydenta Krywulta plan oszczędności wydaje się iluzoryczny także dlatego, że do likwidacji przeznaczono nie tylko „najdroższe” placówki. W przypadku szkół podstawowych najwyższy miesięczny koszt utrzymania jednego ucznia ma SP nr 6 (691 zł). Następne w kolejności są SP 38 i 26. Tymczasem na ostatniej sesji radni podjęli decyzję o likwidacji „piątki”. Programem restrukturyzacji objęto także gimnazja nr 10 i 22. Jeśli „dziesiątka” była w 2010 roku rzeczywiście najdroższa (699 zł), to argumenty finansowe MZO dotyczące „22” są chybione. Na drugim miejscu znalazło się Gimnazjum nr 8 (691 zł), na kolejnym - nr 3 (658 zł). Czy dlatego pod naporem społecznym Ratusz odstąpił w końcu od projektu likwidacji Gimnazjum nr 22?
 
Największe koszty wśród szkół ponadgimnazjalnych generował Zespół Szkół i Placówek Oświatowych (814 zł). Rachunek ekonomiczny uzasadnia likwidację, lecz należy pamiętać, że oprócz LO V, w skład zespołu wchodzi także Schronisko Młodzieżowe. Na liście najdroższych szkół nie ma natomiast Technikum nr 9. Mimo to, Rada Miejska zadecydowała o zakończeniu jego działalności.
 
Ile dokłada samorząd?
 
Dokonując bilansu wydatków na bielskie szkolnictwo zapomina się na ogół, jak ważne w nim miejsce zajmuje Miejski Zarząd Oświaty. Obecnie w szkołach pracuje ok. 2,7 tys. nauczycieli oraz ponad 1 tys. osób w administracji szkolnej. Tymczasem - jak obliczyła radna Staniszewska - koszt utrzymania MZO wzrósł od 1997 roku sześciokrotnie i w 2010 roku wyniósł niemal 6,4 mln zł. W tym czasie spadła liczba uczniów, za których gmina otrzymuje subwencje rządowe.
 
Prezydent skarży się, że są subwencje są za niskie i dlatego samorząd musi coraz więcej dokładać do oświaty z własnych dochodów. To prawda, w roku 2002 miasto dopłaciło ponad 63 mln zł, a w ciągu ośmiu kolejnych lat kwota ta wzrosła do 90 mln zł. Co ciekawe jednak, o ile w przypadku szkół podstawowych i gimnazjalnych w 2010 roku gmina musiała dopłacić ok. 36 mln zł, to na szkołach ponadgimnazjalnych... zaoszczędziła 7 mln zł (dotacja z budżetu państwa - niemal 95 mln zł, wydatki gminy - 88 mln zł).
 
Marta Polak

PS. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 3 kwietnia 2006 r. orzekł, iż argumenty natury ekonomicznej nie mogą być główną przesłanką likwidacji szkół. Sąd stwierdził, iż organy gminy, podejmując działania zmierzające do reorganizacji placówek oświatowych, są zobowiązane uwzględnić stanowisko społeczności lokalnej, w tym protesty przeciwko likwidacji szkoły.

Foto: Marek Kocjan