W ciągu kilku pierwszych dni stycznia bielscy strażacy odnotowali aż dziesięć pożarów koszy na śmieci ustawionych na ulicach i w osiedlach, w tym czterech wielkich plastikowych „dzwonów” na posegregowane odpadki. Trudno mówić o pladze, lecz zjawisko to przybrało bardzo niepokojące rozmiary. Zwłaszcza że to najprawdopodobniej celowe podpalenia.
 
W przypadku zwykłych ulicznych koszy na śmieci można jeszcze mówić o przypadkowym zaprószeniu ognia lub głupocie kogoś, kto wrzuca do wnętrza wypełnionego odpadkami plastikowego pojemnika niedopałek. Lecz jeśli chodzi o ogromne kontenery przeznaczone na papier szkło czy plastik, o przypadku mowy być nie może. Nikt nie ma bowiem powodu, aby gasić w nich papierosy.
 
Tym bardziej, że wszystkie duże kontenery, które płonęły w ostatnim czasie, były przeznaczone na plastikowe odpadki. A to może oznaczać, że ktoś podkładając ogień dobrze wiedział, jaki pożar może to wywołać. Nie dość, że sam plastikowy kontener płonie ogromnym ogniem, wydzielając przy tym mnóstwo silnie toksycznych oparów, to pożar potęguje jego łatwopalna zawartość.
 
Co może oznaczać taki pożar? Nietrudno się domyślić, zważywszy że kontenery do selektywnej zbiórki odpadów ustawiane są na osiedlach mieszkaniowych, w pobliżu budynków i parkujących samochodów. Na szczęście, w wszystkich przypadkach strażacy dotarli na czas i do tragedii nie doszło, chociaż raz niewiele brakowało, by pożar kontenera wymknął się spod kontroli. Na osiedlu Złote Łany nadpaleniu uległ bowiem zderzak parkującego w pobliżu samochodu. Kontener palił się także na osiedlu Grunwaldzkim, a dwa na Śródmiejskim. Tam skończyło się bez dodatkowych strat, ale sam kontener wart jest około półtora tysiąca złotych. Do tego dochodzą koszty akcji gaśniczej, co daje w sumie sporą sumę.
 
Bielska policja prowadzi postępowanie w tej sprawie i apeluje o pomoc do mieszkańców, którzy mogli widzieć osoby podpalające plastikowe kontenery.
 
Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)