Sprawa dystrybucji biletów MZK w Bielsku-Białej jest tematem drażliwym dla dyrekcji tego przedsiębiorstwa. O ile brak kiosków nie jest od niej zależny, o tyle sprawa biletomatów i sprzedaży biletów za pomocą komórek to zaniedbania, o które pasażerowie mogą mieć pretensje do władz miasta. Ale zdaniem dyrektora MZK, krytyczny obraz zakładu jest „mocno przesadzony” i nie można się z nim zgodzić.

System moBilet działający sprawnie w Czechowicach-Dziedzicach i Tychach polega na wykorzystaniu łatwej w obsłudze aplikacji, dzięki której zakupimy bilet za pomocą telefonu komórkowego. Po uruchomieniu aplikacji wystarczy wybrać z ogólnopolskiej listy interesujące nas miasto i doładować konto, z którego będziemy kupować bilety.

Bilety przez komórkę

Aplikacja umożliwia także rozliczenia parkingowe. Np. mieszkańcy Skoczowa już za kilka dni zapłacą za parkowanie za pośrednictwem „komórki”, bez względu na markę telefonu, posiadany abonament i wybranego operatora. Żeby skorzystać z tej możliwości wystarczy wypełnić formularz rejestracyjny. Nie ma konieczności podawania danych osobowych. Wystarczy numer telefonu, z którego będziemy dokonywać płatności oraz numer rejestracyjny samochodu.

Będąc w Czechowicach-Dziedzicach doładowaliśmy moBilet kwotą 10 zł za pomocą przelewu bankowego (z konta internetowego). Wsiadając do autobusu komunikacji miejskiej, użyliśmy przycisku „skasuj bilet” i już mogliśmy legalnie podróżować po mieście. W przypadku kontroli pasażer okazuje „kanarowi” historię skasowanych biletów widoczną na ekranie swojej komórki. Jest ona dowodem uiszczenia opłaty za przejazd. Dlaczego system doskonale sprawdza się w Czechowicach-Dziedzicach lub Tychach, a w Bielsku-Białej jest niepotrzebny?

Gdzie są biletomaty?

O biletomatach, a w zasadzie ich braku w prawie 180 tys. mieście nasz portal pisał wielokrotnie. W tej sprawie nie drgnęło w zasadzie nic od zeszłorocznej sesji bielskiej Rady miejskiej, na której temat poruszył Krzysztof Michalski. Radny wskazał wtedy przykłady miast, gdzie urządzenia do wydawania biletów są w praktyce maszynami do robienia pieniędzy. Biletomaty mogłyby być kolejnym lekiem na brak punktów dystrybucji biletów, ale także podniosłyby jakość usług przewozów miejskich na nowy, nieznany w Bielsku-Białej poziom.

Dzięki biletomatom można dziś w Krakowie dokonywać zakupu biletów na legitymacje studenckie wyposażone w chip. Podobne rozwiązanie w Bielsku-Białej ukróciłoby z pewnością proceder „nadpisywania” długopisem blankietów przez kasjerki MZK. Pani z okienka przy ul. Sukienniczej ręcznie koryguje ilość dni, kiedy możemy korzystać z biletu. Tymczasem blankiet jednoznacznie wskazuje, że kupujemy 30 dni przejazdowe na określonych liniach. 

Czary nad biletami miesięcznymi

Niepokojące w tym procederze jest to, że za godziny przed zakupem biletu pasażer też płaci i nikt nie zwraca mu nadpłaconej kwoty. Kupując bilet miesięczny w środku miesiąca (a nie w dniu, który go rozpoczyna) w innych sąsiednich miastach, pasażer otrzymuje możliwość jazdy w okresie 30-31 dni, np. od 15 stycznia do 15 lutego.

Wiele wątpliwości być może udałoby się wyjaśnić, gdyby po stronie przewoźnika istniała chęć rozmowy z naszym portalem. Niestety, w zakładzie miejskim pozbawionym rzecznika, prasa jest skazana na kontakt z szefem MZK, który nie zechciał poświęcić nam czasu. Na szczęście dla Czytelników, z podobnymi pytaniami zwróciła się ostatnio do dyrektora radna Grażyna Staniszewska. W odpowiedzi na jej interpelację Krzysztof Knapik wyjaśnił, że obecny system sprzedaży biletów komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej jest wystarczający do zaspokojenia potrzeb mieszkańców. Zdaniem dyrektora, krytyczny obraz funkcjonowania bielskiego MZK jest „mocno przesadzony” i nie można się z nim zgodzić.

Pełny tekst interpelacji radnej oraz odpowiedź dyrektora MZK zamieścimy w najbliższym czasie.
 
Piotr Maciążek