Z europosłanką Różą Thun na temat umowy ACTA rozmawia Piotr Maciążek

Czy europosłowie zdawali sobie sprawę z narastającego napięcia w sprawie ACTA jeszcze przed wybuchem społecznych niepokojów? Czy przeczuwali, że mogą być tak duże i gwałtowne?

 - Duże niezadowolenie było widoczne już 24 lutego 2010 roku, kiedy w Brukseli byliśmy świadkami zorganizowanych protestów, a socjaliści przedstawili projekt rezolucji, który właściwie zakazywał ACTA.

Zabrakło konsultacji społecznych

Jak Pani głosowała w sprawie tej rezolucji?

 - Wstrzymałam się od głosu. Sprawa nie jest tak jednoznaczna, jak wielu z nas myśli. Moi doradcy twierdzą np. że generalnie ACTA, to przepisy walczące z podróbkami. Część dotycząca internetu jest nieduża. Zwracano mi uwagę na to, że ACTA może uderzyć w działalność portali aukcyjnych, np. Allegro, i to chyba najbardziej realne niebezpieczeństwo.

Media nie wspominają w zasadzie o podróbkach. Nagłaśniają głównie kwestię praw intelektualnych. Także protestujący na ulicach koncentrują się na internecie i kwestiach praw do plików muzycznych, tekstów, obrazów. Tymczasem jak Pani mówi, tym problemem umowa ACTA poświęca najmniej miejsca. Skąd wynika ta rozbieżność opinii?

 - Jestem przekonana, że za mało było konsultacji społecznych w sprawie ACTA. Później to niedoinformowanie dało o sobie znać w setkach maili. To były wiadomości niesłychanie naładowane emocjonalnie. Obywatel musi się czuć komfortowo w procesie stanowienia prawa. Trzeba mu wyjaśnić przepisy od „a” do „z”, w tym przypadku tak się nie stało.

Chodzi głównie o e-handel

Jaki był wynik głosowania nad wspomnianą przez Panią rezolucją socjalistów?

 - Nie przeszła, minimalną liczbą głosów. Była zbyt skrajna, bo przecież sprawa nie jest jednoznaczna. Trzeba chronić zarówno wolność słowa, jak i wartość intelektualną. Mój syn gra na perkusji, wydał płytę i mimo młodego wieku, podchodzi do sprawy ACTA zupełnie inaczej niż jego rówieśnicy, którzy wyszli na ulicę. Proszę zauważyć, że walka z podróbkami jest koniecznością i trzeba ją prawnie uregulować. Podróbki, to nie tylko ubrania, ale np. leki. Widziałam też niedawno podróbkę piły motorowej, która wyglądała jak oryginał ze Stihla. Przestawiono w nazwie tylko kilka literek. Przecież takie rzeczy mogą nawet zabić, one nie przechodzą testów wytrzymałości!

Tworzy Pani prawo nie tylko dla swojego syna, ale całego pokolenia, które niepokoi się o możliwość swobodnego wypowiadania się w sieci. Być może jednak nacisk europosłów na problemy podróbek spoza sieci jest zbyt duży i powinni bardziej skupić się na samym internecie, który interesuje młodych ludzi?
 
 - Myślę, że innym problemem jest właśnie to, że prawo tworzą starsi ludzie (śmiech), a młodsi muszą się do niego stosować. Wracając do tematu, przykład piły czy leków w takim samym stopniu dotyczy sieci, co rzeczywistego życia. Niezwykle istotne w sprawie ACTA jest to, by były to zapisy prawne, które pobudzą konsumentów do wydawania pieniędzy w sieci, ale także zapewnią im bezpieczeństwo zakupów. E-handel był dla twórców ACTA jedną z najważniejszych spraw do uregulowania. Ważniejszą niż nagłaśniane prawa intelektualne. Przecież chodzi o życie ludzkie, które może być zagrożone w rezultacie rozpowszechniania tych podróbek.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Piotr Maciążek